music is ... muzyka z najlepszej strony.

Bimini Road

Bimini Road / mat. prasowe

Bimini Road / mat. prasowe

Jeśli lubicie folkowe melodie, to odkrycie powinno was ucieszyć. Mark Boyd, występujący i produkujący pod pseudonim Bimini Road, zdecydowanie woli naturalność i minimalizm, a o swojej muzyce mówi: It’s The Books meets Bill Callahan meets Animal Collective meets NC (przyp. red. Północna Karolina) mountain music. Zatem jest to mix indie-rockowych dźwięków i alternatywnego country. Chociaż tak naprawdę największą siłą tej muzyki jest wokal Marka oraz jego zawadiackość. Boyd jest jak uroczy towarzysz podróży, który zawsze ma dla nas ciekawą anegdotę.

Artysta sam zajmuje się tekstami oraz produkcją i co najciekawsze, nie potrzebuje do tego za wiele – ostatnia EP- „Corinthian Arches” powstała przy wykorzystaniu iPhone 5 i podróżnej gitary naprawdę niewielkich rozmiarów.

1. Kim jesteś?

Nie byłem muzykiem do momentu, kiedy w szkole średniej wziąłem do ręki gitarę. Ale tak naprawdę całe życie coś tworzyłem. Zaczęło się od Lego, dalej był kineograf, komiksy oraz opowiadania. Dopiero na studiach całkowicie skupiłem się na muzyce. Obecnie, kiedy brakuje mi inspiracji by pracować nad nową muzyką, pracuję nad poklatkowym teledyskiem do „Missing You to Bits” z najnowszej EP. Nie jestem wielkim artystą wizualnym, ale jestem cierpliwy i ukierunkowany na proces, co w moim przekonaniu jest niezbędne kiedy siadasz do rysowania 2300 obrazków, z których ma powstać 3 minutowy film. Myślę, że każdy w moim wieku ma za sobą taki moment kiedy zastanawia się: dlaczego nie wiedziałem tego kiedy byłem dzieckiem – moje życie mogłoby być zupełnie inne! W każdym razie, tak długo jak coś tworzę, czuję się spełniony.

2. Co i w jaki sposób tworzysz?

Nauczyłem się jak grać i pisać muzykę używając Garage Band. Zazwyczaj ustawiam progresję akordów na 4-8 barów, obudowuję to melodią, harmonią i perkusją, następnie przesłuchuję tych zapętlonych dźwięków przez chwilę i próbuję „usłyszeć”, w którą stronę dalej pójść. W rezultacie nie mam dużo piosenek, które mają typową strukturę pop – to zwykle jedna część dokładana do drugiej, do trzeciej, aż powstanie całość. Każda piosenka jaką zrobiłem była napisana i nagrana w 4-12 godzin, zazwyczaj podczas jednej sesji.

Moje najnowsze wydawnictwo (przyp. red. EP-ka „Corinthian Arches”) powstało na zewnątrz na mojej werandzie w Durham, w Północnej Karolinie wiosną 2015 roku. Jeśli posłucha się uważnie, można na nim usłyszeć śpiew ptaków, a nawet grzmoty. Przy jego produkcji nie użyłem specjalnego sprzętu prócz wbudowanego mikrofonu i programu Garage Band, z paroma bitami wykonanymi w Caustic (kolejnej fantastycznej aplikacji do robienia muzyki dla iPhone). Zrobiłem to z konieczności – po prostu nie miałem dostępu do komputera i dobrego sprzętu do nagrywania, więc po prostu wykorzystałem to, co miałem. Zazwyczaj mam problem, by wracać do starych projektów, zwykle wolałbym po prostu zacząć coś nowego. Próbuję jednak doprowadzić do końca całą tą masę rozpoczętych produkcji, będąc nawet skłonnym zapomnieć wszystkie partie gitarowe, zawsze przeznaczeniem tych utworów jest  być „studyjnymi” nagraniami. Pracuję również nad tym by niektóre rzeczy robić na żywo, ale z konieczności muszą one być prostsze i z mniejszą ilością dogranych partii.

