music is ... muzyka z najlepszej strony.

Lari Lu i Milky Wishlake zahipnotyzowali Open Stage

Lari Lu // fot. Karo Lewandowska

Lari Lu // fot. Karo Lewandowska

Dawno nie byłam na koncercie gdzie support tak cudownie wprowadził w klimat gwiazdy wieczoru, i gdzie dwie odrębne artystyczne dusze tak idealnie dopełniły się muzycznie. Ubiegły piątek zdecydowanie należał do pięknej Lari Lu i zdolnego Milky Wishlake, którzy wystąpili w warszawskim klubie Stodoła.

Milky Wishlake od dawna był na liście moich „must see live”, a trafił na nią zaraz po tym jak oczarował mnie jego kawałek pt. „Sayaka”. Co prawda raz udało mi się już wcześniej trafić na jego koncert, ale okazał się być zupełnym niewypałem. Nie było to winą artysty, a raczej miejsca i jego atmosfery. Wymazałam tamten wieczór z pamięci i czekałam na dzień, kiedy miejsce i czas pozwolą mi nacieszyć się w pełni muzyką tego zdolnego chłopaka. Tym razem nie było zawodu – wręcz przeciwnie. Nowe kawałki, które znajdą się na debiutanckim krążku Milky Wishlake brzmią na żywo fenomenalnie, a te, które już są znane stopniowo rozbujały nieco nieśmiałą z początku publiczność. Było słychać, że starsze kompozycje zostały delikatnie odświeżone. Największą owację wywołały pierwsze dźwięki kawałka „Dancer”, które na dobre rozbujały ludzi zgromadzonych pod sceną. Jeżeli chodzi zaś o minusy – tych brak, szkoda tylko, że koncert był taki krótki, bo mocno rozbudził apetyt na więcej. Miłym dopełnieniem był przedpremierowy pokaz klipu do utworu „Nie ma nas”, który promuje nadchodzące wydawnictwo. Swoją drogą płyta ma na sklepowe półki trafić w lutym – nie przegapcie, warto mieć na swojej półce.

Po świetnym muzycznym wprowadzeniu przyszedł czas na gwiazdę wieczoru, czyli Lari Lu. Ledwie zgasły światła, a pod sceną zrobiło się znacznie ciaśniej. Pod enigmatyczną nazwą Lari Lu kryje się Anna Józefina Lubieniecka, którą niektórzy mogą kojarzyć z Varius Manx oraz z dwójkową Szansą na Sukces. Lari Lu to jej nowe wcielenie, w którym – trzeba to przyznać – najbardziej Ani do twarzy. W momencie ukazania się debiutanckiej płyty pt. „11″ oczy dziennikarzy muzycznych i co najważniejsze – miłośników polskiej muzyki – skierowały się w stronę Lubienieckiej i to nie bez powodu. Wydany przez nią album zebrał świetne recenzje dzięki muzycznej świeżości i intrygujących polskojęzycznych tekstach. W piątkowy wieczór „11″ zabrzmiał na żywo na deskach warszawskiej Stodoły. Tu Anna Józefina Lubieniecka udowodniła dwie rzeczy – na żywo jej muzyka ma jeszcze większą siłę rażenia niż w wersji studyjnej, a sama Anna w końcu jest kompletną artystką, która przestała się miotać pomiędzy zupełnie nie swoimi projektami, pokazując ile ma tak naprawdę do powiedzenia. To, że Lari Lu będzie wokalnie świetnie brzmieć na żywo było absolutnym pewniakiem, ale nie obyło się bez zaskoczeń. Największym była ogromna charyzma wokalistki, której scena jest żywiołem – Lari Lu tańczyła, zatapiała się w dźwiękach i przenosiła siebie oraz wszystkich zebranych w Stodole fanów w zupełnie inną rzeczywistość. Mocnym punktem był występ gościa specjalnego Yoachima, który wraz z Lubieniecką zaprezentował cover Moloko. Pięknie wyśpiewane emocje dopełnione świetnymi aranżami – pełniejszymi niż na albumie i bardziej wyrazistymi – czego chcieć więcej?

Zarówno muzycznie jak i emocjonalnie to był niezwykle intensywny w przeżyciu wieczór. Dawno nie byłam na takim koncercie, gdzie nic, absolutnie nic nie zakłócało cudownej atmosfery stworzonej przez artystów. Wstyd się przyznać, ale nie licząc pobieżnego przesłuchania albumu Lari Lu gdzieś zaraz po premierze to było moje pierwsze spotkanie z jej twórczością. Dobrym znakiem jest to, że od piątku jej płyta nie opuszcza mojego odtwarzacza.

Galerię zdjęć z koncertu znajdziecie tutaj.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...