music is ... muzyka z najlepszej strony.

Son Lux w Warszawie

Son Lux / mat. prasowe

Son Lux / mat. prasowe

Z Son Luxem od dłuższego czasu mam nie lada problem. Po początkowej fascynacji szybko stałem się ofiarą własnej przesadzonej podniety. Po upływie czasu okazało się także, iż ubiegłoroczny koncert w Basenie pozostawił po sobie wrażenia raczej obojętne. Czwartkowy koncert w Cafe Kulturalnej miał być ostateczną odpowiedzią i rozwianiem wątpliwości. Niestety odczucia okazały się być jeszcze bardziej neutralne, żeby nie powiedzieć negatywne.

Po bardzo dobrze ocenianym występie na tegorocznym OFF Festivalu Son Lux zdawał się pozycją obowiązkową, ja sam miałem nadzieję, że wyczekiwany performance da mi odpowiedź na wiele pytań. Jak słusznie jednak zauważyła znajoma: Son Lux ma fantastyczne i unikalne brzmienia, jednak i niemało minusów, które są dosyć wyraźne. Obok nieśmiertelnych i wciąż świetnie brzmiących hitów „Easy”, „Lost It To Trying”, a także świeżego „You Don’t Know Me” znalazło się dużo o wiele słabszych momentów, niwelujących przy tym zbudowane wcześniej wspomnianymi napięcie, a w niektórych chwilach po prostu nudnych i mocno bezbarwnych. To co najbardziej raziło to częste podróże w kierunku karykaturalnie artystycznych brzmień, przeciąganie na siłę utworów i zupełnie nieciekawych sekwencji, co bardzo często owocowało wcześniejszymi brawami publiki, która wkrótce potem reflektowała się, iż utwór trwał jeszcze przez następnych pięć minut.

Kolejnym minusem okazała się niestety również miejscówka. Przestrzenie Kulturalnej nie były w tym momencie sprzyjające, jednak pomijając straszny ścisk, głównym problemem wydaje się jednak brak jakiejkolwiek scenografii. O ile normalnie dyskutować można o uroku klubowego baru (wygląda całkiem ok), to myślę, że brzmienia Son Luxa nie zamknięte w żadnej scenicznej formie (w przeciwieństwie do Basenu), z zupełnie otwartą przestrzenią za muzykami dekoncentrowała i nie wyglądała atrakcyjnie, a szkoda, bowiem kompozycje Ryana Lotta i spółki są doskonałą płaszczyzną do świetnych wizualizacji, czy chociażby gry świateł.

Tydzień temu w relacji z Suuns i Jerusalem In My Heart (również w Cafe Kulturalna) pisałem o wysoko podniesionej poprzeczce. Zdawało się, że po dobrych ocenach katowickiego koncertu Son Lux poradzi sobie z osiągnięciem wspomnianego poziomu, czy chociażby zbliżeniem się do niego. W rezultacie pozostawił jednak zbyt ogromny niedosyt i rozczarowanie, nawet w zestawieniu z ubiegłorocznym występem. Nie negując twórczości (wciąż uważam, iż jest to dobry zespół i z pewnością do niego wrócę) stwierdzam, że następne koncerty odpuszczę.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...