music is ... muzyka z najlepszej strony.

Muniek Staszczyk: „Brakuje mi takiego raportu z osiedla, ale na gitarach”

T.LOVE / mat. prasowe

T.LOVE / mat. prasowe

Niewiele jest w Polsce zespołów, które przeze wiele lat potrafią utrzymać się na szczycie. Niewiele jest też zespołów, które w tak znaczący sposób odcisnęło się na polskim przemyśle muzycznym. T.LOVE wychowuje już kolejne pokolenie muzyków za narzędzia wychowawcze mając teksty opowiadające o czymś oraz rock’n'roll. Przy okazji zbliżającego się koncertu formacji (28 listopada, Stodoła) rozmawiałem z Muńkiem Staszczykiem o zmianach jakie zaszły na przestrzeni lat i o kondycji muzyki tworzonej dziś przez młodych ludzi.

Czy możesz opowiedzieć z pozycji weterana polskiej sceny, jak zmieniała się przez lata i jak oceniasz dzisiejszy rynek muzyczny? Wielu młodym ludziom czytającym dziś sieć trudno jest spojrzeć na dzisiejszą muzykę polską jako efekt pewnej ewolucji.

Jakby to ująć historycznie, lata w których zaczynaliśmy, czyli początek lat 80 to jest prehistoria, już nie tylko w kategoriach samego obrazu rynku, ale całego świata, Polski, szczególnie tej części Europy. Byliśmy w innym wymiarze polityczno-społecznym, była komuna, stan wojenny, nie można było nigdzie wyjeżdżać. Nie mówiąc już o technologicznym skoku. Nie było komórek, Internetu. Mówiąc krótko jestem pełen podziwu dlatego, jak polska muzyka zbliża się do światowej muzyki. Coraz więcej zespołów, nie mówię, że robi wielką karierę, bo poza zespołami metalowymi, muzyką klasyczną czy jazzem takiego boom nie było, ale coraz więcej kapel jeździ po świecie grać koncerty. My również jeździmy, jednak gramy głównie tam, gdzie są skupiska Polaków, w Europie czy Ameryce. Młode zespoły jeżdżą na festiwale, co nam nie było dane. Nie mieliśmy takich kontaktów, możliwości promocji. Poza tym skupialiśmy się głównie na śpiewaniu po polsku. Czego nie żałuję, jednak dzisiaj wygląda to już zupełnie inaczej. Generalnie ludzie podchodzą dzisiaj do tego różnie, czasem śpiewają totalne głupoty zakrywając to angielskim. Czasem jest to ich świadoma droga od początku i wiele kapel ciekawych jak Kamp! tworzy w ten sposób. Mnóstwo jest młodych, ciekawych artystów. Gdziekolwiek się pojawiam, dostaję płytę demo, od razu z okładką, zespołów, które chcą przed nami zagrać. Z jednej strony jest trudniej uzyskać status bandu, który już żyje z muzyki. My też się do tego dochrapywlaiśmy. Dopiero od lat 90-tych, kiedy tantiemy autorskie zostały unormowane, do dziś możemy żyć z muzyki. Jesteśmy jednym z tych 5 może 10 zespołów, które dużo grają, zarabiają. Młodzi dużo grają, ale niekoniecznie mogą utrzymywać się z muzyki, mają za to dużą wartość artystyczną do zaoferowania.

Ja to z ciekawością obserwuję i chętnie bym nagrał coś z kimś młodszym ode mnie. Robiłem różne projekty, od hip-hopu przez pop do Stasi Celińskiej. Jestem otwarty generalnie, myślę, ze jeszcze w moim artystycznym życiu zdarzy się ciekawy duet albo inna artystyczna współpraca z kimś zupełnie spoza mojej bajki. Kibicuję bardzo młodym zespołom. Jest coraz więcej festiwali, gdzie oni mogą się pokazać. Jest taki problem, że nie powstają teraz hymny pokolenia, nie powstają piosenki, które nasza generacja budowała, Kult, T.LOVE czy inne zespoły. Jest 5 czy 6 piosenek, które każdy zna. Jedyny minus, który zauważam, to nie słyszę opowieści, co frapuje młodych ludzi. Poza hip-hopem nikt tego nie mówi. Brakuje mi opowieści co ich wkurwia, co ich denerwuje, co cieszy co podnieca. Brakuje mi takiego raportu z osiedla, ale na gitarach. Teksty polskich młodych zespołów w większości przypadków nie są ciekawe. Chociaż muzycznie, artystycznie są to bardzo interesujące rzeczy. W hip-hopie to się absolutnie dynamicznie dzieje.

Co sądzisz na temat streamingu i roli jaką dla muzyki pełni sieć?

