music is ... muzyka z najlepszej strony.

Prawie science-fiction

Łagodna Pianka Prawie science-fiction

data wydania: 2015-09-18
wydawnictwo: Rockers Publishing

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 9 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok
Koncept „Prawie science-fiction”, którym są urzekająco proste chwile, niemal nierealne nie ląduje aż tak daleko od dziecięcych wspomnień z pierwszego albumu grupy. A jednak zarówno muzycznie, jak i przede wszystkim tekstowo, Łagodna Pianka wykonuje ciekawy zabieg, który nie jest jednak krokiem w przód, a raczej minimalnym udoskonaleniem swojej formuły.

I choć ciężko tu wyszukiwać piosenek o zabawkach, to zespół pozostaje w mocno marzycielsko-prostolinijnej stylistyce. Sama zabawa słowem też już nie tak wyraźna, choć mamy tu częściowe porzucenie rymów i rytmiki wersów, mamy jakby bardziej dorosłe historie. Ten czas dorastania najlepiej słychać zresztą w „Chłopcach w poczekalni”, który nie tylko muzycznie, ale i tekstowo nawiązuje do debiutu, jednocześnie zdając się być przesiąknięte nieco bardziej dojrzalszym spojrzeniem na rzeczywistość, jaki przedstawia najnowszy album.

Prawdziwą przyjemność zaczyna jednak trzeci na liście „Piękny pies”, który mimo pulsującej energii elektronicznego sznytu i świetnych retro klawiszy, wciąż flirtuje z nieco bardziej rockowymi wspomnieniami. Zresztą ta elektroniczno-gitarowa fuzja jest na tym albumie głównym sposobem na pozyskanie naszej uwagi. Od pierwszej do ostatniej sekundy podobną energią epatuje „Do domu wracaj”, oraz następujący po nim „NPUŚ”, które daje poczucie syntezatorowego ciepła, brzmienia bliskiego wypracowanego przez Kamp! czy poniekąd ogólnymi fascynacjami latami 80-tymi z ostatniej płyty Makowieckiego. Oba te utwory wykorzystują podobny patent, jednak będąc czymś zupełnie oczywistym, a czasami nawet nieco banalnym, mają w sobie odpowiednią dawkę radości, która przekuwa je w idealnie popowe, melodyjne kawałki.

Później przychodzi jednak zmiana. „Cały deszcz” wygrywa w tym zestawieniu swoją popową prostotą, od początku narzucając odpowiednie tempo i nie dając się z niego przez ponad trzy minuty uwolnić. Ciekawie wypada także wokalny udział żeński, który wręcz dominuje „Na gwint nakręcany”, sprowadzając Jabłońskiego do roli drugoplanowej. Ale reszta kompozycji, począwszy od utworu tytułowego poprzez chociażby „Psychodelę Inżyniera” czy „Na plaży”, wciąż jest tylko elementami, które okazują się po prostu być nieprzeszkadzającymi. Niewywołującymi wielkiej ekscytacjipropozycjami, w których zazwyczaj liczą się tylko refreny – bo co jak co, ale w tych zespół się wyspecjalizował.

Inna sprawa, że Łagodna Pianka nie pretendują do miana wybitnych twórców, a raczej prostych, celujących w element zabawy muzyków. Póki co niekoniecznie przyświeca im chęć zdominowania list przebojów swoim przemyślanym, socjologiczno-politycznym przesłaniem, ale raczej pozostawienia po sobie przyjemnych trzech minut przemijającej rozrywki. To jednak będzie się musiało kiedyś skończyć, bo wraz z kolejnymi latami przyjdzie chęć zmiany, rozwoju. Nie można jednak obiecać, że wraz z porzuceniem tej postawy nie-do-końca-na-serio, wszystko będzie już tylko lepsze. Po „Prawie science-fiction” można w to wierzyć, bo te najbardziej wyraziste fragmenty zdecydowanie dominują nad resztą. Ale bez kolejnych prób Łagodna Pianka będą grali tylko dla tych, którzy już jakiś czas temu w stylistyce pierwszych dwóch albumów się odnaleźli.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...