music is ... muzyka z najlepszej strony.

Kayah: „Debiutowałam w czasie, gdy ludzie byli głodni muzyki i sztuki”

Kayah: "Dziękuję fanom za trwanie przy mnie"

fot. Piotr Porębski

Kayah - jedna z najwybitniejszych polskich artystek, autorka bestsellerowych albumów: „Zebra”, „Stereo Typ” czy „Skała”. Kayah to artystka totalna: pisze teksty, śpiewa, komponuje i produkuje swoje utwory. Po sukcesach ostatniego przedsięwzięcia Transoriental Orchestra (platynowa płyta i dziesiątki koncertów Polsce i zagranicą), piosenkarka powraca do korzeni – w 20-tą rocznicę ukazania się
swojego debiutu pt. „Kamień”, rusza w trasę koncertową z jazzowo-soulowym materiałem z 1995 roku.

W wywiadzie Kayah przywołuje wspomnienia związane z nagrywaniem „Kamienia”, opowiada o pracy na drugim planie, dominacji sceny rockowej w Polsce i swojej fascynacji drum & bass, powiązaniach ze światem filmowym, pieczołowitości pracy nad wydawaniem płyt innych artystów. Czy debiutancki LP miał być płytą rapową? O tym przeczytajcie poniżej.

Kayah, rozpoczynasz trasę z materiałem z Twojej pierwszej autorskiej płyty „Kamień”. Minęło 20 lat, a ten album wciąż wymieniany jest wśród najważniejszych płyt w polskiej muzyce rozrywkowej… Jak wspominasz czas tuż przed wydaniem tej płyty? Czy Zic-Zac zdawał sobie sprawę z potencjału artystycznego tego krążka?

Kayah: Przed nagraniem płyty nie było mi wesoło. Wszystkie wytwórnie płytowe nie tylko nie były zainteresowane przesłuchaniem materiału demo, ale nawet spotkaniem ze mną. Nie pomagały nawet agitacje moich dwóch przyjaciółek, już wtedy wielkich gwiazd – Edyty Bartosiewicz i Renaty Przemyk. Nie i już. Marek Kościkiewicz na prośbę swojego brata, którego spotkałam i się pożaliłam, przesłuchał i uznał, że na tym nie zarobi, ale może mieć w katalogu taką liryczną płytę i że mi pomoże. Cieszę się, że się zdecydował i że się pomylił, co do komercyjnego potencjału. Ale przyznaję, w kraju grunge’owego rocka, było to ryzyko.

Wielu artystów jak np. Kylie Minogue czy Pet Shop Boys sięga do najbardziej ulubionych wśród fanów płyt organizując tematyczne trasy albumowe lub tournée z piosenkami typu „Strony-B singli ”. Czy ta trasa to hołd dla fanów czy oddech od bardziej komercyjnych koncertów plenerowych?

Kayah: Jak najbardziej to moje podziękowanie fanom za trwanie przy mnie. Przez lata wysłuchiwałam wiele próśb o powrót do „Kamienia”… Mija dokładnie 20 lat, „Kamień” ujrzał światło dzienne dokładnie 5-go listopada. Po części więc zrobiłam sobie urodzinowy prezent tamtą płytą jak i teraz pierwszym koncertem naszej trasy w Toruniu. Wszyscy wokół mają jubileusze, niektórzy same okrągłe i to co roku, czemu ja miałabym sobie jubileuszu nie zrobić?

Płyta była ukoronowaniem kilku lat Twojej współpracy z innymi artystami, m.in. jako chórzystki, osoby z drugiego planu. Śpiewałaś z Obywatelem G.C., Atrakcyjnym Kazimierzem, Nazarem, De Mono czy grupą Tilt. Jakie doświadczenia zdobyłaś przed przejściem na czołówkę?

Kayah: No właśnie! To fantastyczne, że miałam taką szkołę! Mogłam obserwować, jak sobie radzą z presją, publicznością i chorobami gardła. To niełatwy chleb. I jeszcze bycie na świeczniku. Tego musiałam nauczyć się sama. W tamtych czasach nie było tabloidów, ani telefonów z kamerką. Stanie na pierwszej linii frontu ma swoje blaski i cienie. Można kupić najpiękniejszego pomidorka i jednocześnie najpiękniejszym dostać. Dlatego drugi plan wydawał się być przyjemniejszy, bezpieczny. Fajnie było być częścią większego składu, a nie lokomotywą. Dziś jestem obciążona ogromną odpowiedzialnością za resztę mojego zespołu. Utrzymuję ponad 20 ludzi, ich rodziny, dlatego kiedy piszą o tym, ile kosztuje mój koncert, śmieszy mnie to. Zapominają dodać, ilu ludzi przy każdym z koncertów pracuje.

