music is ... muzyka z najlepszej strony.

Everything Everything: „Teksty wychodzą z ciemnych przestrzeni naszego życia, więc muzyka powinna pasować”

Everything Everything / mat. prasowe

Everything Everything / mat. prasowe

Everything Everything na koncie mają trzy studyjne albumy i uwielbienie fanów. Wydany w tym roku „Get To Heaven” to swoisty zwrot w karierze zespołu. Poruszane tematy są bardzo ważne dla ekipy, a stworzenie brzmienia, które będzie głębsze nie tylko metaforycznie, okazało się niemałym wyzwaniem. 1 grudnia zespół wystąpi w Warszawie, w związku z czym o przeszłości, o „Get To Heaven” właśnie i o polskich fanach rozmawiałem z Jeremym Pritchardem, basistą Everything Everything.

Niedługo przyjeżdżacie do Polski promować swój nowy album – jakie są Twoje skojarzenia z naszym krajem?

Jeremy Pritchard, Everything Everything: Hmm, pierwsze co mam w głowie to że będzie to nasza trzecia wizyta w Polsce. Najpierw wystąpiliśmy w Krakowie na Coke Live!, później w Łodzi przez Muse. Ten koncert będzie naszym pierwszym prawdziwym klubowym koncertem, więc nie możemy się doczekać. Poza tym nigdy nie widzieliśmy Warszawy, a dużo o niej słyszeliśmy.

W takim razie co lubicie bardziej – festiwale czy klubowe koncerty?

Everything Everything: To dwie bardzo różne dyscypliny. Wiesz, jestem zawsze bardziej podekscytowany grając klubowe koncerty, bo grasz dla swoich fanów, oni zazwyczaj znają wszystkie Twoje utwory na pamięć i doświadczenie tego to jedna z najlepszych rzeczy na świecie. Grając na festiwalach publiczność jest czasami pobłażliwa wobec Ciebie. Co więcej festiwale to zazwyczaj o wiele większe przedsięwzięcia, a tłum jest bardzo zaskakujący. Nigdy nie wiesz ilu fanów zostanie do końca Twojego koncertu – przecież każdy chce iść gdzieś indziej.

Nie wiem czy pamiętasz, jeśli nie to czy słyszałeś, ale wśród artystów panuje przekonanie, że polscy fani to jedni z najlepszych fanów na świecie. Wszyscy chwalą nas za zachowanie na koncertach.

Everything Everything: Tak, pamiętamy i dlatego nie możemy doczekać się wizyty w Warszawie. Podczas naszej trasy z Muse nauczyliśmy się, że im dalej na wschód, tym lepsze koncerty i publika. Mam nadzieję, że niedługo będziemy grać więcej koncertów właśnie we Wschodniej Europie.

To prawdziwy komplement, dzięki!

Everything Everything: (śmiech) Skoro już tak schlebiam polakom to powiem to, a co. Kiedy supportowaliśmy Muse w Europie, koncert w Łodzi był najlepszym koncertem podczas tamtej trasy. Byliście świetni.

To naprawdę miłe, dzięki! Porozmawiajmy teraz o Waszym ostatnim albumie. „Get To Heaven” to już trzeci krążek w dorobku Everything Everything. Czy czuliście jakąś presję podczas pracy nad tym albumem?

Everything Everything: Nie do końca. To znaczy było ciężej. Presja była, ale nie mówiliśmy o niej na głos. Każdy z nas czuł, że zawiesiliśmy sobie wysoko poprzeczkę i chcieliśmy temu sprostać. Więc tak, presja była, ale wychodziła od członków zespołu, a nie od fanów czy wytwórni. To był na pewno najtrudniejszy album do stworzenia. Poza tym utrzymanie balansu pomiędzy trudnymi tematami a zachowaniem przyjemności ze słuchania też nie należało do najłatwiejszych. Ale uważam, że udało nam się w o wiele bardziej przekonujący sposób niż zakładaliśmy.

