music is ... muzyka z najlepszej strony.

KOŃ_MM_OKŁADKA

Małe Miasta Koń

data wydania: 2015-10-09
wytwórnia: Alkopoligamia

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 42 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Wydając nową płytę Małe Miasta kontynuują tradycję i sukcesywnie polaryzują słuchaczy. W przypadku twórczości Mateusza Holaka zdaje się to być już normą. Z jednej strony popularny w zapatrzonych w brytyjskiego indie rocka środowiskach (głównie) młodych słuchaczy, zawsze miał także grupę swoich wiernych przeciwników. O ile można dyskutować o jakości wcześniejszych nagrań, o tyle ich ostatni album mógł liczyć na o wiele lepszą prasę.

Podobnie jest w przypadku Małych Miast, które zdobywając coraz większą popularność i grając coraz większe koncerty (Open’er, Off Festival) spotykają się z falą tak zwanego hejtu, który za sprawą sesji dla KEXP nagranej podczas katowickiego festiwalu, ekspandował niedawno poza granice kraju. Pośród grupy muzycznych adwersarzy są oczywiście głosy o wiele dalej merytoryczne, jednak Małe Miasta zdają się nie zastanawiać co zrobić by tę grupę przekonać, a skupiają na tym, by kolejny raz dogodzić fanom.

Po części jestem w stanie zrozumieć te mniej chlubne oblicze odbiorców Małych Miast. Kreowane na jeden z największych hitów i bangerów „Już prawie tańczę” grzeszy trywialną warstwą melodyjną. Dosyć wyraźnie słyszalne są również wokalne niedociągnięcia, o których paradoksalnie wspominał kiedyś sam zainteresowany. Trochę lepiej sprawdza się w tej płaszczyźnie otwierający „Piątek” obfity w mocniejsze podbicie i wyraziste cykacze, w którym Holak śpiewa (jak na ironię): mogłeś zrobić sztos, mogłeś puścić z dymem.

Zdawać by się mogło zatem, że „Koń” stoi występującymi tu gośćmi, których obecność jest przecież zasługą samych twórców. Prawdziwą perełką – i kto wie czy nie jednym z najlepszych kawałków w dotychczasowym dorobku – jest tytułowy utwór z udziałem fenomenalnych Gurala, R.A.U. i Abela, który trzeba traktować bardziej przez pryzmat zabawy słowem i bogatego podkładu. Parafrazując: ja chcę powiedzieć, że wszystko się zgadza. Kolejnym takim przykładem będzie z pewnością duet z popularnym Taco Hemingwayem w „Postaranie”. Podśpiewujący Mateusz i niesiony tradycyjnym flow Filip bardzo dobrze brzmią z bitem wyjętym niczym z najlepszych zagranicznych produkcji.

„Konia” trudno rozpatrywać w kontekście progresu – płyta pozostaje w jakościowych obszarach debiutu i wciąż są tu lepsze i gorsze momenty. Lepsze wrażenia pozostawił u mnie debiut, jednak był to raczej syndrom konfrontacji z czymś zupełnie nowym, bowiem nie sposób odmówić im dalece bardziej kunsztownego niż dotychczas spajania swojej eklektycznej mieszanki. Dużo mniej jest momentów, kiedy poszliby o jeden auto tune za daleko, dużo lepiej przyswajalne są melodie, a także dobrze dobrane gościnne występy, wśród których pojawili się jeszcze Paluch, RAS, W.E.N.A., Stasiak czy Wojtek Mazolewski.

Ogromnym plusem „Koń” prezentuje się od strony producenckiej i już tutaj należy im się mocna ósemka lub dziewiątka. Mimo tego wciąż pozostanie grupa ludzi zadających dosyć bezsensowne pytanie „gdzie tu hip-hop?”. Owszem jest tu dużo motywów wpisujących się w ten gatunek, jednak same Małe Miasta (nie)jasno wyjaśniały to już dużo razy i w tej konwencji nadal się bronią – raz lepiej, raz gorzej.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...