music is ... muzyka z najlepszej strony.

Hymns

Bloc Party Hymns

data wydania: 2016-01-29
wytwórnia: BMG Rights Management

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 5 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

W 2005 roku, kiedy Bloc Party zadebiutowali „Silent Alarm”, z miejsca stali się gwiazdami i nadzieją brytyjskiej sceny indie-rockowej. Posiadali wtedy niezwykłą lekkość grania, łączyli gitarową tradycję z tanecznym rytmem, a każdy kawałek był materiałem na przebój. W tym czasie ciężko było znaleźć kogoś kto nie tańczył do „Banquet” i nie podśpiewywał zaraźliwego jego refrenu. Formy starczyło im jeszcze na „A Weekend in the City” i na tym ich dobra passa się skończyła. W międzyczasie rozpoczęła się oszałamiająca kariera Arctic Monkeys, którzy tej kreatywności nie stracili do dziś, i podczas kiedy zespół Alexa Turnera awansował do grona kapel kultowych, spójność Bloc Party się posypała.

Zachciało im się elektroniki, więc nagrali apokaliptyczne, rave’owe „Mercury”, ale zabrakło konsekwencji i ostatecznie „Intimacy” wypadło nijako. Po dłuższej przerwie powrócili w znacznie lepszym stylu porzucając lekkie, taneczne brzmienia na rzecz ciężkich riffów, ale problemy personalne spowodowały zawieszenie działalności na kilka lat. Kiedy zaczęli na nowo tworzyć okazało się, że świeża krew w postaci nowego basisty i młodziutkiej perkusistki nie pomogła, „Hymns” jest do bólu przeciętnym krążkiem, prawie bez przebojów i melodii, które zostałyby w pamięci na dłużej.

W wywiadzie dla Annie Mac Kele Okereke powiedział, że premierowy materiał będzie zupełnie inny od tego co Bloc Party prezentowali do tej pory. Nic bardziej mylnego – nowe kawałki nie pachną nowością, ale raczej tym co było przed „Four”, tylko że już bez błysku i bezpretensjonalności cechujących wczesny materiał.

Tytuł „Hymns” nawiązuje do tematu religii, który przewija się przez cały album. Niestety w parze z przeciętną muzyką idą również niezbyt zgrabne teksty, obfite w trochę przyciężkie i zbyt oczywiste metafory. W „Different Drugs” Okereke skarży się na nieporozumienia w związku sugerując, że wygląda to jakby on i jego kochanek wspomagali się różnymi substancjami odurzającymi zamiast jechać na tych samych. W „The Good News” porównuje się do ptaka, który nie śpiewa oraz słońca, które nie wschodzi z powodu odejścia ukochanego. To jednak nic w porównaniu do prawdziwej pościelówy jaką jest „Fortress”. Tekst tego kawałka jest tak dosłowny, że nie pozostawia wyobraźni słuchacza niczego do dodania – to tak, jak bliskie obcowanie z czyimś życiem intymnym wbrew swojej woli.

Chcąc jednak skupić się na pozytywach muszę wspomnieć utwór otwierający, a zarazem pierwszy singiel z tego albumu. „The Love Within”, który bardzo ładnie się rozwija i w momencie kiedy dochodzi do refrenu, górę bierze ciepłe brzmienie gitar przypominają się czasy świetności zespołu. Ciekawostką jest to, że w tym kawałku nie ma syntezatorów – jakkolwiek nieprawdopodobnie to brzmi, ten wściekły jazgot emitowany jest przez gitarę Russela Lissacka, który jest gorącym zwolennikiem różnych nowinek technicznych. „My True Name” z ciągle zapętlanym, charakterystycznym riffem i „Living Lux” kontynuują tradycję tych bardziej nastrojowych, kontemplacyjnych utworów Bloc Party. Szkoda tylko, że dynamika tego drugiego przez cztery minuty trwania pozostaje na tym samym poziomie, co powoduje lekkie uczucie niedosytu i niewykorzystanego potencjału. Potencjał z pewnością ma „Virtue”, w którym pobrzmiewają echa dawnych dynamicznych przebojów.

Na piętnaście utworów składających się na deluxe edition „Hymns”, zaledwie cztery lub pięć reprezentuje sobą przyzwoity poziom, a reszta tonie w bolesnej przeciętności i obezwładniającej nudzie. Bloc Party nie są w stanie zdecydować się w jakiej stylistyce czują się najlepiej, nie wychodzi im sztuka manewrowania pomiędzy klubowymi beatami a gitarami z gracją, jaką mają chociażby starzy wyjadacze z Primal Scream. Gubi ich brak spójności oraz, najzwyczajniej w świecie, brak chwytliwych melodii, które byłyby w stanie słuchacza oczarować. Który to już raz?

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...