music is ... muzyka z najlepszej strony.

Night Thoughts

Suede Night Thoughts

data wydania: 2015-01-22
wytwórnia: Warner Music

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 4 głosy
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Rok 2016 zapowiada się jako rok ważnych albumów ważnych postaci. Zaczęło się od „Blackstar” – prawdziwego dzieła sztuki autorstwa nieodżałowanego Davida Bowie, wkrótce potem dostaliśmy właśnie „Night Thoughts”, a w kolejce czekają nowe wydawnictwa PJ Harvey, Animal Collective, Massive Attack i Primal Scream. Jeśli każdy z tych wykonawców stanie na wysokości zadania w tym stopniu w jakim zrobił to mistrz Bowie oraz Suede, to czeka nas wyjątkowy rok po brzegi wypełniony wybitną muzyką.

Grupa Bretta Andersona trzy lata temu zaliczyła triumfalny powrót do świata żywych, który szedł w parze z powrotem do formy. W wywiadach do tej pory wspominają jakim stresem było dla nich nagrywanie „Bloodsports” i jak bardzo zależało im na tym aby wyszło dobrze. Tym razem wychodząc z założenia, że swoje udowodnili tamtym krążkiem, nagrywali na luzie delektując się swoją ugruntowaną pozycją na rynku muzycznym. Wyszło nie gorzej niż poprzednio, a kto wie czy miejscami nie lepiej.

„Night Thoughts” towarzyszy film Rogera Sargenta, uznanego fotografa brytyjskiej sceny muzycznej – i chociaż album broni się sam w sobie, to zilustrowanie go w takiej formie dodaje mu spójności. Jeden ciągły obraz zamiast kilku oderwanych od siebie klipów przemawia na wyobraźnię zupełnie inaczej, a poza tym najnowsze wydawnictwo Suede aspiruje do miana koncept albumu. Piosenki płynnie przechodzą jedna w drugą, płyta ma wyraźny początek oraz prawdziwe zakończenie, dodatkowo otwierający ją utwór pojawia się jeszcze raz, tuż przed końcem. Nie ma tu nieprzemyślanych ruchów, a poszczególnych kawałków nie da się słuchać osobno. Zespół podkreśla, że ich ambicją było stworzenie old schoolowego albumu właśnie pod względem formy, czegoś co przeciwstawi się szaleńczemu pędowi w jakim żyjemy i sprawi, że na godzinę oderwiemy się od świata zewnętrznego aby poświęcić się lekturze ich krążka wraz z filmem.

Przy okazji pisania utworów na ten album zespół pozwolił sobie na trochę więcej wolności i eksperymenty z formą. Króciutkie „Pale Snow” to bardziej nastrój niż konkretna melodia, a „What I’m Trying to Tell You” zawiera niemalże teatralny monolog Bretta Andersona, który dotychczas używał swojego głosu wyłącznie do śpiewania. Kolejnym z ciekawych eksperymentów jest „Learning to Be”, które zamiast formy konkretnej piosenki pełni funkcję mostu łączącego rozbuchane „Tightrope” z „Like Kids”, prostym, indie-rockowym kawałkiem, który jest ukłonem w stronę czasów „Trash”. Duchy starego Suede kryją się również w „Outsiders” – zarówno pod względem kompozycyjnym jak i lirycznym, bo piosenka jest hymnem dla tytułowych outsiderów, tych samych o których Anderson śpiewał w „Trash” i „Beautiful Ones”.

Suede od zawsze mają szczęście do gitarzystów. Po odejściu Bernarda Butlera wielu fanów z pewnością nie wyobrażało sobie zespołu bez niego, ale faktem jest, że to z Richardem Oaksem nagrali swoje najlepsze albumy. Na „Night Thoughts” Oakes daje pokaz swoich możliwości grając rozdzierające solówki w „I Don’t Know How to Reach You”, partnerując wokalowi Andersona w przejmującym „Tightrope” gdzie swoimi riffami umiejętnie podkreśla każdą frazę wyśpiewaną przez kolegę. Na tym krążku Suede są po prostu sobą – niestrudzonymi romantykami uwielbiającymi dramatyczne teksty i przejmujące gitarowe solówki. Ale pojawia się coś jeszcze bardziej dodającego dramaturgii, a mianowicie smyczki. Takiego ładnego wprowadzenia nie miał jeszcze żaden ich album: dźwięki orkiestry stopniowo zwiększają swoje natężenie, aby w końcu wybuchnąć z całym impetem i ropocząć „When You Are Young”. Przesiąknięty nostalgią kawałek opowiada o złotych czasach młodości, co później wyraźnie kontrastuje z jego gorzką wymową.

Oczywiście jeśli ktoś nie polubił Suede za dawnych czasów to małe szanse na to, że polubi ich teraz. Oni wciąż są niepoprawnymi sentymentalistami, którzy balansują na granicy kiczu z racji swojego uwielbienia dla rozdmuchanych aranżacji i dramatycznych wokali. Faktem jest jednak, że „Night Thoughts” trzyma w napięciu od początku aż do samego końca, ma momenty niepohamowanej radości jak i te bardziej refleksyjne, pisane z perspektywy blisko pięćdziesięcioletniego mężczyzny, który niejedno przeszedł w życiu. Końcówka w postaci niemalże hymnu, jakim jest „The Fur & The Feathers”, pozostawia nas w optymistycznym nastroju, rozmyślających – tak jak ujął to Brett Anderson – o nieustannej pogonii za miłością.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...