Dlaczego?

Everything Everything: Wydawało mi się, że zasmucimy ludzi pokazując im co zrobiliśmy na „Get To Heaven”. A stało się coś odwrotnego. Myślę że to dobrze świadczy o wszystkich. O nas, że zrobiliśmy to co zrobiliśmy i o fanach, że zrozumieli nasz zamysł, zgodzili się z nim i go pokochali.

Na albumie poruszacie dużo ‚globalnych problemów’. Nie obawialiście się, że to za ciężkie tematy i ludzie nie będą chcieli tego słuchać?

Everything Everything: Tak, baliśmy się, nie wiedzieliśmy czy ludzie chcą się z tym zmierzyć, czy ludzie zrozumieją nasze teksty prawidłowo – chociażby przemoc. Do tej pory nikt nas źle nie zrozumiał, z tego co mi wiadomo, a to dobrze. O to chodziło!

„Get To Heaven” brzmi głębiej niż dwa poprzednie albumy – ma się wrażenie, że poświęciliście bardzo dużo uwagi przy produkcji każdego z utworów. Dlaczego?

Everything Everything: Muzyka na „Get To Heaven” to paradoksalna odpowiedź na teksty. Teksty wychodzą z ciemnych przestrzeni naszego życia, więc muzyka powinna pasować, nie chcieliśmy żeby nagle była ona lekka i kolorowa. Muzyka zawsze powinna pasować do tekstów i wydaje mi się, że to dzisiejszy problem wielu artystów. Z drugiej strony uwielbiamy grać na żywo, więc nie chcieliśmy, żeby było zbyt mrocznie, bo to nie był zamysł tego albumu. Refleksja, zrozumienie i zmierzenie się z problemami – o to chodziło. Podczas promowania drugiego albumu koncerty były delikatne. Teraz chcemy żeby było mocniej.

To znaczy, że jaka będzie trasa promująca „Get To Heaven”?

Everything Everything: Inna. Lepsza? Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Ale promując „Arc” dużo utworów nie nadawało się do grania na żywo. Delikatność – pamiętasz? Teraz podczas „Get To Heaven” tour nasza setlista zawiera WSZYSTKIE numery z tego albumu. Chcieliśmy stworzyć album, który nie będzie brzmieć dobrze tylko w odtwarzaczu, ale i na żywo.

To znaczy, że wszystkie utwory, które stworzyliście pracując nad „Get To Heaven” trafiły na album?

Everything Everything: Tak! To znaczy powstało ich o kilka za dużo, dlatego te nadprogramowe trafiły na edycję Deluxe do serwisów streamingowych i jako B-side’y. Oczywiście mieliśmy więcej pomysłów – około 30 – ale w drodze naturalnej selekcji skupiliśmy się tylko na najlepszych.

Patrząc trochę w przeszłość – czy zawsze chcieliście tworzyć taką muzykę, którą teraz promujecie pod szyldem Everything Everything?

Everything Everything: Poznałem Johna na uniwersytecie i wiedziałem, że jest utalentowany. Robił dokładnie to samo co ja, lubił to co ja, byłem zachwycony jego talentem. Myślałem, że moglibyśmy robić to co chcemy, kiedy znajdziemy odpowiednich ludzi. Każdy z nas wniósł do zespołu potrzebny element, bez którego nie brzmielibyśmy tak jak teraz. Ale wracając do pytania – tak właśnie taką muzykę zawsze chciałem tworzyć i jestem dumny, że mi się to udaje.

W takim razie jak opisujecie swoją muzykę? Bo ostatnimi czasy powstało wiele elektronicznych zespołów, powoli robi się ciasno.

Everything Everything: Nie nie nie. Nie dajemy sobie tagów. Jesteśmy zespołem. Tyle. Nie ważny jest dla nas styl. Naturalne dla nas jest odizolowanie się od gatunków. My, nasza muzyka to Everything Everything. Kropka.

Dziękuję za rozmowę.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...