music is ... muzyka z najlepszej strony.

IAMX wystąpił w Stodole

IAMX / mat. prasowe

IAMX / mat. prasowe

Kiedy w 2013 roku cała planowana wówczas trasa koncertowa została odwołana, fani Chrisa Cornera mieli powody do obaw. Problemy zdrowotne wokalisty IAMX pokrzyżowały plany zarówno koncertowe, jak i wydawnicze grupy, na długo wyłączając ją z życia muzycznego. Na szczęście wszystko wróciło do normy i 30 listopada zespół przyjechał do Warszawy, aby zagrać jedyny na tej trasie koncert w Polsce promujący najnowsze wydawnictwo „Metanoia”.

Już w drodze do klubu można było zauważyć, że to wydarzenie nie będzie jednym z wielu, jakie odbywają się w Stodole. W kolejce do wejścia ustawili się najwierniejsi fani grupy w charakterystycznych cekinowych marynarkach, obsypani brokatem, którego w stylistyce IAMX nie brakuje.

IAMX po raz kolejny zmienił skład i tym razem Corner pojawia się na scenie w towarzystwie znanej już Janine Gezang oraz Sammi Doll i Jona Siren, którzy do zespołu dołączyli całkiem niedawno i od razu wpasowali się w mroczny klimat grupy nie ustępując ani na krok energią reszcie. Koncert otworzyła przedostatnia płyta „The Unified Field” utworem „I Come with Knives”, który potwierdził dobrą formę wokalisty oraz wyjątkowe porozumienie między muzykami. Elektryzujące partie syntezatorowe i pulsująca perkusja nadają rytm ich występom, angażując odbiorców już od pierwszych dźwięków.

Występ był częścią trasy „Metanoia Tour”, więc nie mogło zabraknąć sztandarowych utwór z najnowszej płyty: „Happiness”, „Oh Cruel Darkness Embrace Me” czy „No Maker Made Me”, równie dopracowanych, jak na płycie. IAMX nie zapomniał też o klasykach i zaserwował kilka koncertowych petard, jak „Spit It Out” wykonane w zupełnie nowej i łagodniejszej wersji, „Mercy”, „Tear Garden” oraz odśpiewane wspólnie z publicznością „Nightlife”.

Jak zwykle charyzmatyczna Janine przez cały koncert prowadziła z publicznością swojego rodzaju flirt, któremu publiczność poddawała się bez najmniejszego oporu. Dużo w tym energii, intensywności i dusznych, tak bardzo charakterystycznych brzmień. Grupa wciąż świetnie łączy poruszające piosenki z mroczną i taneczną zarazem elektroniką, nadal utrzymując je w podniosłym, patetycznym klimacie, który jednocześnie jest ich największym atutem.

Najlepszym tego dowodem jest niezwykle emocjonalne „I Am Terrified” czy surowe „Kiss and Swallow” zagrane na bis z udziałem publiczności, którą muzycy postanowili zaprosić na scenę. Głód muzyki IAMX i wyczekiwanie tego koncertu dało się zauważyć niemal na każdym kroku. Długo oklaskiwany zespół postanowił wrócić jeszcze na chwile, by jako ostatni tego wieczoru utwór zagrać „Bring Me Back a Dog”. Chris po tym wielokrotnie dziękował, podkreślając radość z powrotu do Warszawy.

IAMX przyzwyczaili nas do występów na najwyższym poziomie, pełnych dobrej muzyki, energii, tańca i brokatu. Tym razem nie było inaczej. Pozostaje mieć nadzieje, że muzycy utrzymają dobrą formę i nie skończą swojej promocyjnej trasy na jednym koncercie w naszym kraju.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...