music is ... muzyka z najlepszej strony.

Kirk

kIRk III

data wydania: 2015-06-19
wydawnictwo: Asfalt Records

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 4 głosy
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Powtarzalność wzorów, które do tej pory dla jednych były hipnotyczne, drugich zdecydowanie od dokonań kIRk odrzucały, poniekąd odchodzi na „III” w zapomnienie. To nie tak, że twórcy „Złej krwi” i „Mszy świętej w Brąswałdzie” nagle postawili słuchaczy w zupełnie innej niż oczekiwanej rzeczywistości, jednak najnowsze dokonanie grupy zdecydowanie zmienia postrzeganie łączenia dźwięków, jakie panowie Bartnik, Dokalski i Kalinowski wcześniej uskuteczniali.

Nieskrępowane zabawy dźwiękiem, które dawały dwóm poprzednim albumom pewien element zaskoczenia, na „III” okazują się uporządkowanym chaosem. Nie oznacza on jednak wielkiej przewidywalności działań, co raczej stonowanie formuły wypowiedzi poszczególnych utworów. Inna kwestia, że wszystkie motywy – tym razem inspirowane szkicami muzycznymi do niemego filmy „Zew Cthulhu” – łączą się w jedną opowieść, co niejako wymusza budowanie utworów w opraciu o pewne stałe wyznaczniki opracowywania tej kulturowej inspiracji.

Części składowe pozostają bez zmian: pojawia się dobrze nam znana trąbka, jest i gramofon, sample nieustannie się zapętlają. A jednak wszystko jakby żwawsze niż ostatnio i bardziej przystępne, bo pozbawione pewnej powtarzalności materii, która tutaj zostaje rozłożona na album całościowo, nie w formie kolejnych zamkniętych utworów. Zmiana, jaką jest podanie tego wszystkiego w nieco bardziej hip-hopowo-jazzowej fuzji, okazuje się niezbyt rewolucyjna, ale wciąż prowadzi do ciekawych konkluzji. Najmocniejszym punktem staje się tu nastrój, który trwa od pierwszego do ostatniego akcentu w niemalże niezmiennej formie – aurze niepokoju, dźwiękowego niepokoju, niedopowiedzeniach sennych wyobrażeń i estetycznych przeżyć, a nie związanych tylko ze sferą słyszalną. To, w odniesieniu do H.P. Lovecrafta i jego wyobrażeń, na „III” okazuje się szczególnie ważnym elementem.

Sama kwestia budowania aranżacji uległa zmianie, czego dobrym przykładem jest początek płyty. Podobne sobie „|1|” i „|2|” częstują naprzemiennie trip-hopowym pulsem, głębokimi dubowymi basami i przeraźliwym, połamanym śpiewem trąbki, hipnotyzując awangardowym wydźwiękiem i jednocześnie pokazując swoją żywszą, bardziej energetyczną i bogatszą stronę – czyli coś, co na tle wcześniejszych dokonań jawi się niczym niespodziewany natłok zdarzeń.

W „|4|” plemienne wokalizy anonsują jazzowe popisy klasycznego instrumentu ścierającego się z powolnym, coraz bardziej pochłaniającym podkładem. Ta wyczepująca szamotanina i skowyt instrumentu staje się jednocześnie dopełnieniem, jak i przeciwnością elektronicznych poczynań, których finałem okazuje się coraz efektywniejsze zlewanie tych dwóch przestrzeni. Takie budowanie rozwijających się kompozycji pozwala chyba bardziej niż poprzednio na ich pochwyceniu i skupieniu się na niecierpliwym wyczekiwaniu końca. Jeszcze większą dawkę emocjonalną, choć podaną w nieco bardziej tradycyjny dla zespołu sposób, ma w sobie ostatni na liście, siedemnastominutowy utwór. Mistyczna otoczka „|6|” i operowy wkład wokalny Antoniny Nowackiej podkreśla charakter kompozycji zatopionej w dźwiękowych odniesieniach do opuszczonego, nawiedzonego domu.

Końcowy rozdział, choć poniekąd różny od pozostałych pięciu części, to zdecydowanie najgęstszy, najbrudniejszy i najbardziej przerażający wytwór, który tu zamieścili. Co nie znaczy, że w jakiś sposób całość tego konceptu zostaje zaburzona. Być może nawet to dzięki niemu ostateczny wydźwięk „III” jest tak ekscytujący. Ta stylistyczna przystępność, nie wpływająca znacząco na jakość samych nagrań, powinna więc przyciągnąć tych, którzy z zespołem do tej pory się rozmijali, biorąc ich za zbytnią ekstrawagancję względem bardziej nośnych dokonań. Jeśli chcą, kIRk potrafią być także na swój sposób rozrywkowi.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...