music is ... muzyka z najlepszej strony.

Arkadiusz Hronowski: wiele imprez zniknie z mapy Polski

Arkadiusz Hronowski / mat. prasowe

Arkadiusz Hronowski / mat. prasowe

Czy duże imprezy stoją w obliczu kryzysu, a przyszłością rynku festiwalowego są wydarzenia niszowe? Dlaczego na Soundrive Fest nie ma gwiazd, a każdy artysta występuje na równych prawach? Na pytania o misję i przyszłość gdańskiego święta muzyki alternatywnej odpowiada jego twórca, Arkadiusz Hronowski.

Soundrive Fest obchodzi czwarte urodziny i wciąż jest festiwalem stosunkowo młodym. Mimo to zdobył już uznanie ze strony miłośników muzyki alternatywnej oraz przyciąga coraz więcej ludzi z całej Polski. Z powodzeniem i konsekwencją realizujesz ideę festiwalu niekomercyjnego, ukierunkowanego na odkrywanie interesujących nowości. Jakie jest źródło sukcesu?

Do sukcesu jeszcze trochę nam brakuje, ale konsekwentnie pniemy się do przodu. Mamy coraz większą grupę fanów, którzy przyjeżdżają nie dla satysfakcji czy lansu, ale aby odkrywać muzykę młodych kapel. Rozwój imprezy nie będzie polegał na tym, aby zapraszać coraz droższych artystów, ale żeby zaskakiwać nowymi, młodymi, alternatywnymi kapelami z całego świata.

Widzisz siebie w roli muzycznego misjonarza, który próbuje rzucać światło tam, gdzie nie ma go jeszcze dostatecznie dużo?

To jest poniekąd równoznaczne z misją portalu Soundrive.pl, promującego muzykę niezależną, który prowadzimy. Pamiętajmy, że muzyka niezależna czy alternatywna to nie tylko granie gitarowe. Możemy zaszufladkować do tego nawet jazz, czego dowodem będzie występ jazzowego składu na dodatkowej, zewnętrznej scenie (trójmiejski zespół Kurtz wystąpi drugiego dnia festiwalu na scenie Red Bull – red.).

Od dwóch lat bardzo mocno naciskamy na polską muzykę. W tym roku występuje dwanaście polskich zespołów (nie licząc zespołów dodatkowej sceny Red Bull – red.) i dwanaście zespołów zagranicznych, grających ramię w ramię. Naszym marzeniem jest, aby pewnego dnia polska kapela uzyskała tutaj status gwiazdy, która przyciągnie fanów.

Jakie zjawiska na młodej polskiej scenie przyciągają twoją uwagę i jakie zjawiska starasz się promować?

Nie skupiamy się na gatunkach; elektronice, indie, czy innych. Wiele zespołów nie radzi sobie z graniem na żywo. Czym innym jest to, co słyszymy w sieci – muzyka, która została pięknie wyprodukowana – a czym innym sposób, w jaki zespół prezentuje się na scenie. Co roku internauci wskazują danego artystę jako gwiazdę festu. Potem okazuje się jednak, że jego koncert był przeciętny, a zupełnie inny zespół, którego tamci kompletnie nie znali, zniszczył wszystkich widzów.

Wracając do polskich wykonawców, mogę powiedzieć z wielką radością, że mamy ogromny progres w powstawaniu nowych składów. Jeszcze trzy lata temu był problem, aby wybrać pięć kapel. W zeszłym daliśmy radę wziąć kilkanaście, a w tym dopadła nas klęska urodzaju. Z trudem wybraliśmy składy spośród czterdziestu wstępnie wyselekcjonowanych zespołów.

Polska alternatywna w bardzo fajny sposób idzie do przodu. Wpływa na to zmiana pokoleniowa; osiemnasto- i dziewiętnastoletni artyści nie są zarażeni żadną klęską, wojną czy podziałem politycznym. Są inaczej wychowani, w zupełnie innym kraju. Korzystając z dóbr techniki, bez kompleksów tworzą muzykę, która nie różni się już od tej, słuchanej przez fanów na Zachodzie. Liczę, w przyszłości te właśnie zespoły będą tworzyć line-up’y większych festiwali; nie tylko jako supporty, ale również jako headlinerzy.

Polskie zespoły mogły zgłaszać się do festiwalu na drodze konkursu. Każda kapela, wyłoniona w ten sposób, otrzymuje wynagrodzenie za występ. Tym samym Soundrive wyróżnia się na tle wielu innych imprez, których organizatorzy wychodzą z założenia, że debiutanci powinni grać za „fejm” i możliwość pokazania się szerszej publiczności.

