music is ... muzyka z najlepszej strony.

10 najlepszych kawałków z Bonda

James Bond logo / mat. prasowe

James Bond logo / mat. prasowe

Filmami z agentem 007 świat emocjonuje się już mniej więcej od półwiecza, niezależnie od tego czy uważamy je za kicz czy kawał dobrego kina oglądamy je, bo są kultowe. Nawet jeśli ktoś konsekwentnie odmawia podziwiania zapierających dech w piersiach scen akcji, luksusowych samochodów i pięknych kobiet, to zawsze wie, kto grał Jamesa Bonda w danym filmie.

Podobnie sprawa ma się z piosenkami, wzbudzają zainteresowanie nie mniejsze niż same filmy, a artyści którzy dostąpią zaszczytu zaśpiewania piosenki do Bonda zapewniają sobie tym nieśmiertelność. Wybór odpowiedniego artysty jest decyzją trudną i odpowiedzialną, z reguły są to wykonawcy, którzy akurat są u szczytu sławy czego dowodzi przykład Sama Smitha czy Adele, a lista nazwisk z przeszłości świadczy o ekskluzywności tego grona (m.in. Paul McCartney, Tom Jones, Madonna).

Mimo ostrożnej selekcji, w przeszłości zdarzyły się spektakularne wpadki typu „Die Another Day” Madonny. Chociaż kawałek jest nowoczesny i niekonwencjonalny, to jednak daleko mu do utworów z okresu świetności królowej popu.

Niekwestionowaną królową Bondów jest natomiast Shirley Bassey, żaden z wykonawców nie został poproszony o zaśpiewanie tytułowej piosenki więcej niż raz, ona zrobiła to trzy razy. Zaczęła od ikonicznego „Goldfinger” (1964), następnie pojawiła się na ścieżce dźwiękowej do „Diamonds Are Forever” (1971) oraz „Moonraker” (1979).

Z okazji ukazania się „Writing’s On The Wall” Sama Smitha promującego najnowszy film o przygodach agenta 007, postanowiliśmy zrobić redakcyjne zestawienie najlepszych kawałków z Bonda, oto ono:

10. Jack White & Alicia Keys – „Another Way to Die”

Podobno słynny motyw gitarowy, na którym opiera się „Seven Nation Army” Jack White stworzył z myślą, że gdyby ktoś poprosił go o nagranie kawałka do Bonda, ten byłby idealny. Kilka lat później rzeczywiście ktoś go o to poprosił i tak powstało „Another Way to Die”. Specyficzne połączenie gitary White’a z podniosłymi smyczkami i dęciakami brzmi całkiem ciekawie, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że byłoby lepsze bez Alicii.

9. Garbage – „The World is Not Enough”

Ten kawałek łączy w sobie tajemniczość  i mrok charakterystyczne dla twórczości Garbage  z typowo bondowskim rozmachem. Daleko mu do Garbage jakie znamy chociażby z albumu „Version 2.0″, ale jak na tak nietypowe połączenie wypadło całkiem nieźle.

8. Paul McCartney & Wings – „Live and Let Die”

Często podaje się „Bohemian Rhapsody” jako przykład doskonałego, wielowarstwowego kawałka i szczytowe osiągnięcie Queen. Nagrane trzy lata wcześniej „Live and Let Die” może nie zawiera elementów opery, ale zmian tempa i brzmienia jest tam wystarczająco dużo aby przyprawić każdego o zawrót głowy. Przy nagrywaniu tego utworu McCartneyowi pomagał George Martin – słynny producent Beatlesów. Roger Moore nie mógł wymarzyć sobie lepszego przeboju promującego pierwszy film ze swoim udziałem.

7. Tina Turner – „Goldeneye”


Cóż tu dużo mówić, klasyczny bondowski kawałek. Są tu wszystkie pożądane części składowe: dramatyczne smyczki, trzymająca w napięciu atmosfera, a przede wszystkim wokalistka, która swoim głosem powoduje, że szyby w oknach pękają.

6. Tom Jones – „Thunderball”

Klasyczny Bondowski kawałek z czasów kiedy Tom Jones był szczupłym, przystojnym brunetem i bożyszczem kobiet. Jego potężny głos nie dał się przyćmić wyjątkowo głośnym dęciakom i zdecydowanie zdominował piosenkę. Legenda głosi, że Jones tak długo ciągnął ten ostatni dźwięk aż zemdlał. Na szczęście, na 50 lecie Bonda udało mu się wypracować całkiem niezłą formę wokalną i zaśpiewać „Thunderball” bez tracenia przytomności.

5. Duran Duran – „A View to Kill”

Najmniej tradycyjny kawałek w tym zestawieniu, ale za to jaki dobry. Duran Duran pozostali wierni stylistyce lat 80 dzięki czemu synthpopowy duch tamtych czasów ożywił odrobinę już skostniałe grono bondowskich utworów. Można nawet powiedzieć, że odmłodzili tym samego agenta, mimo że w 1985 roku grał go już nie najmłodszy Roger Moore.

4. Adele – „Skyfall”

„Skyfall” przypada na 50 rocznicę cyklu filmów o agencie 007 i swoją stylistyką idealnie się w ten cykl wpasowuje. Adele będąca wtedy u szczytu sławy oraz rozchwytywany producent – Paul Epworth zostali poproszeni o napisanie tradycyjnej, dramatycznej ballady. Rezultat okazał się być tak dobry, że Sam Smith miał naprawdę ciężkie zadanie mierząc się z takim poprzednikiem. Jest tu wszystko czego oczekujemy od bondowskiej piosenki: podniosła, lecz daleka od kiczu atmosfera, przejmujące smyczki i przeszywający wokal. Dramatyczna końcówka powoduje ciarki na całym ciele i czyni ten kawałek trudnym do zapomnienia.

3. Nancy Sinatra – „You Only Live Twice”

Aksamitny głos Nancy Sinatry wystarcza żeby pokochać ten utwór, na próżno szukać tu fajerwerków i podniosłych momentów w stylu „Goldeneye”, tutaj króluje prostota. W 1998 roku Robbie Williams pożyczył motyw przewodni piosenki do singla „Millenium”, w teledysku do którego gra, z lekkim przymrużeniem oka, samego Jamesa Bonda.

2. Shirley Bassey – „Goldfinger”

Co tu dużo mówić, już pierwsze dźwięki tego kawałka nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że chodzi o Bonda. Ten utwór pochodzi z 1964 roku i do dziś wytycza standardy w kwestii bondowskich nagrań. Każdy artysta proszony o popełnienie piosenki do kolejnej części przygód o słynnym agencie musi zmierzyć się z Shirley Bassey, z jej umiejętnościami wokalnymi i porywającą aranżacją.

1. Shirley Bassey – „Diamonds Are Forever”

Tak, Shirley Bassey jest niekwestionowaną królową Bonda, tym razem użyczyla swojego głosu w ostatnim filmie z udziałem Seana Connery. Podczas kiedy przepych „Goldfinger” może trochę irytować, „Diamonds Are Forever” urzeka subtelnością i łagodnością. Najwyraźniej Kanye West również zalicza się do grona fanów wokalu Bassey, ponieważ użył sampli tego utworu w swoim „Diamonds From Sierra Leone”, nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że jego głos tam akurat nie pasuje.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...