music is ... muzyka z najlepszej strony.

Fismoll

Fismoll Box Of Feathers

data wydania: 2015-06-29
wytwórnia: Nextpop

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 5 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Kiedy Fismoll debiutował w 2013 roku niemal na starcie zapewnił sobie miejsce wśród czołówki najzdolniejszych muzyków młodego pokolenia. „At Glade” rozstroiło głowy i serca wielu słuchaczy, pozostawiając w nich melodie, do który wciąż się wraca. Podobne nadzieje pokładano w „Box of Feathers”, który według zapowiedzi miał być albumem dojrzalszym, bardziej świadomym, pełnym przemyślanych dźwięków. I jest.

Choć krążek zawiera jedynie 8 kompozycji, wydawać by się mogło, że Fismoll zawarł w nim maksimum treści, którą na ten moment chciał przekazać. To, co daje się zauważyć już przy pierwszym przesłuchaniu albumu, to mocniej zaakcentowane dźwięki poszczególnych instrumentów. Samo instrumentarium w zasadzie nie zmieniło się wcale. Już pod koniec otwierającego płytę „Eager Boy” dostajemy wyróżniającą się solówkę gitarową, która zapowiada więcej eksperymentów. Następujące później, wielowarstwowe „Tales” to jeden z dwóch najbardziej wyróżniających się utworów. Oparty w głównej mierze, na delikatnej i przestrzennej zarazem gitarze akustycznej i zaśpiewany w taki sposób, jakby w te 5 minut trzeba było powiedzieć o wszystkim i wyrazić każdą emocję.

„Cracking Ground” to kolejne wyjątkowe piórko w tym pudełku. Ascetyczny, zbudowany na jednostajnym brzmieniu gitary utwór, otulony pojedynczymi dźwiękami instrumentów smyczkowych. Spośród reszty wyróżnia go zawarty w nim ładunek emocjonalny – trochę przytłaczający, zagęszczony smutkiem i przy tym totalnie poruszający. To dowód na to, że Fismoll z każdą kolejną kompozycją coraz umiejętniej operuje emocjami i potrafi wyrazić je przy użyciu najprostszych dźwięków. Potwierdza to również zamykający krążek utwór „Matricaria”, czyli z łacińskiego rumianek. Łagodzi, uspokaja i stawia mocną kropkę na końcu.

Fismoll nie odcina się jednak od przeszłości i wraca do swojego debiutu. „Let Me Breathe My Sigh” koresponduje z pierwszą płytą i utworem o niemal bliźniaczym tytule. W ten sposób muzyk przeobraża swoje emocje i pokazuje je w nieco zmienionej formie. Dużo tu smyczków, nostalgicznych melodii i charakterystycznego już dla tego artysty sielankowego klimatu.

„Box of Feathers” choć z definicji zamknięte, ma w sobie dużo przestrzeni. Akustyczne brzmienie tej płyty sprawia wrażenie lekkości, daje nieograniczone możliwości interpretacji i otwiera na doznania. Fismoll nie robi milowego kroku w swojej twórczości, bo wcale nie musi. Skupia się na tym co wychodzi mu najlepiej, czyli tworzeniu szczerych piosenek. Co prawda album ten traci na wyrazistości w zestawieniu z debiutem i brakuje mu mocniejszych akcentów, ale wciąż tworzy spójną całość, która komponuje się ze sobą w każdym momencie jej trwania. Daje słuchaczowi wystarczająco dużo czasu na doświadczenie i przemyślenie każdego dźwięku, bez zbędnego pośpiechu. Życzyłabym sobie więcej tak świadomych artystów i albumów, które przy użyciu minimalnych środków wyrażają maksimum treści.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...