music is ... muzyka z najlepszej strony.

Kobiety: W muzyce najważniejsze są emocje…

Kobiety / fot. Dar Mollusk / mat. prasowe

Kobiety / fot. Dar Mollusk / mat. prasowe

Trójmiejską scenę godnie reprezentują już od 15 lat. Przez ten czas dali się poznać jako autorzy wielu chwytliwych piosenek i ironicznych tekstów, które po latach wciąż są aktualne. Teraz, dzięki swojej konsekwencji i potrzebie wyrażenia twórczego „ja”, prezentują niezwykle ważny w życiu zespołu album, który może okazać się najlepszym
w ich dorobku. Grzegorz Nawrocki w wywiadzie opowiada o pracy nad tym materiałem, krótko podsumowując działalność zespołu.

musicis: Zanim przejdziemy do rozmowy na temat nowej płyty, chciałabym na chwilę wrócić jeszcze do tego, co działo się w życiu Kobiet w minionym roku, w którym świętowaliście 15-lecie swojego istnienia. Jesteś jedyną osobą, która została w zespole z pierwotnego składu. Powiedz, jak z Twojego punktu widzenia zmieniły się Kobiety, jako zespół na przestrzeni tych 15 lat?

Grzegorz Nawrocki: Myślę, że jako zespół przede wszystkim dojrzeliśmy – siłą rzeczy. Staraliśmy się nie ulegać nurtom i modom, grać cały czas taką muzykę, która nam się podoba. Wymyślając utwory do Kobiet na dwie ostatnie płyty układaliśmy materiał w taki sposób, aby stworzyć album, jaki sami na ten moment chcielibyśmy usłyszeć. Gdybym mógł rzucić okiem sokoła na te 15 lat mógłbym wyróżnić wiele ważnych wydarzeń. Ostatnia płyta jest tym co mnie zajmuje, czym żyję, reszta to przeszłość, to sen. Jednym z ostatnich poruszających mnie wydarzeń był nasz występ na zeszłorocznym Offie z gościnnym udziałem Maćka Cieślaka, na który zostaliśmy zaproszeni, żeby zagrać
w całości debiut Kobiet. Okazało się, że te utwory w ogóle się nie zestarzały.

musicis: Trudno się z tym nie zgodzić, widząc ten koncert i reakcję publiczności. Występ Kobiet na zeszłorocznej edycji OFFa można spokojnie zaliczyć do najlepszych koncertów polskich artystów. Utwory w nowych aranżacjach wciąż brzmią świetnie.

G.N: Po tym doświadczeniu sam byłem zaskoczony, że te piosenki są nadal żywe i aktualne. Niektórych utworów nie grałem tak dawno, że zapomniałem akordy i słowa, byłem zaskoczony, że coś takiego wymyśliłem. Najfajniejsza była jednak praca z Maćkiem, możliwość spotkania się na jednej scenie, po tylu latach, przy tym samym materiale.

musicis: Doszliście do takiego momentu, kiedy wydajecie piątą, naprawdę świetną płytę. Płytę, którą odkrywa się z każdym kolejnym przesłuchaniem i znajduje się na niej coraz ciekawsze dźwięki – dużo świetnie skrojonych piosenek, pastelowych melodii i gitarowych brzmień. To album, który potrafi zaskoczyć.

G.N: Dziękuję. Bardzo się cieszę z tych wszystkich dobrych słów, które do mnie trafiają. Cały czas jestem zadziwiony, że ludzie jednak odbierają nasze komunikaty. Czasem mam wrażenie, że dużo wartościowych rzeczy gdzieś umyka. Nie zostają zauważone, usłyszane, przeczytane. Z tą płyta okazuje się, że jest inaczej, że trafia do fajnych ludzi, którzy odczytują zawarty na niej przekaz. To dla mnie bardzo ważny album, ma coś z atmosfery naszego debiutu.

musicis: Sam tytuł albumu kojarzy mi się z przejściami, bagażem doświadczeń, ale też z pewnymi zmianami. Czy ta płyta ma właśnie symbolizować zmiany w życiu Kobiet?

