music is ... muzyka z najlepszej strony.

Fatboy Slim: każdy definiuje własną złotą erę muzyki tanecznej

Fatboy Slim / fot. Illegalbreaks

Fatboy Slim / fot. Illegalbreaks

Norman Cook aka Fatboy Slim to człowiek – legenda świata kultury tanecznej obecny na muzycznej scenie od lat 80. Jego wszechstronny talent obrazowały różnorodne stylistycznie aliasy muzyczne, pod jakimi występował: funkowy zespół Freak Power, reggae’owy Beats International, house’owe Mighty Dub Katz i Pizzaman czy wreszcie wpisujący się w niebywałą popularność stylu big-beat – Fatboy Slim.

Autor znakomitych płyt (m.in. “Better Living Through Chemistry”, “ You’ve Come a Long Way, Baby” ) czy singli: “Dub Be Good To Me”, “Rockafella Skank”, “Sex on The Streets”, “Praise You”, “Everybody Needs A 303” odwiedził 10 września warszawski klub Iskra, grając swój DJ-set. Imprezę wspierała agencja Illegalbreaks i Sony Music Polska.

W wywiadzie udzielonym mi tuż przed występem, Fatboy Slim opowiada swoje refleksje odnośnie zmian w muzyce tanecznej, podejściu do samplingu, graniu na wielkich festiwalach, złotych okresach dla kultury klubowej i swoich osobistych klasykach klubowych…

Norman, przeszedłeś długą drogę w biznesie muzycznym: od nagrań jako Beats International, Housemartins czy Pizzaman aż do singli wydawanych jako Fatboy Slim. Stałeś się jedną z największych ikon dla globalnej kultury klubowej. Co czujesz sięgając pamięcią do tamtych wczesnych lat? Czy jest tak jak twierdzi wielu muzyków: muzyka była kiedyś lepsza, a ludzie bardziej euforyczni?

Fatboy Slim: Miło mi, gdy spotykam się z taką oceną mojej muzyki i docenieniem dorobku artystycznego. Z pewnością jestem dumny z tego, co osiągnąłem w czasie mojej około 30 letniej kariery. Przeszedłem faktycznie całkiem długą drogę jak wspomniałeś – tak, jak w tytule mojego albumu („You’ve Come A Long Way, Baby”). Jestem dumny, bo w pewnym sensie kreowałem trendy w muzyce tanecznej: obojętnie czy był to house czy big beat. Jeśli chodzi o stosunek, podejście do muzyki i publiczność skupioną na scenie tanecznej, to czasy się zmieniają. Kiedyś nie mogłeś wejść do klubu jeśli nie miałeś 18 lat. Ale muzyka garage, breakbeat czy house była dostępna np. w pirackich radiostacjach, ale też w publicznym radio w Wielkiej Brytanii. Potem nadeszła era nielegalnych rave’ów i tej ogromnej euforii. Teraz wszystko jest bardziej dostępne, nawet nastolatki mogą sięgać do najciekawszych nagrań bez większego wysiłku.

Muzyka klubowa jest teraz na innym poziomie percepcji przez słuchaczy oraz jest inaczej komponowana i sprzedawana. Większa popularność plików elektronicznych w stosunku do nośników fizycznych mających duszę trochę mnie smuci..

„Dub Be Good to Me” – jeden z twoich wielkich i przełomowych przebojów (jako Beats International) był słynny również ze wzgledu na spór jaki wywołał: piosenka była zbudowana na samplach z „The Guns of Brixton” zespołu The Clash oraz „Just Be Good To Me” S.O.S. Band. Powstała wtedy burzliwa dyskusja w przemyśle muzycznym o granicach korzystania z innych nagrań. Dziś natomiast każdy sampluje każdego, powstają mash-up’y i nieoficjalne reedycje nagrań – muzyka wydaje się być swego rodzaju kolażem dźwięków…

Fatboy Slim: Samplowanie jako element inspiracji czy korzystania z cudzego dorobku to też zupełnie różne zjawiska w latach 90. i teraz. Kiedyś była to zabawa i radość, że łączysz style, bawisz się formą. Teraz do wszystkiego angażowani są prawnicy. Jak robiłem “Dub Be Good To Me”, patrzyłem na muzyków, nie prawników. Niemniej jednak popieram i kreatywność i szanowanie praw autorskich.

Występujesz zarówno w mniejszych klubach, jak i na wielkich festiwalach przed dziesiątkami tysięcy ludzi. Jak różni się wtedy twój odbiór publiczności, która przyszła na występ?

Fatboy Slim: Lubię i jedne i drugie eventy. To po prostu inne muzyczne doświadczenie, inny odbiór muzyki. Chyba jednak wolę mniejsze kluby. Groove w nich jest zupełnie inny. W mniejszych miejscach bardziej czujesz publiczność i reagujesz na jej potrzeby.

