music is ... muzyka z najlepszej strony.

Remik

JAAA! Remik

data wydania: 2015-10-07
wydawnictwo: Sadki Rec

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 11 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Pytanie o rozsądkowy wymiar hype’u dotyczącego poszczególnych wydawnictw pozostaje otwarte. Ciężko jest dać się ponosić wielokrotnym nagłówkom mówiącym o niepowtarzalności kolejnych debiutantów. Podczas gdy prześcigamy się w nazywaniu krążka „Traveler” elektroniką na miarę światową, kibicujemy Oxford Drama w ich coraz śmielszych zagranicznych podbojach, a w duecie Ptaki wypatrujemy nowych ważnych house’owych graczy, na krajowej scenie dzieje się o wiele więcej. W przypadku JAAA! nie potrzeba było wielkich reklamowych mechanizmów, aby na małą skalę wytworzyć niezdrowe oczekiwanie dotyczące tego debiutu.

Trudno się dziwić – trzy kolejne utwory grupy zwiastowały wydawnictwo, dzięki któremu transparenty z hasłami o zbawcach polskiej sceny niezależnej można było odkurzyć ponownie. Problemem był fakt, że podobnych nad wyrost pochlebnych opinii pojawia się co roku zbyt wiele, aby traktować je na poważnie. Nawet w przypadku tak ciekawie zapowiadającego się „Remika” można było mieć wątpliwości o ostateczny wymiar krążka. W przeszło ponad miesiąc po oficjalnej premierze płyty nie widać radykalnej zmiany w zasięgu odbioru muzyki trio, co jest niezrozumiałe. Można jednak wierzyć, że dobra sztuka obroni się sama i za jakiś czas o albumie zrobi się głośno, bo i rzeczony debiut Patera, Karolczyka i Grzegorkiewicza spełnia położone w nim oczekiwania.

Nikogo nie dziwi już aspirowanie rodzimych twórców muzyki, szczególnie z pola dokonań elektronicznych, do europejskiej i światowej czołówki. Co więcej – wielu na takie miano zasługuje. Mówienie więc o brzmieniu zupełnie dalekim od polskiego powinno zostać zapomniane. Odwoływanie się do nieco bardziej rozpoznawalnych kolegów po fachu będzie jednak obecne, a ucieczka od tych prób w przypadku JAAA! nie ma wielkiego sensu. Tak jak negatywnie nacechowane postrzeganie tych zjawisk. „Remik” nie jest wolne od skojarzeń, ale nie staje się niewolnikiem tychże. Świetnie wyprowadza sugestywne brzmienia w zupełnie nowe rejony, tworząc nie tyle wrażenie dobrze wykorzystanego przeniesienia na własny grunt i poszerzenia znanych trendów, co obcowania z pewnym novum.

Rozpoczynający album „Bae” daleki jest od porównań i mieści w sobie jedynie zalążek tego, co przynoszą późniejsze numery. Indie-rockowe szumy podbite elektroniczną pulsacją przekształcają się w drugiej części w nieznajomą, transową materię, która stanowić będzie podporę tej płyty. Później przychodzą nawiązania zarówno wokalne, jak i dźwiekowe. Thom Yorke wraz z Atoms For Peace udziela się wokalnie w poruszającym i niesamowicie zmiennym „Lunatic”, struktura „507″ czy „Vor” przypomina sposób komponowania Moderata czy Apparata. Gdzieś dalej przebija się do nas romans gitarowo-syntezatorowy rodem z francuskiej klasyki klubowej lub płyt M83. Wreszcie zostajemy poczęstowani shoegaze’owo-ambientową mieszanką z przekroju twórczości Sleep Party People w postaci „Iwo” czy „Spook”.  Szczególnie ten drugi utwór sprawia wrażenie wręcz wyrwanego z repertuaru Duńczyków.

Ale cechą, która w tym zalewie inspiracji i drobnych odniesień ostatecznie przekłada się na twórczą autonomię jest – prócz zdolności umiejętnego budowania dźwięku – wyróżniająca się w tym wszystkim sfera wokalna. To właśnie osobliwe, lyriczne wokalizy oraz trudne do zidentyfikowania i odszyfrowania ekspresyjne dźwięki/słowa nadają tu jakże ważnych podstaw w budowaniu albumu koncepcyjnego. Bo „Remik” to w zamyśle samych twórców opowieść o chłopcu, który uciekając od realnego, ciemnego świata buduje własną, bezpieczniejszą rzeczywistość, w której dźwięki są narzędziem tworzenia opowieści tkanych emocjami.

Wymyślony przez panów koncept działa doskonale, nie pozostając tylko w sferze pewnego background story, ciekawostki, ale będąc doświadczalnym odwzorowaniem tej historii. Ośmiobitowe migawki „Iwo” ścierają się z analogowymi syntezatorami, efemeryczne przesterowania straszące w utworze tytułowym zmieniają się w ambientowe wycieszenie końcowych dwóch kompozcji. Bajkowość i przestronność wspomnianego już „Spook” styka się z chłodem „Zamku”. Wszystko zachowuje jednak swoistą płynność struktur, powodując, że tej płyty (mimo paru mniej ekscytujących momentów) najlepiej słucha się od początku do końca. A choć całość budowana jest z niemalże tych samych składników, to poszczególne fragmenty albumu są od siebie wyraźnie różne i przywołują na myśl zupełnie odmienne stany, wytwarzają inne emocje. Na tyle wyraziste, że automatycznie pozbywamy się chęci typowania wcześniej opisanych skojarzeń z innymi artystami.

Od samego początku chodziło o robienie jak najlepszej muzyki. Autentycznej i rozniecającej ogień – tak swoją twórczość przedstawiają muzycy JAAA!. Pozostaje więc pogratulować tak szybkiego – bo trwającego tylko i aż trzy lata – spełnienia swoich zamierzeń, które w pełnej krasie ukazują się na ich debiucie. Teraz pora na postawienie sobie dalszych celów. Oby ich urzeczywistnienie wypadło równie owocnie.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...