music is ... muzyka z najlepszej strony.

GH

Zorka Wollny & Anna Szwajgier The Greatest Hits

data wydania: 2015-08-10
wydawnictwo: -Super-

oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Hasło Greatest Hits jest zawsze pewnym magnesem, mającym dać niezorientowanemu w materii słuchaczowi pewien wycinek twórczości, który zmusiłby go do sięgnięcia po całośc dyskografii. W tym przypadku nazwanie tego wydawnictwa w ten sposób nie jest do końca wyrwaniem z kontekstu poszczególnych fragmentów i ułożeniem ich w zupełnie nową całość. U Zorka Wollny i Anny Szwajgier struktura nie zostaje zaburzona – każda część to osobna historia, a ułożlna tu dźwiękowa lista ma za zadanie, nie tyle przedstawić przekrój, co raczej ujawnić nowe.

Zorka Wollny to performerka, autorka filmów i malarka. Studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Oprócz filmów w swoim dorobku posiada cykl performance choreograficznych, realizowanych dla instytucji muzealnych oraz koncertów przygotowywanych w kooperacji z Anną Szwajgier. Wpólnie, przez dziesięć lat tworzyły razem kompozycje akustyczne na instytucje, fabryki i puste budynki, a oficyna wydawnicza -Super- postanowiła te najciekawsze sytuacje dźwiękowe wydać na kasecie.

I tak jak sugeruje nie tylko krótki opis, ale i oprawa wizualna, „The Greatest Hits” jest materiałem surowym – nie ma tu melodii, nie ma typowo pojmowanych kompozycji, nie ma nawet instrumentów, o ile za te nie przyjmiemy wszystkiego, co nas otacza. Nie ma tutaj także wielkiej filozofii i zaskoczeń. Następujący po sobie tryptyk „Song at Work” prezentuje typowe biurowe życie – pełne wesołych pogwizdywań, ech spiesznych kroków, hałasu nawału pracy. Wszystko to skompane w dziwnym quasi witch-house’owym chłodzie.

Ten najlepiej wypada w „Songs of the Sublime for nine performers and the architecture of Turner Contemporary”, gdzie powolnie, dziwne struktury maszynowo-przemysłowe zastępują wykrzyknienia, oraz, w końcowej części, chóralne śpiewy i wokalne próby.  „Night on the Island for twelwe performers, one chapel and one hill” to z kolei pięciominutowy występ szelestów i szmerów, a wieńczące wydawnictwo „Sonic Measurements” staje się ciekawym i bardziej słyszalnym nagromadzeniem powstałych tu wcześniej zdarzeń.

I oczywiście gdzieś pod koniec tego czterdziestominutowego dźwiękowego wynurzenia można się zastanowić, czy takie nagrania to jeszcze sztuka, czy stukot pędzących szpilek daje się rozpatrywać kulturowo, czy można „Greatest Hits” postawić w kategorii muzyka? Odpowiedzi będą pewnie znacząco różne, a samo wydawnictwo raczej nie podzieli świata, zdobywając rzeszę wielbicieli lub zagorzałych przeciwników. Wollny i Szwajgier wychodzą ze (stety, niestety) słusznego założenia, że sztuką może stać się wszystko i . I choć w tym twierdzeniu im przyklaskuję, to jednak ciężko w sprawie tych dźwięków wydawać ostateczne wyroki i oceniać ich wagę. A jednak „The Greatest Hits”, mimo braku instrumentalnych ingerencji, może być zajmujące. Wszak wszystko jest dla ludzi.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...