Ale na dużych festiwalach możesz użyć w większym stopniu kosztownych efektów wizualnych jako elementów spektaklu…

Fatboy Slim: Tak, ale muzyka przebija się znacznie słabiej…

fat23

Twój singiel “Rockafella Skank” i szereg remiksów dla innych wykonawców zapoczątkowały kiedyś falę popularności stylu big-beat, przyczyniły się do kontynuacji złotej ery muzyki tanecznej na świecie.

Fatboy Slim: Wiesz, ja bym nie powiedział, że akurat ten okres to była złota era dance. To była raczej jedna z wielu złotych er w historii tej muzyki. Po prostu dla jednego szczytem kunsztu były lata 90., które dały światu garage, jungle czy UK garage. Dla kogoś innego, który kochał muzykę w końcu lat 80. będzie to era acid house’u. A dla jeszcze kogoś innego lata rave’u czy disco z lat 70.

Jakie utwory określiłbyś jako swoje ulubione klasyki? Takie Top 3 hymnów klubowych, które chętnie grasz od lat, bądź które wywarły na Ciebie największy wpływ?

Fatboy Slim: Na pewno jest to „I Feel Love” Donny Summer – kompozycja Giorgio Morodera z 1977 roku. Bylem wtedy punk rockowcem i zacząłem poznawać brzmienia elektroniczne. Ten utwór: epicki, seksowny, dziś klasyczny, po prostu mnie powalił.

Wciąż doskonale sprawdza się na parkiecie!

Fatboy Slim: No więc właśnie! Takie są klasyki! Drugim hymnem, jaki kocham to „Born Slippy” Underworld. To piosenka tak zachwycająca w swojej tematyce, przesłaniu i brzmieniu, że gram ją bardzo często. Mało który kawałek wywołuje tak wielką euforię na parkiecie. Zagranie „Born Slippy” niewątpliwie zawsze spowoduje reakcje typu „wszystkie ręce w górze”. Ta piosenka działa!

Jako trzeci wymienię piosenkę hiphopową: „The Adventures of Grandmaster Flash on The Wheels of Steel” Grandmastera Flasha. Bo to był epokowy kawałek , który wprowadził mnie do swiata DJ’ingu, samplingu i kultury hiphop.

fat5

Obecnie mamy do czynienia z rosnącą popularnością muzyki house i drum’n’bass , która inspirowana jest mocno brzmieniem lat 90. Jest to zapewne również reakcja na falę hałaśliwego, taniego brzmienia EDM, jakie zdobywa coraz więcej słuchaczy w USA i Europie. Czy sięganie do tych wzorców – jak wspominał mi np. Andy Butler z Hercules & Love Affair może być antidotum na dalszą ekspansję EDM?

Fatboy Slim: W kulturze tanecznej zawsze pojawiały się różne nurty, czasem ścierające się. Undergroundowe i bardziej pop. Były podziemne hymny klubowe i komercyjne nagrania, które lądowały jako Nr 1 na UK Top 40. Muzyka EDM, która nie jest szczególnie ambitna czy nie wymaga od słuchaczy dużej wiedzy z zakresu brzmień elektronicznych, ma jednak swoje zalety. Przede wszystkim przyciąga rzesze ludzi , którzy w ten sposób nawet po raz pierwszy słyszą takie rytmy. I to im się podoba. A potem na festiwalu pójdą nagle pod scenę boczną, gdzie grać będą inni artyści, gdzie muzyka będzie trochę lepsza i może poprzez te dźwięki dojdą do bardziej wartościowej muzyki.

Polska scena klubowa rośnie coraz bardziej w siłę, wydawane są coraz ciekawsze płyty, która zyskują popularność na całym świecie. Zdarzało Ci się grać producentów z Polski w Twoich setach?

Fatboy Slim: Chyba nie… Jeszcze nie! Zwłaszcza gdy mam trasę, mniej odsłuchuję…

W takim razie przyjmij jedną z polskich płyt: składankę „Homeland Traxx Vol.1″, gdzie znajdziesz nagrania polskich DJ’ów ze sceny house/garage

Fatboy Slim: Bardzo dziękuję, to bardzo miła niespodzianka!

Czy niebawem możemy spodziewać się nowego albumu Fatboy Slima?

Fatboy Slim: W tej chwili podróżuję mając kilkadziesiąt występów w roku. Na tym się skupiam, totalnie na spektaklu DJ’skim , miksowaniu i pokazywaniu mojej muzyki fanom. O wejściu do studia na razie nie myślę. Czekam na projekt, inspiracje, które urodzą się w mojej głowie, by przeobrazić je w potem w muzykę. Ale to musi być impuls, kreatywny zastrzyk. Nigdy nie robiłem niczego z nakazu, naglącego terminu czy zobowiązania. Unikam tego. Czekam na wenę która poprowadzi mnie do nowej autorskiej płyty jako Fatboy Slim!

Czekam i dziękuję za rozmowę !

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...