Jak wpływ na brzmienie albumu „Kamień” miał Twój udział w koncercie Republiki „Bez Prądu”, podczas którego wykonałaś swoje pierwsze piosenki, a Grzegorz Ciechowski namaścił Cię jako poetkę i dodał animuszu do dalszych nagrań?

Kayah: Pewnie gdyby Grzegorz nie zakochał się piosence „Jak liść“ i nie zmusił mnie do jej wykonania wtedy, dłużej zajęłoby mi uwierzenie, że jestem gotowa. Tak, to jemu zawdzięczam ten zastrzyk pewności.

Przed wydaniem płyty mówiło się też, że wahasz się, czy nie nagrać albumu rapowego…

Kayah: Miałam takie pomysły. I takie kontakty w Stanach. Ale dzięki Bogu tego nie zrobiłam! (śmiech)

W latach 90. twój styl i wizerunek był mocno „uliczny”: ubierałaś się z fantazją, unikalnie, mało elegancko, ale zawsze z klasą. Na koncercie w Radio Łódź ubrana byłaś w t-shirt fundacji Animals…

Kayah: Tak? Nie pamiętam. Zawsze chciałam być pożyteczna. Pewnie dlatego. Byłam młoda, zgrabna, wszystko mi było jedno, w czym śpiewam. W pewnym sensie. Nie miałam pieniędzy. Ubierałam się w lumpeksach. Ale nie miałam z tego tytułu kompleksów. Zawsze zastanawiało mnie, że tyle mówi się o moim stylu, kiedy jak mi się wydaje sama nie przykładam do tego wagi. A od kiedy mam dużego psa, to już naprawdę nie ma znaczenia.

Twoja płyta określiła brzmienie polskiego soulu na kolejne lata. Na albumie byłaś autorką tekstów, muzyki i producentką. Czy te piosenki czekały na wydanie w twoim brudnopisie? Jak to oceniasz w kontekście roku 2015, gdy jedna piosenka miewa kilku autorów i jest przebojem przez kilka tygodni znikając w czeluści kolejnych nagrań bez wyrazu i znaczenia?

Kayah: Miałam ogromne szczęście, że przypadło to na tamten czas, kiedy ludzie byli głodni muzyki, sztuki, a nie zarzuceni multimediami. Nie sądzę, by dziś piosenka „Jak liść”, miała szansę na zdobycie pierwszego miejsca na liście przebojów Trójki, a wtedy tak się przecież stało. Zmieniły się czasy, żyjemy szybciej, płyciej. Współczuję dziś młodym, początkującym. Wiem coś o tym, bo wydaję im płyty.

„Kamień” promowały teledyski powiązane ściśle ze światem filmowym ( łączą je sylwetki Janusza Kamińskiego, Jarosława Żamojdy czy Macieja Ślesickiego. Ty jednak niezbyt chętnie chodzisz do kina?

Kayah: No nie. A nawet niechętnie wracam do tych klipów. Dziś mnie śmieszą nadmierną ambicją, zbyt zakręconą i mało czytelną fabułą. Ale wtedy to było wydarzenie. Dziś liczy się prostota, pomysł, ale czy nie śmieszne jest, że teraz każdy z nas może sobie zrobić prywatny klip telefonem?

„Fleciki”, które były dużym radiowym przebojem, obrazował teledysk kręcony w USA. Wyjechałaś do Kalifornii, poznałaś Ice’a T. Skąd wziął się ten pomysł?

Kayah: Pojechałam między innymi ze ś.p. Gonią, cudowną kobietą przyjaciółką i makijażystką. Odeszła 3 lata temu. Z Markiem Śledziewskim. Ale przede wszystkim pojechałam do cudownych ludzi z Polski, którzy układali sobie życie w L.A.: Karoliny Markiewicz i Łukasz Bielana. Ona – wspaniała fotografka, on – ceniony w Hollywood operator filmowy. Przyjęli nas pod swój dach, karmili, poili i kontaktowali ze znaczącymi ludźmi. No i uczestniczyli w produkcji klipu. Będąc przyjaciółmi Kietha Sutherlanda pożyczyli od niego samochód, który gra w teledysku. Niestety, na planie to auto-muzeum uległo lekkiej kontuzji… W klipie grał wielce obiecujący raper Legacy, w którego zielonych oczach można było się zakochać. Do dziś mamy kontakt. Z rapu wyrósł – szkoda. Skąd pomysł? Zwyczajnie jako dzieciaki, pragnęliśmy przygód. Tu udało się to połączyć z biznesem. Jakiś tam budżet dostaliśmy, resztę zrobiliśmy na szydełku. Pięknie to wspominać!

