music is ... muzyka z najlepszej strony.

Fismoll i Oly. w klubie Studio

Publiczność w klubie Studio / fot. Fismoll

Publiczność w klubie Studio / fot. Fismoll

W miniony piątek krakowski klub Studio zapełniła wyjątkowo emocjonalna dawka muzycznych uniesień. Był to jeden z przystanków na jesiennej trasie promującej nowy materiał Fismolla – album „Box Of Feathers”, a jako gość specjalny wystąpiła Aleksandra Komsta, czyli Oly., która również jest podopieczną wytwórni NEXTPOP – kuźni muzycznych wrażliwców.

Oly., razem z zespołem, zagrała materiał ze swojej debiutanckiej płyty „Home”. Jej wcześniejsze akustyczne wcielenia koncertowe zastąpiły nieco bardziej rozwinięte aranżacje i mocniejsze uderzenie. Aleksandra odkrywała stopniowo pokaz swoich umiejętności i z każdym kolejnym utworem, z blisko godzinnego występu, budziła coraz większe zainteresowanie. Odnoszę wrażenie, że Oly. zdobywa powoli sceniczne doświadczenie i otwiera się na publiczność. Podczas krakowskiego koncertu opowiadała o bardzo osobistych historiach związanych ze swoimi piosenkami, wprowadzając w kolejne utwory i budując klimat, który za chwilę miał dopełnić występ Fismolla, czy jak powiedziała Ola – Fisia.

Muzyk zagrał utwory ze swojej drugiej płyty „Box Of Feathers”, poprzeplatane piosenkami z debiutanckiego krążka „At Glade”: m.in. „Let’s Play Birds” i „Trifle”. I choć z pewnością występy Fismolla można opisywać używając wielkich słów, jego muzyka nie potrzebuje dużych środków wyrazu i nadmiernej ekspresji scenicznej, a Fismoll kolejny raz udowadnia jak wielką siłę rażenia posiada.

W poprzedniej trasie koncertowej Arek zaprosił nas na polanę – miejsce mające dla niego szczególne znaczenie. Teraz ta polana jest nieco większa i ludzi, którzy na nią przybywają z każdym występem jest coraz więcej. Pomimo to, występy Fismolla nadal mają intymny i kameralny charakter. Odnoszę wrażenie, że dla jego muzyki nie ma znaczenia miejsce, pewnie nawet na największych scenach świata postarałby się, żeby złapać kontakt z każdym z osobna. Pamiętam skromnego chłopaka z gitarą, który zagrał 3 lata temu w małym krakowskim barze jeden ze swoich pierwszych koncertów i wydaje mi się, że przenosząc się na większe sceny oraz śpiewając dla większej liczby osób jego występy nadal nie tracą wiele z tej wyjątkowej atmosfery bliskości.

Fismoll opowiadał podczas piątkowego koncertu o tym co znaczą dla niego poszczególne utwory, o swoim dziadku i ulubionych kanapkach. Zbliżając się przez to do zgromadzonej publiczności traktował nas jak gości, którzy wpadają z wizytą do jego świata. Prosił żebyśmy razem z nim poczuli moc muzyki, a na koniec ze swoich sentymentalnych pobudek zapytał czy może zrobić pamiątkowe zdjęcie. Ciekawym doświadczeniem była jego prośba o nie zaburzanie toczącego się koncertu brawami, aby kolejne piosenki mogły być zwiastowane chwilą ciszy.

Koncerty dla dużej publiczności bywają wyzwaniem dla tego typu muzyki, dlatego trzeba podkreślić, że dużą siłą w tej trasie jest również zespół występujący z Fismollem, szczególnie przy większych energetycznie utworach z drugiej płyty, gdzie pojawiają się intensywniejsze dźwięki. Arek wystąpił wśród swoich przyjaciół, razem z dobrym duchem jego twórczości Robertem Amirianem, grającą na wiolonczeli siostrą Asią Glensk oraz Kacprem Budziszewskim i Kubą Szydło. Oprócz świata tworzonego głosem i dźwiękiem, wykonane przez Jędrzeja Guzika wizualizacje zaangażowały kolejny zmysł i podkręciły klimat.

Na próżno szukać w tej półtoragodzinnej wizycie w świecie Fismolla braków, niedociągnięć i słabych miejsc. Warto było wpaść, choć w przypadku występów muzyka konfrontacja z pokoncertową rzeczywistością bywa wyjątkowo uderzającym doświadczeniem…

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...