music is ... muzyka z najlepszej strony.

BOKKA / mat. prasowe

BOKKA Don't Kiss And Tell

Data premiery: 2015-10-02
Wytwórnia: NEXTPOP

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 12 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Gdyby dwa lata temu ktoś zapytał mnie, czy paru zamaskowanych artystów może namieszać na polskim rynku muzycznym, zapewne bym się roześmiał. Nikt o zdrowych zmysłach nie mógłby przypuszczać, że ten – umyślny bądź nie – chwyt marketingowy może zadziałać i być tak efektywny. W listopadzie 2013 roku, wraz z pojawieniem się „Bokka” przekonałem się jednak, jak bardzo się myliłem. Chyba nie ma osoby, która nie słyszałaby o tym wydawnictwie albo chociażby nie kojarzyła kawałka „Town of Strangers”.

Po niemal dwuletniej trasie koncertowej BOKKA udowodniła, że na żywo potrafi bardzo wiele. Z każdym kolejnym koncertem widać było jednak nadchodzącą przemianę. Rozpoczynając od melancholijnych, introwertycznych występów, zespół powoli nabierał pewności siebie, a chęć ukrycia wizerunku przestała być najważniejsza. Fani to uszanowali, jednak podczas pierwszych koncertów tej formacji miałem wrażenie, że dla publiczności ważniejsze jest odgadnięcie intrygującej tajemnicy prawdziwego wyglądu, niż chęć zanurzenia się w ich muzycznej twórczości.

Przy premierze „Don’t Kiss And Tell” klimat jest zupełnie inny, ale też dużo bardziej wymagający – w końcu płyta może obronić się tylko muzyką. To czy BOKKA przeskoczyła wysoko postawioną poprzeczkę właściwie nie ma większego znaczenia, bo jest to raczej bardzo dobra kontynuacja. Można się tu dopatrywać wielu inspiracji – rozpoczynający album utwór „Unspoken” otwiera już nieco nowy rozdział w karierze BOKKI, ponieważ na pierwszy plan wysunęły się zgrzytliwe gitary, pojawiło się znacznie więcej dynamiki. Najbardziej elektroniczny numer, „The Savage”, udowadnia, że enigmatyczny projekt to nie tylko chłodny, skandynawski pop, i przywodzi na myśl bardziej nowofalowe klimaty. „Flashbacks” natomiast brzmi jak futurystyczne rozwinięcie „Reason”, a promujące album „Let It”, czy chociażby genialne lirycznie „Misdemeanour” nie pozostawiają złudzeń co do przebojowości materiału.

Fani bardziej refleksyjnej twarzy zespołu też nie mają powodów do narzekań – wciągające „It’s There” porusza pewnego rodzaju ukrytą, nieoczywistą nostalgią i zarazem przyciąga chyba najlepszym refrenem na całym krążku. Nieco romantycznie robi się przy „Changing Lovers”, gdzie, mam wrażenie, wokalistka próbowała połączyć swoje korzenie z nowym sposobem patrzenia na muzykę, a zamykające wydawnictwo „Too Far, Too Close” hipnotyzuje ciekawym, nieco psychodelicznym spojrzeniem na melancholię.

BOKKA znowu popełniła album bardzo przemyślany, zwarty i treściwy, będący idealną kontynuacją znakomitego debiutu. Wprawdzie można narzekać, że nie jest to nic zaskakującego, czy że zdarzyło się zespołowi trochę przekombinować – jak w przypadku „Right Here” – a dość sporą stratą tego albumu jest brak wgniatającego w ziemię i najbardziej przebojowego „What a Day” w wersji podstawowej, to jednak patrząc na świetny całokształt, nie ma to tak naprawdę żadnego znaczenia.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...