Czy trudno było się przebić z roku 1995 z soulowymi, jazzowymi kompozycjami? Europa szalała już wtedy w klubowych rytmach house, rave i jungle, a w polskich radiostacjach nadawano głównie rocka…

Kayah: To prawda. Ale mówimy głównie o „Londyńskiej Europie”. Zresztą kiedy nagrywałam „Kamień”, podczas szeroko rozłożonej w czasie sesji, pojechałam raz na miesiąc do Nowego Jorku i raz na miesiąc do Londynu i po każdym z pobytów nasączona energią każdego z tych miejsc, żądałam powtórki nagrywania moich wokali. Ale odpowiadając na pytanie: łatwo nie było, ale szybko dość okazało się, że zakleiłam pustą dziurę na polskim rynku.

Album miał piękną oprawę graficzną – w tym zdjęcia Jacka Poremby. Nigdy dotąd ta płyta nie ukazała się natomiast w formie winylowej – mimo analogowych trzasków w kilku piosenkach. Jak porównasz tę grafikę do faktu, że dziś piosenki to częstokroć wyłącznie pliki dźwiękowe?

Kayah: Ubolewam nad tym i jako artystka i jako wydawca. Płyta to skończone dzieło. Sama siedzę milion godzin nad książeczką, komentarzem , a nawet liternictwem. W Kayaxie wydajemy piękne płyty nie tylko w warstwie dźwiękowej, ale staramy się , aby same były pięknymi przedmiotami, które każdy chciałby posiadać. Ostatnio wydaliśmy na winylu moją płytę z Royal String Quartet. To naprawdę trzeba mieć. Piękna wzruszająca płyta, wspaniale zagrana, ale….biały winyl. To rzadkość. Piękne są też wydane przez nas ostatnio płyty Smolik/Kev Fox, Zakopower czy Zabrocki. . Przy okazji jubileuszowej reedycji „Kamienia“ również ukaże się w końcu wersja na LP. Oczywiście nie ignorujemy ogólnych trendów i sprzedajemy płyty naszych wykonawców cyfrowo. Między innymi na naszej stronie www.kayax.net -polecam!

Czy możesz przypomnieć młodszym czytelnikom w jaki sposób świętowałaś nagrodę Fryderyka za swój debiut? Przegrałaś wtedy zakład z Edytą Bartosiewicz…

Kayah: Tyle razy o tym mówiłam, że mam chyba dzień świra (śmiech) Edyta miała przeciek (dziś to się już nie zdarza – proszę mi wierzyć -a mówię to jako członek kapituły), że dostanę nagrodę. Nie chciałam w to uwierzyć. Założyłyśmy się o wannę szampana. Ale ponieważ nie byłam majętna, ale honorowa, gdy przegrałam, kupiłam dziecięcą wanienkę i 10 butelek rosyjskiego wina musującego. Piliśmy przez słomki. Więcej nie pamiętam! (śmiech)

Na płycie znajdują się 3 remiksy – Ty zresztą już wtedy zagłębiałaś się w rytmy drum’n'bass czy pojawiałaś na undergroundowych imprezach house np. w Pałacyku Szustra na Mokotowie. Czy usłyszymy single z „Kamienia” w klubowych wersjach AD 2015, by nadać im nowego wymiaru?

Kayah: Byłam zauroczona jungle. Ale teraz na koncertach z szacunku do fanów zagramy „po bożemu”! (śmiech)

Czego można spodziewać się po jesiennych koncertach trasy ”Kamień – 20-lecie płyty”. Czy planujesz specjalnych gości podczas tournée? A może czekają nas urodzinowe toasty w Toruniu?

Kayah: Bardzo możliwe, że już w Toruniu będę mieć gości. Ten toruński koncert będzie wyjątkowy, bo… pierwszy, ale też w moje urodziny! Tort na pewno będzie.

Życzę serdeczności i dobrego odbioru trasy oczekując na nowy autorski album.

Kayah: Bardzo ciekawe, profesjonalne pytania – dziękuję!

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...