music is ... muzyka z najlepszej strony.

sztok

Sztokholm Dźwięk. Miłość. Pulsujące światło EP

data wydania: 2015-11-17
wytwórnia: DIY

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 1 głos
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Natknąłem się na nich po raz pierwszy jakiś dobry rok temu. I w całym tym obecnym zalewie przeciętnej elektroniki, wyjątkowo podeszli mi do gustu. Elektronika to dobre słowo – bity to typowe techno patenty, instrumenty budują klimat fajnego electropopu, a wokale ten pop biorą od strony indie (swoją drogą maniera wokalisty bardzo przypomina Zabrockiego, który to wydał w tym roku świetną płytę). Na szczęście mało to eklektyczna mieszanka – bo choć czerpią z naprawdę wielu wzorców (przejrzyjcie fanpage i wywiady, lista inspiracji jest naprawdę szeroka), to materiał wychodzi im bardzo spójny.

EP-kę „Dźwięk. Miłość. Pulsujące światło” otwiera „Niepewnie#2″, najbardziej przyjemny i popowy track na płycie, kojarzący się bardzo z Zabrockim właśnie. Na pierwszym planie jest tu wokal (świetna linia!) i główną rzeczą zwracającą uwagę jest brak fałszy. Jak miło, gdy młody zespół zabiera się za wszystko porządnie, łącznie z oddaniem roli wokalisty osobom, które śpiewać potrafią. Tendencja ta jest podtrzymana zresztą i na reszcie krążka, a dodatkowo „Szkło” ma naprawdę świetny tekst. To zresztą utwór z ogromnym potencjałem. Utwór, który mógłby rządzić zarówno w klubach jak i na nocnych radiowych pasmach.

Bo to w ogóle bardzo nocne wydawnictwo jest (to znaczy, że lepiej mieć je ze sobą nocą na słuchawkach, niż po południu na plaży). Doskonale pokazują dwa kolejne utwory – „Skit” i zamykające EP-kę prawie 10-minutowe „Miejsca”. Ten drugi numer najbardziej wpada w szufladkę techno, a „Skitem”, przywołującym na myśl Kamp!, mogliby uczyć starszych kolegów sposobów, w jaki budować napięcie. A jednak w tym połączeniu french house’u, techno, electropopu, chillwave’u brakuje jednej rzeczy – zapamiętywalności. Bo mimo wszystkich plusów tej EP-ki (wokale, aranże, kompozycje) brakuje tutaj motywów, które całymi dniami nie będą mogły wyjść z głowy. Tymczasem tylko główny motyw „Miejsc” i wokale z „Niepewnie#2″ potrafią o sobie przypomnieć.

Niemniej jednak warsztat jest – zarówno ten kompozytorski, jak i instrumentalny. Jest również świetny debiut, który z pewnością otworzy im wiele furtek. Nie będę więc wróżył chłopakom ze Sztokholmu nie wiadomo jakiej kariery, bo sami doskonale wiedzą, ile jeszcze pracy ich czeka na tym etapie. Jednak biorąc pod uwagę ciągły progres i tak fajny materiał, jakim jest „Dźwięk. Miłość. Pulsujące światło”, myślę, że coraz większe sceny przed nimi. I jeśli tylko na tej drodze się nie poddadzą, to będą mogli być w tym miejscu, w jakim teraz jest flagowa kapela z Brennnessel. Pozostaje więc tylko pracować nad nowymi numerami. A nam – jeszcze bardziej kibicować.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...