3. Kim/Czym się inspirujesz?

Moją wielką inspiracją jest Luke Brandfon (występujący pod pseudonimem Luke Reed). Razem chodziliśmy do Kenyon College i podczas gdy ja imprezowałem, on siedział w swoim pokoju tworząc muzykę. Pewnie ma już na swoim koncie ponad 1000 utworów (na różnych etapach realizacji), ale on naprawdę jest mistrzem prostych, ujmujących tekstów i popowych riffów. Jego etyka pracy, wytrwałość i umiejętność robienia tak wiele mając zarazem tak mało profesjonalnego sprzętu, zawsze mnie powalało. Graliśmy razem w post-rockowej kapeli Sit By Us & Moan i wcześniej w improwizowanym synth dance’owym zespole Neematoad. Byłem bardzo szczęśliwy, że zawsze byłem otoczony muzykami, którzy są znacznie bardziej wykwalifikowani ode mnie. Mój przyjaciel Dailey Toliver potrafi improwizować i tworzyć głębokie, poruszające indie folkowe melodie. Molly Burch odkrywa na nowo muzykę country, podczas gdy moi przyjaciele Reptar mają monopol na chwytliwą muzykę electro dance. Oczywiście inspiruję się również znanymi muzykami jak The Books, Bill Callahan, Bibio, a nawet Steve Reich, ale jest coś specjalnego w tym połączeniu jakie czujesz z artystami będącymi zarazem twoimi przyjaciółmi – kiedy podekscytowani biegną do ciebie ze swoją nową piosenką i musisz być tam, by jako pierwszy naprawdę doświadczać z nimi tego pośpiechu tworzenia.

4. Co jest dla Ciebie najważniejsze w tworzeniu muzyki?

To, do czego zawsze dążę przy tworzeniu muzyki, jest to by być oryginalnym i świeżym. Mam znajomych (naprawdę bardzo znanych tutaj, w Północnej Karolinie), którzy są niesamowici w graniu muzyki jazzowej, w graniu muzyki dawnej, klasycznej i Bóg wie co jeszcze, to jest niesamowite dla mnie – ja naprawdę nie potrafię grać na takim poziomie. Uważam, że ważne jest, aby zachować muzyczne tradycje przy życiu, ale nie złapiesz mnie zbyt często na płaceniu za tego typu wydarzenia. Chciałbym zobaczyć spektakl, zobaczyć takie show, którego nie mógłbym doświadczyć siedząc na krześle w domu i słuchając albumu na słuchawkach. Wielu ludzi fetyszyzuje doświadczenia na żywo jakby to było coś magicznego, ale po zagraniu wielu takich występów, znalezienie tych „magicznych muzycznych doświadczeń” zdarza się rzadko. Kiedy idę oglądać show, chcę zobaczyć coś, co jest warte zatrzymania, co sprawia, że niemożliwe jest prowadzić rozmowę, coś co jest tak nowe i oryginalne, dobrze wykonane, że twój wzrok skupiony jest tylko na scenie. A więc, zamiast koncentrować się na graniu na żywo, próbuję tworzyć spektakl w słuchawkach.

5. Jeśli nie muzyka to…?

Kiedy nie gram muzyki zazwyczaj oglądam telewizję pracując nad czymś innym. Mam za sobą kilka serii, które obejrzałem podczas pracy nad moim nadchodzącym teledyskiem do „Missing You to Bits”. Inspirację znalazłem na przykład oglądając „Rick and Morty”. Przyglądałem się, jakie oprogramowanie użyli do swojej animacji i postanowiłem wypróbować go na własnym projekcie. Kiedy zdałem sobie sprawę, jak proste w użyciu było to oprogramowanie, natychmiast je podłączyłem. Rok temu pracowałem również trochę w Endangered Audio Research i naprawdę złapałem tam bakcyla muzyki elektronicznej. Miałem parę pomysłów na nowe muzyczne instrumenty i inne muzyczne gadżety, nad którymi pracuję. Mixowałem i masterowałem również muzykę dla innych artystów – obecnie zmasterowałem kompilację punk rocka z lat 90., która nagrana została na żywo w WCSB w Cleveland i w grudniu pojawi się na vinylu.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...