music is ... muzyka z najlepszej strony.

foals what went down

Foals What Went Down

data wydania: 2015-08-28
wytwórnia: Warner Music

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 12 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Promocja najnowszego materiału spod znaku Foals zaczęła się od muzycznego zaskoczenia. Pierwszy singiel promujący album odstaje od utworów nazywanych tym mianem – jest bardziej ambitny, klimatem wręcz niepokojący, wypełniony nieoczywistą przebojowością, która stała się u Foals już znakiem rozpoznawczym.

Klimat to rzecz, którą panowie na tym krążku żonglują najczęściej – niemal z kawałka na kawałek przechodzimy z nad czarnej przepaści do niewinnej bieli i na odwrót, poznając przy tym cały wachlarz emocji ukryty w kolejnych wersach. Z jednej strony utwory niepokojące, w połowie wykrzyczane i pełne dramaturgii stykają się z lekkimi, niemal popowymi melodiami tylko po to, żeby już w kolejnych czterech minutach znów obudził się w nich wariat. Foals już przy poprzednich płytach pokazali, że doskonale wyczuwają, gdzie jest złoty środek pomiędzy tym co jest jednocześnie ambitne i świeże, a tym, co przebojowe i sięgające nieco w klasykę gatunku.

Panowie wydają się w sposobie nagrywania albumów konsekwentni. Ponownie dostajemy płytę z dwoma fenomenalnymi kawałkami – singlowe „Mountain At My Gates” oraz tytułowy kawałek otwierający album – które otoczone są utworami często znacznie się od siebie różniącymi, jednak razem sprawiającymi wrażenie uzupełniających się, wpływających na kolejne elementy tej muzycznej układanki. Nie myślcie jednak, że to typowe zapychacze, bo każdy z kawałków ma w sobie wspomnianą już nieoczywistą przebojowość, każdy potrafi zaskoczyć nagłą zmianą tempa przeobrażając się ze spokojnej, kojącej ballady w pełen emocji, przeszywający krzykiem utwór.

Jest w tej muzyce coś pierwotnego, coś co sprawia, że te kilka dźwięków wyrywa serce i płuca. Coś, co najlepiej widać w Foals na scenie, gdy budzą się w nich bestie zmieniające koncert w szaleńczą gonitwę emocji. I ta płyta taka jest – idealna do manewrowania emocjami podczas koncertów, a jednocześnie magnetycznie uzależniająca w domowym zaciszu. Wystarczy choćby przyjrzeć się utworom takim jak spokojne „Give It All” z niemal kruchym wokalem, gdzie wyśpiewywane są słowa Give me the time but not an age / Give me the look, but not the rage / Give me the feel for where I go / You give me it all, czy „Snake Oil”, który atakuje nas pełnymi ekspresji refrenami, żeby zaraz po nim zaczął się z pozoru spokojny „Night Runners”, w którym umiejętnie stopniowane napięcie eksploduje dopiero w ostatnich sekundach utworu.

Końcówka całej płyty powoli uspokaja emocje – najpierw kojącą balladą „London Thunder”, potem jednym z najbardziej popowych kawałków z całego krążka, „Lonely Hunter”, który najmniej kojarzy się z muzycznymi dokonaniami Foals, przywołując w mojej głowie skojarzenia z Noelem Gallagherem i jego zespołem. Wszystko jednak wieńczy ambitne „The Knife In The Ocean” z powtarzającym się pytaniem Oh, what came of the things we once believed? oraz pełnymi nadziei słowami The fire is coming, but we’ll outrun it / We’ll never be undone. Swoją drogą to kawałek, który ma szanse stać się drugą „Spanish Saharą”.

Mimo wszystkich zachwytów Foals nie odkrywają tym albumem Ameryki. Całość idealnie utrzymana jest w ich stylu i trzyma wysoki poziom, jednak nie jest to album wybitny. Złośliwiec powiedziałby, że to „Holy Fire 2.0″, ja jednak widzę pewien krok w przód, bardzo malutki krok. To zachowanie bardzo asekuracyjne, niemniej „What Went Down” to bardzo dobra i udana płyta, która z pewnością spodoba się obecnym fanom, a dzięki choćby genialnemu „Mountain At My Gates” przysporzy kolejnych. Chciałabym chyba jednak, żeby panowie byli bardziej radykalni w swoich działaniach. Po słowach w jakich opisywali nowy materiał można by oczekiwać muzycznej rewolucji – tej zaś należy tu szukać niczym igły w stogu siana. To pozostawia po sobie pewien niedosyt, jednak w przeszywający pełen emocji i nieoczywistej przebojowości świat „What Went Down” warto się zatopić. Powiem nawet więcej – w tych dźwiękach można utonąć na całe godziny.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...