music is ... muzyka z najlepszej strony.

Soundrive Fest – dzień I

Glass Animals na Soundrive / fot. Jarek Sopiński

Glass Animals na Soundrive / fot. Jarek Sopiński

Stocznia znów tętni życiem. Czwarta odsłona gdańskiego festiwalu Soundrive wystartowała w nieco zmienionej i wzbogaconej programowo formie i jak zwykle zachwyca swoją różnorodnością. Po raz pierwszy polscy artyści grają na tych samych zasadach, co zagraniczni i tym samym udowadniają, że nie mamy czego się wstydzić.


30daysofline

Tegoroczną edycję festiwalu otworzyła pochodząca ze Świecia formacja 30daysofline. Wystarczyły dwa pierwsze utwory, żeby przekonać się, że w ich muzyce jest wszystko to, co chłoną sami muzycy. Przyznają się do inspiracji Foals, Vampire Weekend czy The Maccabees i z powodzeniem przekładają je na swój własny (polski) język. Lekkie, gitarowe melodie pełne pozytywnej energii, współgrające z życiowymi historiami opowiedzianymi w tekstach sprawdziły się jako rozgrzewka przed kolejnym koncertem.
/Daria Owczarek/

Bad Breeding

Nie bez powodu mówi się o nich, jako „najlepszej nowej punkowej kapeli z Wielkiej Brytanii”. Wydawać by się mogło, że nie bez powodu też obrali tak właśnie kierunek. Grupa pochodząca ze Stevenage, miasta o najwyższy wskaźniku bezrobocia w UK od pierwszych sekund swojego występu udowadniała, że ma sporo do powiedzenia. Ich muzyka jest dokładnie taka, jaki jest punk – brutalnie prosta, monochromatycznie hałaśliwa i totalnie surowa. Z jednej strony uosabiają wszystkie klasyczne elementy tego gatunku, z drugiej podają to w taki sposób, że wciąż słucha się bez poczucia znudzenia.
/Daria Owczarek/

East India Youth

Występ tego Pana w doskonale skrojonym garniturze i śnieżnobiałej koszuli przyniósł kompletną zmianę klimatu i po ostrym pogo na Bad Breeding pozwolił publiczności pobujać się przy klimatycznej elektronice. Ci, którzy spodziewali się całego zespołu, w zamian dostali człowieka-orkiestrę. Specjalizujący się w umiejętnym łączeniu brzmienia krautrockowego syntezatora z gitarą elektryczną i padem perkusyjnym William Doyle szybko został uznany za jednego z najbardziej awangardowych artystów na rodzimej, brytyjskiej scenie. Jego debiutancki album „Total Strife Forever” to solidna dawka tanecznego, ambitnego popu i melodyjnych ballad podszytych ambientowymi inspiracjami, które przeniósł także na swój drugi krążek. Materiał w wersji live broni się sam, a jeśli dołożyć do tego fakt, że za wszystkim stoi jeden człowiek, to mamy gwarantowany sukces. Po pełnym energii, klimatycznym występie East India Youth trafia jako pierwszy na listę odkryć tegorocznej edycji Soundrive.
/Daria Owczarek/

Po ogłoszeniu wizyty East India Youth w Gdańsku z dziennikarskiego obowiązku zrobiłem mały, głównie muzyczny research. Znany do tej pory materiał oraz pierwsze single zapowiadające nową płytę nakreślały obraz ciekawej, trochę nawet tanecznej elektroniki. Tym niecierpliwiej oczekiwałem na koncert i sprawdzenie prezencji albumu „Culture Of Volume”. Niestety, tak jak zawiódł mnie ten longplay, chyba jeszcze bardziej zawiódł mnie występ. Zamiast nietuzinkowych dźwięków otrzymałem nieco nużący one man show. O ile sama jednoosobowa formuła nie jest czymś negatywnym, o tyle sposób prezentacji muzycznych dokonań już tak. Dla mnie koncert zupełnie bez historii.
/Marcin Błajet/

We Draw A

Choć ich utwory znam na pamięć, do tej pory nie miałam szczęścia usłyszeć ich na żywo. Po pierwszym spotkaniu śmiało mogę powiedzieć, że to zespół kompletny i gotowy na to, by zaczarować swoją muzyką zagraniczną publiczność. Doskonale skrojony ze wszystkich najlepszych utworów z debiutanckiego krążka „Moments” set, pełen transowej, pulsującej elektroniki i plastycznego głosu Piotra Lewandowskiego znakomicie spisał się na małej scenie. Panowie świadomie kreują swój wizerunek zarówno sceniczny, jak i medialny stawiając na pierwszym miejscu wyłącznie muzykę. I tym samym ich koncert można zaliczyć do dwóch najlepszych występów pierwszego dnia.
/Daria Owczarek/

Drenge

Ten zespół spełnił pokładane w nim nadzieje od pierwszej do ostatniej nuty. Prawdziwie garażowy, organiczny rock. Surowe dźwięki gitar ostatnio coraz trudniej spotkać na festiwalowych scenach. Większość grup daje się tak bardzo pochłonąć eksperymentom, że zapomina o korzeniach rocka. Na szczęście jest Drenge, które mocnymi riffami rozedrgało mury klubu B90 i poderwało do szalonego tańca zgromadzoną publiczność. Zdecydowanie jeden z lepszych koncertów tego wieczoru.
/Marcin Błajet/

Glass Animals

To oni zdobyli serca publiczności i to nie podlega dyskusji. Aż trudno uwierzyć, że ten zespół powstał przypadkiem. Godzinnym występem pokazali jak powinno się grać, aby w tak krótkim czasie osiągnąć sukces zarówno artystyczny, jak i komercyjny. Charyzmatyczny Dave Bayley to bez wątpienia postać, bez której ta kapela nie byłaby taka sama. Ich nowy krążek „ZABA” to mix klimatycznego R’n'B choćby w utworze „Black Mambo” z alt-popowymi wstawkami w postaci „Pools”, czyli coś, co na koncertach, zwłaszcza tych festiwalowych sprawdza się zawsze. Od czasów swojego pierwszego występu na OFF Festivalu rozwinęli skrzydła i zmierzają w dobrym kierunku. Wierzę, że tak entuzjastycznym przyjęciu wkrótce pojawią się u nas ponownie.
/Daria Owczarek/

Oprócz fantastycznej atmosfery festiwalu, do właśnie ten zespół był moją najsilniejszą motywacją w podróży do Gdańska. Kiedy rok temu występowali w Warszawie, ja musiałem podjąć trudną decyzję, co ostatecznie zakończyło się opuszczeniem koncertu Szklanych Zwierząt na rzecz innego, w Katowicach. Zaległości jednak nadrobiłem i to w jakim stylu! Glass Animals to prawdziwe zwierzęta sceniczne. Bezbłędne prowadzenie dźwięków, genialny wokal Dave’a i jego szalone harce. Wszystko układało się w piękny obraz uzupełniający fantastyczne brzmienie zespołu. Przyznam, że jeszcze chwilę przed ich wejściem na scenę miałem pewne obawy, czy podołają własnej muzyce. Nierzadko mamy do czynienia z sytuacją, w której genialnie, klimatycznie brzmiący studyjnie zespół ma trudności z dogonieniem siebie w wersji live. Zwłaszcza, jeśli dochodzi do tego dość wysoki męski wokal. Na szczęście obawa okazała się nieuzasadniona. Glass Animals na żywo brzmią cudownie, zdecydowanie mogę ten koncert zapisać jako jeden z najlepszych mijającego sezonu festiwalowego.
/Marcin Błajet/

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...