music is ... muzyka z najlepszej strony.

0004T3BY3U1N5P93-C122

Peter J. Birch The Shore Up In The Sky

data wydania: 2015-10-31
wytwórnia: Gusstaff/Borówka Music

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 8 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Piotr Brzeziński to prawdziwa inspiracja. Zarówno pod względem procesów twórczych, jak i koncertowania. Jego twórczość zawiera pewną dawkę enigmatyczności – nigdy nie wiesz, co czeka cię na następnej płycie. Znany jest przede wszystkim ze swojego folkowego grania jako Peter J. Birch, ale nie można też zapominać o jego kapeli Turnip Farm (oldskulowe indie na najwyższym poziomie), gdzie jest perkusistą.

Poznałem go przy okazji poprzedniego albumu, „Yearn”, z jednej strony trącającego mieszanką folka i bluesa, z drugiej delikatną elektroniką. I to „Yearn” właśnie, obok debiutu, to najspokojniejsze wydawnictwo Petera. Na „The Shore Up In The Sky” podąża jednak bardziej drogą, którą poznaliśmy na jego drugim albumie – „When The Sun Is Rising Over The Town. Mamy więc dużo folku, country, gitarowego grania, a czasem i wręcz americany. Peter J. Birch to najbardziej amerykańsko-polski artysta, który pokazuje, że w Polsce też można grać alt-country. I jest przy tym zupełnie szczery!

Ten album Peter nagrał z poznańskim zespołem Two Timer. I funduje nam równo godzinną podróż przez bagna południa Ameryki. Całość otwiera kawałek „Wake Up, Louisiana!” i idealnie wprowadza w atmosferę, która pozostaje niezmienna do końca „The Shore Up In The Sky”. Myślę, że to niefortunny okres na wypuszczenie takiej płyty – jej klimat jest okropnie wakacyjny, pozbawiony wszelkich zmartwień.

Na nowym krążku jest naprawdę spora dawka prawdziwego rock and rolla – żeby przywołać utwór „Self-Identity State Of Memory” z niesamowicie ciekawą riffownią, której nie powstydziłby się Josh Homme. Peter sięga też po bluesa delty w „I’ve Got This Train”, po to, żeby zaraz w takich numerach jak „Gallants” czy „Everyday Chances” zabrzmieć wręcz jak Thom Yorke. Ten pierwszy utwór mógłby znaleźć się na „The Bends” i zapewne nikt nie zwróciłby na ten zabieg uwagi.

Bo „The Shore Up In The Sky” brzmi, jakby spotkały się tutaj wszystkie inspiracje Petera i wspólnymi siłami wypuściły wspólny, naprawdę udany album. Z jednej strony Peter J. Birch jest trochę Daxem Riggsem z Acid Bath – brudne dźwięki prosto od doświadczonego muzyka. Z drugiej właśnie Thomem Yorke – zwłaszcza ze względu na eklektyczność tego wydawnictwa. Kolejnych nawiązań można tak wymieniać i wymieniać, co nie będzie żadnym przytykiem w stosunku do Bircha. Po prostu jego twórczość jest na tyle dojrzała, że potrafi kierować się inspiracjami, a nie zrzynać, co jest bardzo wielkim atutem.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...