Wiąże się to z moją ideologią, którą od lat praktykuję. Nie wolno nie płacić artyście; artysta, żeby się rozwijać, musi dostać jakiekolwiek wynagrodzenie. Festiwale mają budżety, które nierzadko są duże – wiemy, ile wydaje się na gwiazdy. Nie chcę nikogo wymieniać z nazwy, bo nie jestem w komitecie organizacyjnym jednego czy drugiego festu, ale faktycznie, słyszy się na mieście, że zespoły grają ze „fejm” – i jest to słabe.

Wypłacenie młodej kapeli dwóch tysięcy złotych oraz zapewnienie im przyzwoitego hotelu, niekoniecznie pięciogwiazdkowego, nie jest specjalnie dużym wydatkiem w skali innych kosztów. Równocześnie pozostawia to dobre wrażenie w oczach młodych muzyków oraz daje im pewną nadzieję. Moim zdaniem jest to kwestia mentalności organizatorów. Jeżeli jednak ktoś mi powie, że tak musi być, bo tak jest w tej branży, to ja się w to nie wpisuję.

Rozmawialiśmy wcześniej o misji odkrywania wartościowych zjawisk sceny alternatywnej. Działalność koncertowa, która służy promowaniu zespołów niszowych, zwykle napotyka na trudności natury budżetowej. W jaki sposób można ją finansować?

Odpowiem na to pytanie w trochę inny sposób. Człowiek, wchodząc w dorosłe życie, zaczyna się dorabiać. Musi kupić pralkę, samochód, telewizor i mieszkanie, a kiedy ma już to wszystko, zaczyna szukać innych wrażeń. Większość ludzi zamienia te dobra na jeszcze lepsze i bardziej luksusowe. Są jednak tacy, którzy zaczynają robić coś fajnego dla siebie.

Fest jest rzeczą misyjną, czymś, co zawsze chciałem robić. Dobrze wiedziałem, z czym to się je i dobrze wiem, że nigdy nie zarobię na tym kokosów. Droga od początku była ciężka, a ja dokładałem do dwóch pierwszych edycji. Dopiero od zeszłego roku festiwal zaczyna wychodzić na zero.

Nie ma sensu się użalać. Jeżeli nie dajesz rady, nie rób tego. Ale kiedy przetrwasz najtrudniejsze lata i będziesz szedł do przodu, osiągniesz sukces. My ten sukces mamy, bo udało nam się z wielkim trudem znaleźć sponsorów oraz wsparcie ze strony miasta, a bilety sprzedają się w coraz większych ilościach. Fest się zapina; nie przynosi dochodów, ale przestaliśmy do niego dokładać, a naszym celem jest pozostawienie go takim, jakim jest teraz. Nie zamierzamy zabiegać o Iggy’ego Popa jako gwiazdę, od tego są inni.

Profil muzyczny Soundrive Festu to przede wszystkim elektronika, indie oraz psychodelia. Wspomniałeś o kapeli jazzowej, ale to raczej wyjątek potwierdzający regułę, poza tym grają na zewnętrznej scenie. Nie chcesz dążyć do tego, aby festiwal był bardziej eklektyczny? W zeszłym roku zaprosiłeś Planet of Zeus oraz King Khan and the Shrines – składy, które dość mocno wyróżniły się na tle pozostałych.

Tak, to prawda. Przyznam szczerze, że brakuje mi wykonawców takich, jak w zeszłym roku, którzy nie przestraszyli, ale mocno zadziwili. Zwłaszcza King Khan; u nas zrobił niezły show, a w tym roku wystąpił na Offie. Miło, że ktoś po nas zaprosił go na większy fest.

Wiemy już, że w przyszłym roku wrócimy do line-up’u, który ma elementy bardzo skrajne. Nie będzie to skrajność na poziomie death metalu, bo nie o to nam chodzi. Chcemy pokazać coś spoza grania indie-popowego czy elektronicznego, żeby dodać festiwalowi oddechu i ściągnąć trochę inną publiczność.

Najmocniejsze punkty line-up’u tworzą Glass Animals, Temples oraz Peace. Za co cenisz każdy z tych zespołów?

Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby to któraś z młodych kapel okazała się czarnym koniem i została okrzyknięta gwiazdą naszego festu. Kapele, które wymieniłeś, mają już pozycję i dokonania, zwłaszcza na Wyspach Brytyjskich; tam są znani, u nas trochę mniej. Za co ich cenię? Większość z nich nie robi nic odkrywczego. Po prostu w nowych czasach serwują fajne, stare dźwięki. I to wszystko – nie róbmy z nich bogów! Moim faworytem jest Bad Breeding; to, co chłopaki robią, jest mocno pojechane, straszą rozp… na scenie. Wszystko się okaże.

Dla mnie Glass Animals, Temples i Peace są takimi samymi super kapelami, jak Bad Breeding, East India Youth czy Vaults. To wy i fani określiliście ich jako gwiazdy, a my traktujemy ich na równi.

