music is ... muzyka z najlepszej strony.

ox

HOTS Harmony of the Spheres

data wydania: 2015-02-03
wydawnictwo: V Records

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 2 głosy
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Zbyt proste byłoby na początku odnieść się do stylistycznie ciekawie brzmiącej – lecz zwyczajnie błahej w tym konkretnym recenzenckim przypadku – nazwy albumu nawiązującej do pitagorejskiej harmonii sfer. Trudno byłoby się jednak oprzeć możliwości dywagacji nad tym, czy rzeczywiście ta filozoficzna koncepcja w pełni do debiutanckiego dzieła kwartetu z HOTS pasuje. Ta wytworzona tu aura tajemniczości czy pewnego motywu przewodniego nad „Harmony of the Spheres” jest może i ładna, lecz zbyteczna jeśli chodzi o same dźwięki. Te bronią się bez podobnych dodatków.

Twierdzenie, że w muzyce kwartetu rzeczywiście mamy niesłyszalne dla ludzkiego ucha śpiewy poruszajacych sie po orbitach ciał niebieskich byłoby także zbyt piękne. Ale, jak okazuje się przy bliższym zapoznaniu z samą materią, to piękno tutaj istnieje – tyle że jest podane w formie dobrze słyszalnej i znanej wszystkim, którzy w ciągu ostatnich lat w jakiś sposób mieli z muzyką jazzową styczność. Abstrahując bowiem od tej formy nazewniczych ciekawostek, ten album to nic innego jak zbiór wszystkiego, co w tradycji nowoczesnego jazzu obecne.

Instrumentarium jest więc tradycyjne: oto gitara, perkusja, trąbka i kontrabas. Oczywiste jest też powolne przedstawienie dźwiękowych komponentów, które prócz odznaczania się w pierwszej na liście kompozycji, mają swoje poszczególne momenty na całej płycie. Kontrabasowe solo raduje w „Alone In A Deep Space”, przeraźliwie samotna trąbka daje o sobie znać w „Melodii Ludowej”, przesterowana gitara wypełnia przestrzeń „#22″, a postój dla perkusyjnego popisu mamy w „Marii Eł”. To dobry zabieg i cieszy, że ta charakteryzacja poszczególnych instrumentów – a co za tym idzie samych artystów – nie jest nachalna i nie wytwarza poczucia wprowadzenia jej z przymusu. Takie fragmenty dają też inną ważną dla grupy cechę, jaką jest zmiana tempa i natury samych kompozycji.

Oprócz użytej w tytule harmonii, swoistej płynności, panowie nie stonią bowiem od uwielbianego przez wielu załamania metrum, które wprowadza nerwowość, zamieszanie w muzycznym kotle. Tak jest w dość nieortodoksyjnym „#22″ czy w bardziej dynamicznym początku albumu pod postacią utworu „Ząbki”. Po drugiej stronie mamy te bardziej kojące propozycje – snujące się, powoli wygaszające album „W”, jeden z mniej ciekawych fragmentów płyty, czyli wspomniana już „Melodia Ludowa” czy najlepszą kompozycję, jaką jest wspaniale melancholijne „Alone In A Deep Space” proszące się o rozkoszowanie się nim w zupełnym skupieniu.

Nie ma tu jednak jakiejś niesłychanej wyjątkowości, bo całość staje się w ostatecznym rozrachunku za mało zaskakująca. Ale to nie wydaje się być głównym celem pokazu pod nazwą „Harmony of the Spheres”. Tym jest raczej przedstawienie siebie jako twórców. Pojętnych, bo świetnie odnajdujących się w podstawach gatunku, klasycznych regułach komponowania, ale także potrafiących bawić się dźwiękiem. I choć niektóre uderzenia mogą wydawać się niecelne, to cały ten zestaw przyjmuje się z zainteresowaniem. Tym większym, że wciąż niedosyt niesie brak obcowania z kompozycjami Mikołaja Poncyliusza w wersji na żywo – bo właśnie tak od 2011 roku kształtował się ten album. Jeśli więc istnieje taka potrzeba, zawsze można wybrać się na koncert. Dla wielu może być to opcja wskazana.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...