music is ... muzyka z najlepszej strony.

Abandoned Stories EP / mat. prasowe

Fismoll Abandoned Stories EP

data wydania: 2015-12-04
wytwórnia: Nextpop

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 9 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Arkadiusz Glensk, znany też jako Fismoll, nie potrafi długo wytrzymać bez tworzenia i udostępniania muzyki. Chociaż w czerwcu ubiegłego roku ujrzał światło dzienne jego drugi album, „Box of Feathers”, to już niecałe pół roku po jego premierze poznaniak uraczył wszystkich EP-ką „Abandoned Stories”. Tytuł jest adekwatny do zawartości – na minialbumie znalazło się pięć utworów, stworzonych podczas prac nad obiema płytami.

Na EP-ce znajduje się dosyć już leciwy „Herbs Overblown”, który pojawił się w sieci w połowie 2012 roku. To nieśpieszny mariaż gitary i miarowego bębnienia, do którego w pewnym momencie dołączają smyczki (dwie pary skrzypiec, altówka i wiolonczela). Wokal pojawia się na krótko i brzmi bliźniaczo podobnie do Justina Vernona z Bon Iver. Jednak szybko wypiera go gitara elektryczna, niby pozostająca za ścianą smyczków, a jednak prowadząca kompozycję niemal do końca. „April Sun” to instrumentalnie typowo fismollowy utwór, z rozedrganą wiolonczelą, wyeksponowaną gitarą i ledwo słyszalnymii bębnami. Jednak Arek śpiewa jakoś inaczej, cieplej i odmiennie niż na wcześniejszych płytach. Dopiero końcówka jest bliźniaczo podobna do „Soldier”, z wyśpiewanymi sylabami i głośniejszym dźwiękowym tłem.

I o ile „April Sun” najlepiej pasowałoby do „Box of Feathers”, to już kolejne  – „Skin” – wydaje się być żywcem wyrwane ze środka „At Glade”. Podobny klimat, w którym prym ponownie wiedzie wiolonczela, a śpiew zdaje się graniczyć z szeptem, niczym ze słów romantycznej kołysanki. Z tej trójki najciekawiej instrumentalnie wypada „Forget What She Said”. Gitara kreująca stały rytm, druga – dodająca smaczków, wiolonczela – niby uporządkowana, a jednak czasem rwąca tempo i w końcu perkusja, uderzająca dopiero w końcowej części. Nie bez znaczenia jest też tekst, bo chociaż (jak to zazwyczaj u Fismolla) mówi o miłości, to w jakiś uduchowiony, odmienny niż u innych artystów sposób.

Jest też pierwszy utwór Fismolla po Polsku. Fani długo czekali na moment, aby w końcu usłyszeć ulubiony wokal Arkadiusza w polskiej kompozycji, ale efekt przeniósł najśmielsze oczekiwania. Miękki śpiew brzmi w „Jaśnieniu” jeszcze bardziej dosadnie niż w utworach angielskich. I chociaż muzycznie kompozycja wydaje się nie przecierać żadnych nowych szlaków, za sam wokal, poetycki tekst i chęć poszukiwań czegoś nowego, należy się ogromny plus. Jak widać, nie tylko Julia Marcell w niedawnym „Andrew” zadała kłam twierdzeniu, że po polsku nie da się śpiewać.

Grafikę na okładkę tego minialbumu stworzył Jędrzej Guzik, przyjaciel Glenska. Przedstawia ona pięć zapałek: cztery z nich są nadpalone, o nieregularnych kształtach, a jedna wygląda na w ogóle nie używaną. Tak samo jest z premierowym materiałem Fismolla. Możemy albo rozkoszować się udanym, ale nieco nadpalonym i wyeksploatowanym już brzmieniem, albo rozpalić ogień nadziei na nieco lepsze i zaskakujące nagrania w przyszłości, których zwiastunem jest utwór „Jaśnienie”. Niemniej ten zestaw okazuje się udanym wydawnictwem i miłą niespodzianką dla fanów poznańskiego songwritera.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...