Twoja impreza zamyka festiwalowe lato w Polsce. Jak, z perspektywy organizatora, oceniasz kończący się sezon festiwali? Czy wnioski o kryzysie dużych festiwali, kryzysie headlinerów oraz odpływie publiczności w stronę mniejszych eventów, takich jak Soundrive, są uzasadnione?

Dobre pytanie, które powinno pojawiać się w odrębnych wywiadach z organizatorami festiwali. Nawet na tegorocznej Primaverze był panel dyskusyjny z udziałem szefów największych światowych festiwali, którzy zauważają schyłek wielkich imprez. Ludzie są zbyt opatrzeni tym wszystkim i zaczynają poszukiwać czegoś zupełnie oryginalnego. Z drugiej strony wiadomo, że z sześćdziesięciotysięcznej imprezy nie da się nagle zrobić imprezy oryginalnej.

Myślę, że wiele imprez zniknie z mapy Polski, natomiast na to miejsce powstanie kilkanaście świetnych, niszowych wydarzeń, skierowanych do konkretnego odbiorcy. Moim zdaniem właśnie w tego rodzaju imprezach tkwi przyszłość festiwali. Na pewno będą to coraz dziwniejsze miejsca oraz coraz więcej działań interaktywnych. Łatwiej będzie ogarnąć to budżetowo i organizacyjnie, przy docieraniu do wąskiej, ale pewnej grupy ludzi.

Ktoś, kto śledzi rynek festiwalowy i bywał na tych imprezach regularnie przez dziesięć lat, widzi pewne zmiany, które następują. Ludzie z branży widzą jeszcze więcej i wiedzą dobrze, że za tym wszystkim stoją pieniądze albo ich brak. Rzeczywiście, organizatorzy mają duże problemy i niektóre imprezy za chwilę znikną. W końcu jak długo można bić własne rekordy? Niektórzy pewnie reinkarnowaliby Michaela Jacksona, żeby było jeszcze lepiej, ale nie o to chodzi. Polska publiczność widziała już naprawdę wszystko i wydaje mi się, że teraz trzeba pokierować ją do zupełnie innego zaułka.

Myślę, że Soundrive ma szansę pozostać na tym rynku, ponieważ nie generujemy ogromnych kosztów i co roku są nowe kapele; mamy z czego wybierać. Natomiast duże festiwale stają przed problemem, kogo zaprosić w przyszłym roku na headlinera. Prodigy przecież nie będzie grało co roku. Zazwyczaj trzeba poczekać na nowy materiał, a nie zawsze te materiały są takie fajne. Co więcej, polska publiczność nauczyła się już słuchać i wybierać.

Mówiłem o kryzysie przede wszystkim w kontekście Opener’a i OWF, które faktycznie cierpią już na problemy z headlinerami.

Nie zazdroszczę szefowi Opener’a. Zawsze trudno jest zejść z pozycji króla kilka stopni niżej. Ruchy, które były wykonywane w tym roku na Openerze, na pewno zmierzały w stronę większej alternatywności tego festiwalu oraz odmłodzenia publiczności. Nie wiem natomiast, jak złożyło się to finansowo, a to przecież najważniejszy czynnik dla tak ogromnej imprezy. Pytanie brzmi: czy przy logistyce, jaka była w poprzednich latach, tegoroczny line-up zapewnił wpływy odpowiednie do sytuacji, w której nie ma głównego sponsora?

Jest jeszcze Off, z ugruntowaną pozycją na rynku i myślę, że oni też kombinują: wrócić do korzeni czy iść dalej? W końcu wszyscy kochali tę imprezę za początki i niszowość, czyli to, co my robimy teraz. Nam pozostaje tylko się przyglądać, dbać o własne podwórko i kibicować, bo w końcu to dzięki nim publiczność nauczyła się chodzić na koncerty, słuchać i dokonywać wyborów. Mają istotny wkład w rozwój branży koncertowej w Polsce.

Tymczasem Soundrive konsekwentnie pozostaje w obecnej formule?

Nic się nie zmieni. Jeżeli cokolwiek wydarzy się in plus, to być może polepszymy działania zewnętrzne i wprowadzimy więcej działań interaktywnych, skierowanych do zewnętrznego odbiorcy. Być może dodamy kolejną scenę namiotową, z jakimś specyficznym gatunkiem muzycznym. Natomiast absolutnie nie spodziewajmy się, że na Soundrive Fest wystąpią gwiazdy za dwieście tysięcy euro; nie ma takiej opcji.

Arkadiusz Hronowski od 2001 roku kieruje kultowym sopockim SPATIF-em. W 2012 roku zorganizował pierwszy Soundrive Fest w Gdyni. Rok później przeniósł imprezę na teren Stoczni Gdańskiej, do nowopowstałego – również z jego inicjatywy – klubu B90. Jako muzyk udziela się w zespole The Stags.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...