music is ... muzyka z najlepszej strony.

snowid

Snowid Legendy

data wydania: 2015-04-05
wytwórnia: DIY

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 11 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Folktronica wkracza na nowy poziom. To wszystko dzięki krakowskiemu Snowidowi – jednemu z najoryginalniejszych projektów na polskiej scenie muzycznej. Snowid ma właśnie za sobą swój pełnoprawny debiut, „Legendy”. Jest to jego pierwszy długograj, ale trzy krótkie EPki (w tym jedną instrumentalną) ma za sobą. Jeśli jesteście entuzjastami „Między Ziemią a Kosmosem” to mam dla was dobre wiadomości – „Legendy” to kontynuowanie drogi z tego drugiego wydawnictwa. Poprzednie wydawnictwo, a mianowicie „MagiaOgieńWilkołaki” wydaje się być jednak wiele bardziej żywe w porównaniu do „Legend” i brakuje tam klimatu znanego właśnie z wyżej wymienionych zbiorów.

A klimat jest nie do podrobienia. To idealny soundtrack do polskiej przygodówki z lat 90-tych, której akcja rozgrywałaby się w średniowieczu. To pamiętny klimat Teenagenta czy Sołtysa – czyli masy bugów w opozycji do niesamowitej grywalności. A w tych grach zawsze soundtrack był jednym z ważniejszych elementów, zwłaszcza, gdy był tak 8bitowo-chiptune’owy jak Snowidowe granie.

Snowid do tej pory najbardziej znany był wśród szerokiej rzeszy internautów, jako bohater jednego ze zdjęć – koleś z długimi włosami o ekstremalnie słowiańskim stylu bycia, który przerzuca kobietę przez swoje ramię. Jednak po wydaniu „Legend” zrobiło się o nim coraz głośniej – również ze względu na to, że ruszył coraz intensywniej z koncertowaniem (choćby trasa z zespołem Asia i Koty). Widząc tę nazwę na plakacie moje oczy przykuł podpis pagan disco. Jest to określenie trafiające w punkt klimatu towarzyszącemu tej muzyce – długowłosi, brodaci mężczyźni walący piwo za piwem w jakiejś mordowni i świetnie bawiący się w swym pogańskim stylu, biorący sobie panny na własność i bijąc się po pyskach. Dokładnie to widzę, słuchając Snowida.

Klimat ten jest również wyczuwalny ze względu na proste, wręcz prostackie, ale pasujące właśnie idealnie do RPG-owego podejścia, co przedstawia choćby najlepszy na płycie „Wyprawa po Magiczny Miecz”. Nie można tutaj też nie wspomnieć o gościach pod postacią zespołu Kipikasza – żeńskiego duetu zafascynowanego bardzo podobnymi sprawami do Snowida. „Dziady” to zresztą utwór walczący o miano tego z najlepszych.

Prócz tych paru wybijających się, paru na równi – reszta jest nie tyle przeciętna, co zrobiona na naprawdę wysokim, a przede wszystkim oryginalnym poziomie, ale niestety na jedno kopyto. Rozumiem oczywiście, że w wypadku grania takiej muzyki, w tym określonym stylu ciężko jest wysilić się tak, żeby każdy utwór miał jakieś zapamiętalne motywy. Niestety „Legendy” z jednej strony uzależniają, ale z drugiej przelatują. To chyba również świadczy o tej soundtrackowości, bowiem zazwyczaj w grach mamy te 4 świetne utwory, a reszta po prostu gra.

I choć ciężko jest wyłączyć „Legendy” po pierwszym przesłuchaniu, to tak naprawdę słuchamy na nich paru utworów przerywanych tymi hitami. Niemniej jednak za wysoki poziom wykonania, jak i oryginalność nie sposób nie ocenić tego albumu inaczej, niż bardzo dobrze. No i w końcu mamy „popową” (a przynajmniej zdobywającą popularność na scenie niezależnej) grupę, która ma w sobie sporo elementów 8-bitowego grania.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...