Wszystko co dobre, szybko się kończy. Ta sama zasada tyczy się Kraków Live Festival. Zaledwie dwudniowe festiwale rozbudzają muzyczne apetyty i zawsze pozostawiają pewien niedosyt. Na szczęście bogaty program imprezy w pełni rekompensuje jej krótki czas trwania. Jak było drugiego dnia?

Georgia

Kolejne z serii intrygujących odkryć muzycznych, jakie postanowili zaserwować nam organizatorzy. Młoda Brytyjka zagościła w Polsce krótko po premierze swojego debiutanckiego albumu. Materiał z niego pochodzący często porównywany jest między innymi do M.I.A. Podobnie jak starsza koleżanka, Georgia stawia na bezkompromisową mieszankę stylów. Każdy dźwięk ocieka wręcz mocnym charakterem autorki. Pomimo młodego wieku i krótkiego stażu na scenie artystka zagrała bezbłędnie. Spontaniczne reakcje publiczności sprawiły, że zdystansowana zwykle Georgia nawiązała z zebranymi fanami świetny kontakt.
/ Marcin Błajet /

Oszałamiające tempo, jakiego nabrała kariera młodej Dunki po sukcesie singla „Lean On” niestety nie pozostała bez wpływu na jej zachowanie. To, za co ją pokochaliśmy podczas pierwszego spotkania w Gdyni rok temu to niesamowita pozytywna energia i fantastyczny kontakt z publicznością. To wrażenie spotęgowane jeszcze bardziej zostało po tegorocznym koncercie w warszawskim Basenie. MØ, którą zobaczyliśmy w Krakowie to już inna MØ. To przede wszystkim MØ gwiazda. Nadal brzmi na żywo genialnie, jednak brakowało w tym występie czegoś, co trudno określić, ale silnie wpływa na odbiór muzyki. Chyba przyszedł czas na odpoczynek i pracę nad nowym materiałem.
/ Marcin Błajet /

Mo

TV On The Radio

Namiętne czasy, w których słuchałam TV On The Radio minęły, ale pamiętam, że w okresie wydania ich albumu „Dear Science” ciężko było mnie od ich muzyki odciągnąć. Tym bardziej miło było usłyszeć choćby „Golden Age” w wersji live. Panowie mimo, że przyjechali promować najnowszy album „Seeds” nie skupili się tylko na najnowszym albumie, a kawałki, które z niego zaprezentowali zdecydowanie bronią się w wersjach koncertowych. Najlepszym słowem opisującym ich koncert jest „klasa” – zarówno muzyka TV On The Radio, poziom jej wykonania, jak i sam zespół to klasa sama w sobie.
/ Karo Lewandowska /

Tv On The Radio

Future Islands

Od wczoraj wiem, że Samuel Herring to osobowość, która potrafi skraść podczas koncertu każde serce. Jego dziwaczność i sceniczna charyzma przyciąga jak magnes sprawiając, że ciężko oderwać od niego wzrok. Wydaje się, że podczas koncertu Samuel ma swój świat, który – jeżeli tylko pozwolisz się w niego wciągnąć – przeniesie Cię w zupełnie inne stany świadomości. Przy Future Islands nie potrzeba dragów żeby odlecieć. Jeżeli dodać do tego fakt, że muzycznie każdy kawałek brzmi dwa razy lepiej niż na jakimkolwiek nagraniu to już chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że jeżeli odpuścił sobie wczoraj ten koncert to wiele stracił. Stanie w miejscu – niewykonalne.
/ Karo Lewandowska /

Future Islands

Kendrick Lamar

O mały włos nie zobaczylibyśmy w Polsce autora prawdopodobnie najlepszej płyty tego roku. Przez błędy booking managera Kendrick Lamar zmuszony był odwołać zaplanowaną wizytę w Gdyni. Na szczęście możliwe było sprowadzenie go do Krakowa. W ciągu ostatnich dwóch lat raper przeszedł sporą przemianę. Nie jest to już ten sam gość rapujący świetne kawałki. Teraz to także showman. Dużą wartość samą w sobie przedstawia także fakt, że dj z laptopem zastąpił na scenie pełen zespół. Dzięki temu muzyka Lamara nabrała głębi w wersji live. Dziwi i smuci trochę, że w setliście znalazło się miejsce dla zaledwie trzech numerów ze świetnego „To Pimp A Butterfly”.
/ Marcin Błajet /

Kendrick Lamar

Nie ma więcej wpisów