G.N: Szczerze mówiąc sam do końca tego nie wiem. Poza zespołem zajmujemy się wieloma rzeczami, które nas pochłaniają, ale staramy się na tyle, na ile możemy poświęcać czas na naszą wspólną pasję i robić to, co kochamy. Mamy wiele pomysłów, które chcielibyśmy zrealizować na następnych płytach. Wybierając ten materiał, musieliśmy dokonać sporych cięć wspólnie z Patem Stawińskim z którym wspólnie produkowałem nasz krążek. Może Paweł Nowicki i Karol Pawłowski są trochę rozczarowani, że nie wybraliśmy wszystkich ich propozycji, ale obiecałem, że jeśli przetrwamy, to zrealizujemy je na następnej płycie lub EP-ce. Wybraliśmy 10 utworów, z takim snajperskim podejściem i nagraliśmy je dosyć sprawnie i w sposób zdyscyplinowany. Ustaliliśmy nawet kolejność utworów, zanim powstały teksty. Mamy jeszcze sporo czasu na zastanawianie się nad tym co chcielibyśmy zmienić. Zmiana niewątpliwie się dokonała, lecz my nie jesteśmy jej świadomi. Zobaczymy jaki będzie feedback.

musicis: Pewne reakcję i oceny będą do Was wracać. Album dopiero się pojawił i jeszcze nie zdążył do wszystkich dotrzeć. Jednak do tej pory zasłyszane opinie są bardzo pozytywne.

G.N: Bardzo mnie to cieszy. Poświęciliśmy tej płycie naprawdę dużo czasu, energii, serca. Zawsze jak się kończy pracę nad płytą po długim okresie intensywnego zaangażowania, to ma się wrażenie, że mogło się to zrobić inaczej, lepiej. Po zakończeniu byłem oszołomiony, ale zadowolony, nie słuchałem tego materiału przez miesiąc i mogłem od niego odpocząć, ale jednocześnie miałem poczucie, że zrobiliśmy dobrą robotę, bez względu na to, jaki będzie odbiór. Proces tworzenia i realizacji jest bardzo ważny – nie cel, lecz sam proces. Oczywiście chcielibyśmy, żeby ten materiał podobał się ludziom, żeby słuchali naszych piosenek. Ta płyta jest dla mnie bardzo organiczna i chciałbym dokończyć ten cykl grając koncerty. Rozpoczęliśmy nagrywać w styczniu, wiosną powstawały teksty i wokale, miksy, mastering itd. Latem materiał był już gotowy. Rozmowy z wydawcą odbyły się w sierpniu. Teraz jest jesień, i płyta wreszcie się pojawiła, a zimą planujemy ją zaprezentować na żywo i zamknąć ten roczny cykl zupełnie jak Chłopi
u Władysława Reymonta.

musicis: Bardzo angażujesz się w tworzenie nowego materiału, zarówno jako muzyk i autor tekstów, bo większość z nich na tej płycie jest Twojego autorstwa. O czym według Ciebie opowiadają „Podarte sukienki”?

G.N: Jeśli chodzi o sam utwór, to jest on dla mnie bardzo osobisty i ma wiele znaczeń. Podarte sukienki, to zwrot zasłyszany w archiwalnym wywiadzie z siostrą Heleny Marusarzówny, która opowiadała o niej – pięknej młodej kobiecie, mistrzyni polski w narciarstwie, która zginęła z rąk Gestapo. Zimą biegałem po ulicy Marusarzówny w Gdańsku Migowie. Muszę się przyznać do swojej ignorancji, ale nie wiedziałem wtedy kim była Helena. Kiedy poszperałem w necie i dowiedziałem się kim była i jak zakończyło się jej krótkie pełne pasji życie, byłem mocno poruszony. Siostra Heleny w tym wywiadzie użyła zwrotu „podarte sukienki, zabawy do świtu”, który obudził jakąś inną, nieznaną mi wcześniej nutę. Później historia tego tekstu potoczyła się inaczej, najdłużej się z nim męczyłem,
a finalnie i tak napisałem go w kilkanaście minut.

musicis: Tytułowy utwór od początku okazał się moim faworytem, przede wszystkim ze względu na zawarte w nim pokłady psychodelii, muzycznych eksperymentów i trochę takiej tajemniczości. Przesłuchując go wyczuwa się bardzo dużo emocji.

