music is ... muzyka z najlepszej strony.

Eagles of Death Metal - Zipper Down

Eagles of Death Metal Zipper Down

data wydania: 2015-10-02
wytwórnia: Downtown Recordings

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 3 głosy
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

„It don’t take nothing fancy, it’s just ABC’s, it’s so easy without complexity”.

Siedem lat. Siedem długich lat zajęło Orłom nagranie nowego albumu. Czas oczekiwania jednak wynagrodzili w pełni. Przyznam szczerze, że byłem średnio przekonany do „Heart On” i wiele częściej wracałem do debiutu i drugiego albumu – z lekkim niepokojem więc przyjąłem wieść o nowym krążku. Jednak wraz z pierwszym singlem, którym był „Complexity” wyzbyłem się tego strachu całkowicie. „Zipper Down” to bardzo dobry album.

Nie da się ukryć, że Baby Duck (Josh Homme) to wiele bardziej rozpoznawalna połowa Eagles Of Death Metal (tutaj jako EODM). Na „Zipper Down” zdominował jednak warstwę kompozycyjną. W numerach takich jak „I Love You All The Time” czy ich aranżacji utworu Duran Duran, „Save A Prayer”, na pewno to Josh musiał układać partie wokalu – brzmią całkowicie jak wyjęte z QOTSA. Podobnie zresztą jak cały utwór „Oh Girl”, gdzie Jesse Hughes sili się chyba na udawanie The Black Keys. Ale nie ma róży bez kolców, prawda? A tutaj jest masa świetnych patentów, które tworzą totalnie hiciarskie kawałki.

Album można podzielić na dwie części – jedną, która brzmi jak Eagles Of Death Metal i drugą, która brzmi jak QOTSA. Do tej pierwszej zaliczyć można singlowe „Complexity” (dawno nie słyszałem takiego oldschoolowego vibe’u, z progresją akordów przywołującą na myśl „Beat It” Jacksona!), czy „Got A Woman”, czyli sporą dawkę prawdziwego rock and rolla. Mamy też „Got The Power”, w którym wokale brzmią jak wyrwane z”I Only Want You” z debiutu, czy muzyczny zapis narkotykowego odlotu – „The Reverend”. Z jednej strony tej ilości Queens of the Stone Age na albumie można się przyczepić, z drugiej nie ma się co jednak dziwić, skoro EODM to duet, którego połowę stanowi mózg wyżej wymienionej kapeli. Ze względu na to (i tylko ze względu na to!) ocena leci trochę w dół – bo gdy chcę posłuchać QOTSA, to włączam „Songs for the Deaf”.

No i jeszcze jedno – album, oczywiście przy udziale Rankina i Lurssena przy miksie i masteringu, wyprodukował sam Homme. I z czystym sumieniem mogę przyznać, że to jeden z najlepszych inżynierów dźwięku na świecie. A nieczęsto zdarza się, żeby dobry muzyk był równie dobrym producentem. „Zipper Down” ma brud, fuzzy, szumy, płasko brzmiącą perkusję, chórki przekrzykujące wokal – wszystko, co sprawia, że zastanawiamy się, czy ta płyta aby na pewno została nagrana w roku 2015, a nie w 1975. Wiele kapel dąży do taiego brzmienia, a EODM je po prostu mają. Stara szkoła pełną gębą.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...