Co do streamingu to ja w zasadzie nie mam zdania, bo mnie to nie dotyczy. My żyjemy poza Internetem. Kiedy pojawił się internetowy szał my już byliśmy starym zespołem. Oczywiście jesteśmy tam, mamy wejścia na niektóre klipy ponad milion, ale to dla nas jakiś rekord jest. W porównaniu z hiphopowymi artystami to my jesteśmy słabi. Przyszłość należy do Internetu. Jeżeli artysta chce dać darmowo swoją rzecz, to jest jego wybór. My nawet nie byliśmy bardzo ściągani przez net, byliśmy piraceni w czasach, kiedy sprzedawali płyty na stadionie. Są artyści, którzy tak jak David Bowie pomimo stażu na scenie bardzo dbają o obecność w sieci, może i my powinniśmy o tym z czasem pomyśleć.

Wracając do młodych zespołów i tekstów ich piosenek. Są artyści, którzy bardzo mocno kładą nacisk na tekst, jak Krzysiek Zalewski, są też tacy, którzy ogrywają refreny jednym, powtarzalnym wersem. Czy to nie jest trochę tak, że następuje powolna degradacja słowa i historii opowiadanych w piosenkach?

Ludzie nie czytają, mają krótką pamięć i nie pamiętają. Zależy oczywiście od kraju, np. w Anglii czy Stanach dba się o ikony, czy to chodzi o futbol czy muzykę. U nas ta pamięć się skraca, ludzie nie interesują się co z czego wyszło. Ludzie coraz mniej czytają, mało już piszą. Nikt dziś przecież nie pisze listów, piszą szybko, niechlujnie, robią mnóstwo błędów. Wrzucają dużo makaronizmów angielskich, już nie mówiąc o ludziach pracujących w korpo, gdzie komunikacja się „spsiła”. Skończyłem polonistykę, ale też się nie wypowiadam idealnie

Jest nisza ludzi, która szuka treści. Ja wyszedłem z tego pnia artystów, dla których tekst był ważny. Dlatego słuchałem Boba Dylana, Nicka Cave’a, Marka Grechuty. Dzisiaj tekst jest bardziej ozdobnikowy, młodzież nie szuka treści. Chociaż z drugiej strony jest sukces Stanisławy Celińskiej, która wydała płytę i wyprzedziła wszystkie nowości hiphopowo-popowo-rockowe, a śpiewa stare piosenki napisane jeszcze przez m.in. Agnieszkę Osiecką. Kiedy słuchałem tej płyty jeszcze przed premierą pomyślałem „kto to dzisiaj kupi?”, a tu okazała się platynowa płyta. Więc okazuje się, że Polacy też mają dzisiaj szacunek do słowa pisanego. Tylko, że to chyba nie zasługa młodzieży, patrząc przed sukces takich zespołów jak Bracia Figo Fagot. To jest swego rodzaju nihilizm, „opierdzieć”, „obsrać”, studenci się nawalą wódą, pobawią i jest fajnie. Moje dzieci, które mają już 23 i 25 lat mówią, ze są z innej generacji niż młodzież, mówią, że będąc na imprezie z ludźmi 18-sto letnimi nie mają o czym z nimi rozmawiać, bo czują różnicę pokolenia. Nie chcę narzekać na współczesność, ale myślę, że degradacja tekstu dzisiaj nastąpiła.

Czy sytuacja, w której młode zespoły nie mają zbyt wiele do przekazania odbiorcom nie doprowadzi do ich szybkiego zniknięcia ze sceny?

To są znaki czasu. Czas zawsze tak weryfikuje. Tak było też w hip-hopie. Powstało tyle składów a zostali dziś najmocniejsi. Dziś powstaje znów mnóstwo kapel, a czas zweryfikuje. To też jest kwestia innego pokolenia, które nie jest obciążone niczym… Moja córka była na koncercie tego The Dumplings i mówiła, że nie rozumie tego, co oni mówią ze sceny, teksty w stylu facebookowych newsów. Przyszła na ten koncert hipsterska młodzież z grzywkami i nawet trochę się jarała, ale to było jaranie się bez życia. Nie chcę się skupiać na tym zespole The Dumplings, to pewnie dotyczy też wielu innych.

Dobierając supporty, staracie wspomóc go pokazując Waszej publiczności, czy żeby przyciagnąc do T.LOVE młodszą publikę?

Jedno i drugie. Cały czas dostaję cięgi od managera, że zapraszamy za bardzo klasycznych gości. To bywa różnie, bo był też Sokół i Pablopavo, chociaż są też tacy klasycy jak Bartosiewicz czy Waglewski. Jeśli chodzi o suport to stawiam na zespoły młodsze od nas, żeby ściągnąć trochę młodszych, ale też pokazać starszym, że nie trzymamy się tylko w tym starym stałym opakowaniu. Starych rockersów moglibyśmy ściągać, ale chcemy pokazać świeżą krew. Koncert w Stodole jest tak pomyślany właśnie, dlatego zagrają przed nami Cosovel i Maja Koman. Zawsze się zastanawiam nad supportami, a kiedy już zabookujemy kogoś , pojawiają się nowe, chętne kapele.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...