G.N: To prawda. Jest ich w tym utworze jak i na całej płycie dość sporo. Ten utwór brzmi też inaczej niż to, co robiliśmy do tej pory, gdyż śpiewam inaczej niż zwykle. Chciałem zmienić tonację na niższą, wygodniejszą, ale Pat, który nagrywał moje wokale namawiał mnie, żebym zaśpiewać dokładnie tak, jak został nagrany na demo. Dla mnie to też zupełnie nowa sytuacja. Ten utwór od samego początku miał potencjał i kiedy nagrałem go na przy akompaniamencie piana i wysłałem chłopakom, wszyscy stwierdziliśmy, że trzeba coś z nim zrobić. Ta psychodeliczna strona, to duża zasługa Pata. Uwielbiam takie oblicze Kobiet i z przyjemnością wracam do takich eksperymentów. Na pierwszej płycie było ich całkiem sporo. Przy nagrywaniu podartych sukienek mieliśmy dużo swobody i do niczego nie byliśmy zobligowani, dlatego mogliśmy spróbować nowych rzeczy i pobawić się jak chłopcy.

musicis: Tak, jak wspomniałeś, duży udział w komponowaniu i nadawaniu charakterystycznego brzmienia tej płycie miał Pat Stawiński, który kojarzony jest przede wszystkim z projektami elektronicznymi. Jako nowy członek zespołu wniósł do Kobiet chyba sporo dobrego?

G.N: Jak najbardziej, szczególnie przy produkcji tej płyty. Podobnie było też przy pracy nad moim solowym albumem, który razem współtworzyliśmy. Wtedy też nabrałem zaufania i otworzyłem się na jego pomysły. To było ciekawe doświadczenie, dla mnie jako nieznośnego kontrolera. Towarzyszyły mi podobne emocje, jak przy pierwszej płycie, bo pojawiła się inspirująca współpraca z ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia – ten album, to nie jest monolit, z czego bardzo się cieszę i oddycham przy nim głębiej, niż przy utworach zrobionych wyłącznie przez mnie. To jest zazwyczaj nudne, gdy realizuje się wyłącznie swoje pomysły. Paweł Nowicki przynosił już utwory wcześniej
i teraz też jest kilka jego pomysłów. Marta Handschke napisała jeden tekst samodzielnie, a dwa stworzyliśmy wspólnie dzięki jej inspiracji, a Karol Pawłowski wprowadził swój nieokrzesany puls do naszej muzyki.

musicis: Praca zespołowa jest też słyszalna na albumie, który dzięki temu staje się bardziej różnorodny. Dobrym tego przykładem okazuje się być utwór „Pod nami rzeka”, w całości instrumentalny.

G.N: To pierwszy instrumentalny utwór Kobiet, skomponowany przez Pawła Nowickiego. Później zabarwiliśmy go bardziej psychodelicznie, co też wyróżnia go na tym albumie.

musicis: „Podarte sukienki” ciężko zestawić z resztą Waszej dyskografii. Można znaleźć elementy wspólne z debiutem, jednak przede wszystkim widać różnicę, pewnego rodzaju ewolucję brzmieniową. To, co daje się również zauważyć, to kontrast tych eksperymentów i pastelowych melodii, tak bardzo charakterystycznych dla Kobiet. W końcu kiedyś nazywano Was zespołem avant-popowym…

G.N: Pamiętam, jak nas określili jako zespół avant-popowy, wtedy sprawdzałem znaczenie tego terminu, bo go nie znałem, a jak mówili, że gramy podobnie do Stereolab, to szukałem płyt tego zespołu. Teraz w jednej z recenzji pojawiły się dwa terminy dotyczące mojego sposobu śpiewania, których nie rozumiem i znowu muszę odszukać znaczenie (śmiech). Jednak coś w tym jest. Można znaleźć elementy, które o avant-pop zahaczają, ale przeważa psychodelia i mocne brzmienie.

musicis: Oprócz kontrastów jest też równowaga. Nie wiem, jak dużą uwagę przywiązywaliście do kolejności utworów, ale odnoszę wrażenie, że pod tym względem jest to bardzo dopracowany album
i następujące po sobie utwory tworzą historię.

G.N: Masz rację, kolejność była bardzo istotna. Pamiętam, że jak wysyłaliśmy utwory do masteringu do Piotra Pawlaka, to stwierdził, że kilka utworów jest w podobnym tempie i nie powinny występować jeden po drugim. Odpowiedziałem, że wszystko gra i nie może być inaczej, bo taka jest historia, tak płynie ta muzyka. W tej chwili jestem przekonany, że dobrze ułożyliśmy kolejność i cieszę się, że nie uległem namowom.

musicis: Jeżeli już mówimy o albumie w kontekście całości – o czym z Twojego punktu widzenia jest ta płyta? Jakie emocje miała w sobie zawierać?

