music is ... muzyka z najlepszej strony.

Not To Disappear

Daughter Not To Disappear

data wydania: 2016-15-01
wydawnictwo: 4AD

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 14 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Wszystko rozpoczyna „New Ways” – snujący się i pachnący jesienią utwór. I zgodnie ze swoim tytułem przynosi nowe, nie tyle hałaśliwe, co wyraźnie przestrzenne gitary, które w pewnym stopniu zmieniają oblicze Daughter. Następujący po nich coraz śmielszy, bardziej wyrazisty wokal i poszerzanie instrumentalnego wachlarza daje nadzieję, że reszta płyty nie zmieni się w kolejną mało ekscytującą, bazującą tylko na melancholii i wszechobecnym smutku kopię debiutu zanurzoną w indie hipsterskim opakowaniu. Tak się nie dzieje, co ostatecznie cieszy, bo „Not To Disappear” dostarcza paru ciekawych spostrzeżeń.

Zmienia się sam charakter tworzenia kompozycji. A te, choć dalej bazują na swojej balladowości, coraz śmielej oddalają się od emocjonalnego zamknięcia i depresyjności. Liczne momenty ożywienia i sprawnie budowane napięcie pozwalają myśleć, że Daughter wreszcie pozbyli się swojego jednego, nieznośnie powtarzalnego patentu na piosenki. „Numbers” działa więc już nieco inaczej niż rozpoczynający album poprzednik utrzymując w odpowiednich ryzach dopełniające swoje partie instrumenty. Gitarowo-perkusyjno-klawiszowe współgranie nie zagłusza flegmatycznego (choć na tej płycie zdecydowanie bardziej zdecydowanego i urozmaiconego) wokalu Eleny Tonra, a jednocześnie całość jest na tyle ożywcza i typowo dla zespołu posępna, że zdaje się czarować o wiele lepiej niż na niegdyś.

Jeszcze inaczej do sprawy pobudzenia podchodzi „Doing the Right Thing”, od razu podkręcając tempo. Na więcej hałasu pozwala sobie „To Belong”, jednak największym zaskoczeniem zostaje wyjątkowo punkowy jak na tę konwencję, niespełna trzyminutowy „No Care”. Sprawa czasu trwania też jest tu ważnym czynnikiem, bo pośród cztero-pięciominutowych kompozycji zdarzają się momenty pewnego zmęczenia, które na szczęście są natychmiast łagodzone. Do kategorii nagród za parę niezbyt żarliwych momentów wpisuje się magnetyczna „Fossa”, która czerpiąc z folkowo-popowej stylistyki, jednocześnie przetwarza się w post rockową zabawę gitarami.

Te zaskakujące wypady brzmią jeszcze ciekawiej, gdy pomyśleć, że oprócz podkreślanych już wcześniej wokalnych podobieństw do Cocteau Twins, na „Not To Disappear” czuć pewne odniesienia do okresu lat 90. (ja osobiście nie mogę się pozbyć dziwnej koneksji z mniej popowym The Cranberries). Można się więc tylko zastanawiać nad tym, na ile ten rozwój kompozycyjny i odpowiednie rozłożenie akcentów jest zasługą pracującego z nimi Nicolasa Vernhesa, a na ile świadomie i cierpliwie Daughter wypracowywali formułę tego albumu.

„If You Leave” miało pewne przebłyski, ale nigdy w pełni nie sprawdziło się jako całościowy zestaw utworów. Tutaj ten problem jest wyraźnie mniejszy. Jednak wyznacznikiem niejakiego sukcesu w tym wypadku będzie to, czy sięgając po „Not To Disappear” za jakiś czas moja nowopowstała sympatia do trio będzie podobna, czy też okaże się, że w tej ocenie zadziałał styczniowy muzyczny niedosyt. Z następnym wydawnictwem może być więc lepiej – na tyle, aby ostateczna ocena dokonań Daughter nie musiała być tak naciągana i niepewna.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...