music is ... muzyka z najlepszej strony.

Mirna Ray

Mirna Ray / mat. prasowe

Mirna Ray / mat. prasowe

Marcin i Bartek Dzierbuń to nie są debiutanci. Związani ze sceną muzyczną już od przeszło dziewięciu lat, doskonalili swoje umiejętności współtworząc formacje takie, jak Port-o-San, czy Slow News Day. W którymś momencie doszli jednak do wniosku, że najlepszą muzykę będą robić po prostu w duecie i pod rozwijanym równolegle szyldem Mirna Ray.

Panowie lubią hałas oraz eksperymenty. Ich muzyka to korespondujące ze sobą noise, transowe brzmienia, które momentami przechodzą w ładną melodię i poezyjny wokal. Mirna Ray to też bardzo dorosła muzyka, bo i inspiracje obu braci są bardzo dorosłe: Fugazi, Sonic Youth, czy literatura – Bukowski, Kerouac, Witkacy.

Na ich koncie sporo koncertów m.in. z zespołem Prawatt oraz kilka wydawnictw, w tym tegoroczna EP-ka „22″.

1. Kim jesteście?

Marcin: Jesteśmy rodzeństwem urodzonym i wychowanym w Paczkowie, a obecnie mieszkającym w Londynie, które tworzy zespół muzyczny Mirna Ray. Jako Mirna Ray gramy od 2006 roku. W pewnym momencie zdecydowaliśmy, że jako duet możemy działać sprawniej i szybciej. Mieliśmy dość pokrętnej ”polityki” wewnętrznej i problemów komunikacyjnych, jakie zachodzą w większych składach. Poza tym bardzo dobrze rozumiemy się muzycznie.

Bartek: Wychowani w jednym pokoju na jednym magnetofonie. Chcesz czy nie, musisz nauczyć się współpracy i kompromisu.

Marcin: Do tej pory udało nam się wydać własnym sumptem EP-kę pt. „Mirna Ray” (2007), album „Teatr Cieni Abrakadabry” (2009) i tegoroczną EP-kę pt. „22”. Mamy na koncie liczne koncerty w Polsce, UK, Szwajcarii, Niemczech czy Szwajcarii. W 2010 roku, wraz z Trójmiejskim Prawatt’em mieliśmy przyjemność zagrać na Off Festiwal.

2. Co i w jaki sposób tworzycie?

Bartek: Ostatnio myślałem, jak określić muzykę, którą gramy… Ja nauczyłem się grać na starej radzieckiej gitarze słuchając bluesowych płyt, solówki, krew z palców, itd. Potem było tylko morze wszelakiej muzyki, którą chłonąłem i przetwarzałem na wszelakie sposoby… Dzisiaj słucham tego, co gramy i stwierdzam, że to jest blues – nasza wersja tego gatunku. Schematy, aranżacje, podejście do muzyki i grania na żywo. Zawsze szukaliśmy własnego brzmienia. Kiedy na próbach robiliśmy kawałek nagrywaliśmy go i jeżeli przy odsłuchaniu kojarzyło się to nam z jakąś kapelą robiliśmy go od nowa, aż do braku skojarzeń. Takie podejście do tworzenia muzyki wraz z zakupem sprzętu z charakterem, czyli nie nowszym niż z przed lat 90- tych, dało nam tego naszego Mirna Ray bluesa.

Marcin: Myślę, że naszym atutem jest to, że nie można nas zaszufladkować. Często mam problem z odpowiedzią na pytanie: co gracie? Nie tracimy czasu na zakładanie z góry co i jak ma brzmieć. Nasza muzyka to My i powstaje przez wspólne granie. Ja osobiście nie rozumiem zespołów, które najpierw wymyślają nazwę i styl grania (zaprogramowany na komercyjny sukces), a później rozpoczynają próby. Muzyka powinna powstawać ze zderzenia różnych osobowości, doświadczeń i gustów. Każdy nosi w sobie jakąś specyficzną wrażliwość i granie z innymi muzykami powinno tworzyć nieskończone możliwości brzmieniowe. Niestety większość sugeruje się schematami lub tym co akurat jest na fali.

3. Kim / czym się inspirujecie?

Marcin: Generalnie, fascynuje nas wszystko co, organiczne, naturalne, spontaniczne, prawdziwe i odnosi się to do muzyki, literatury, miejsc czy ludzi. Gdy byliśmy nastolatkami fascynowali nas beatnicy, blues i muzyka z przełomu lat 60. i 70. Potrafiliśmy godzinami oglądać materiały nagrane na video z programów takich, jak Non Stop Kolor, czy Beat Club (chyba młode pokolenie tego już nie pamięta), czy oddawać się szalonym jam sessions z naszym ówczesnym zespołem, składającym się z najbliższych przyjaciół. Było dużo klasycznego rocka i „pochłanianie” książek. Doszedł też tzw. grunge, na którego fali poznaliśmy wiele ciekawych kapel, ale komercyjny aspekt tego zjawiska był raczej przerażający. Później do tego doszedł krautrock, The Clash, Joy Division i noise rock. Duże znaczenie miało też miejsce, w którym dorastaliśmy. Górskie wyprawy, ogniska z kaseciakiem zwanym jamnikiem, z którego sączyła się muzyka Nomeansno, czy Fugazi, czy nawet zwykłe „szlajanie” się po mieście z przyjaciółmi, które ciągle gdzieś tam w nas jest i znajduje odzwierciedlenie w muzyce jaką gramy. Nasza ostatnia EP-ka jest prawie w całości inspirowana tamtymi miejscami i zdarzeniami. W chwili obecnej dużą inspiracją dla nas jest polska, powojenna literatura, muzyka oraz kino. Zaczęliśmy słuchać dużo jazzu, a ja rozwinąłem swoje zainteresowanie afrobeatem i muzyką improwizowaną. Dużą inspiracją jest także kultura DIY. Myślę, że tutaj właśnie powstają najciekawsze i szczere rzeczy. My jako Mirna Ray nie mamy ambicji na to, aby odnieść sukces komercyjny. Najważniejsze jest, aby cieszyć się szacunkiem i robić swoje bez zbędnych kalkulacji.

4. Co dla Was jest najważniejsze w tworzeniu muzyki?

Bartek: Dla mnie to odejście od schematów, wsłuchanie się w siebie, ale tak, by nie zapomnieć o kimś kto ze mną gra. Wolność, zrozumienie, zapomnienie, improwizacja, chaos, z którego wyłania się harmonia i Ja.

Marcin: No właśnie.

5. Jeśli nie muzyka to…?

Marcin: Muzyka dla mnie jest jaką tylko częścią rzeczywistości w jakiej żyję. Bardzo ważną, bo ma działanie terapeutyczne i daje dużo satysfakcji. Podobno w czasie improwizacji obie półkule mózgu muzyka działają równomiernie i jeśli chodzi o mnie jestem od tego totalnie uzależniony.

Bartek: Zgadzam się, muzyka jest najlepszym darmowym terapeutą. Myślę, że nie grając i nie słuchając muzyki byłbym bardzo nieprzyjemnym i przygnębionym typem…

Marcin: Ja oprócz grania zajmuję się malarstwem. Nie nazwałbym siebie artystą, zresztą nie przepadam za środowiskiem artystycznym przez wielkie A, ale maluję dosyć dużo. Głównie różnego rodzaju zlecenia. W tej kwestii jest to działalność czysto komercyjna. Muzykę pozostawiam „niezabrudzoną”.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...