G.N: Nie mieliśmy konkretnego założenia. Określiłem tę płytę jako przyrodniczo-erotyczną, bo myślę, że jest to materiał organiczny, jest tam zniewalająca narkotyczna przyroda, miłość zwierzęca i ludzka. Cud życia łączy się
z trudami obcowania z drugim człowiekiem. Życie w związkach damsko-męskich i w ogóle z innymi ludźmi jest dość trudne, bo jesteśmy zazwyczaj egocentrykami, ale mimo tych wszystkich uwarunkowań, trudności i przeszkód mamy ogromną potrzebę bycia ze sobą. Miłość i przyroda to coś, czego nie rozumiem, ale to coś działa na mnie z wielką siłą. Może to brednie, ale tak to odbieram, tak to odczuwam.

musicis: To, o czym mówisz jest istotne. Jeśli tworzenie muzyki, piosenek czy tekstów jest podszyte osobistą refleksją, doświadczeniami i emocjami, zyskuje na autentyczności.

G.N: Przypomniała mi się sytuacja, z czasów, gdy nagrywaliśmy z Maćkiem Cieślakiem pierwszą płytę. Siedzieliśmy zdołowani w jego studiu, rozwalającym się garażu w Sopocie. Była zima i myśleliśmy, że nikt nas nie kocha, a tę płytę nagrywamy dla nikogo (śmiech). Maciek wtedy wypowiedział jedno zdanie, które podsumowuje nasze artystyczne dążenia – że w muzyce najważniejsze są emocje. Jeśli umiesz przekazać emocje, to, co się z Tobą dzieje, obojętnie w jakiej formie, muzycznej, tekstowej, czy tanecznej, to to jest właśnie to, o to chodzi w muzyce. Czasami nam się to udaje.

musicis: „Podarte sukienki” również mają takie momenty. Najlepszym tego przykładem może być właśnie tytułowy utwór – zawiera w sobie taki ładunek emocjonalny, który siłą rzeczy musi poruszać.

G.N: Szkoda, że to nie może być singiel. Dostaliśmy wiele sygnałów, że to obok „LSD” najlepszy utwór na tym albumie. On pokazuje też trochę inne oblicze Kobiet, dlatego mam nadzieję, że jednak ktoś będzie chciał je zaprezentować w radiu.

musicis: Spotkałam się z takim stwierdzeniem, że jesteście jednym z najbardziej niedocenianych polskich zespołów. Czujesz, żeby naprawdę tak było?

G.N: Szczerze mówiąc nie czuję nic w tej kwestii. Staram się nawet o tym nie myśleć, bo to pewnego rodzaju trucizna. Chciałabym, żeby zespół był doceniony, nie chodzi tylko o mnie, bo to ludzie tworzą zespół, poświęcają się grając ze mną. Chyba tylko dlatego, że mnie lubią, bo nie mają z tego żadnych korzyści (śmiech). Byłoby miło, gdyby pewne rzeczy organizacyjne przychodziły nam łatwiej, gdybyśmy mogli grać więcej koncertów, dla większej publiczności, kto by tego nie chciał, ale to nie jest dla nas priorytet. Skupiamy się na zupełnie innych rzeczach, na tym co mamy pod nosem, staramy się robić wszystko jak najlepiej – reszta nie zależy od nas.

musicis: Płyta poszła w świat, teraz czeka Was jej promocja. Tak, jak wspomniałeś, chcielibyście zagrać kilka koncertów. Możesz już powiedzieć o pierwszych planach?

G.N: Mamy kilka miejsc, w których chcielibyśmy się pojawić. To będzie dosłownie kilka koncertów, do których zamierzamy bardzo dobrze się przygotować i sprawdzić, czy będzie zapotrzebowanie na Kobiety. Jeśli tak, to wiosną zorganizujemy trochę większą trasę. Nie chcemy stwarzać sztucznej sytuacji. Jeśli ktoś będzie miał potrzebę zobaczenia nas na żywo, to będziemy dla tych ludzi grać, jeśli nie, to też będziemy grać, ale dla zwierząt w lesie,
w górach i nad morzem (śmiech).

musicis: Pozostaje mi zatem życzyć, aby tych koncertów było jednak trochę więcej niż tylko kilka. Dziękuję za rozmowę.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...