music is ... muzyka z najlepszej strony.

ZEUS: „Nigdy nie kalkuluję, w którym kierunku pójdę. ”

Zeus / fot. A.Doroziński

Zeus / fot. A.Doroziński

Zeus, czyli Kamil Rutkowski to ceniony raper i producent muzyczny, obecny na rynku od 1998 roku. Wraz z Joteste współtworzy formację Pierwszy Milion. Zaczął od pierwszych mixtape’ów w bitewnym, ulicznym stylu zyskując wielu fanów na łódzkiej scenie. W 2008 roku wygrał ogólnopolski konkurs na rapowe demo roku zorganizowany przez magazyn WuDoo. Główną nagrodą było oficjalne wydanie – tak pojawił się znakomity LP „Co nie Ma Sobie Równych”, który przyniósł Zeusowi ogólnopolską sławę. Fantastyczne flow i chwytliwe, funkowe sample zdradzające fascynacje artysty soulem i czarnymi brzmieniami Ameryki stały się od tej pory znakiem rozpoznawczym Kamila. Przełomowym albumem w karierze była niewątpliwie płyta „Zeus. Nie Żyje”, który odniosła wielki sukces sprzedażowy i pokazała Zeusa jako rasowego beatmakera i rapera (tytuł płyty roku w wielu rankingach). Rok 2015 wypełniony był wieloma featuringami z przedstawicelami krajowej sceny hip-hopowej, a w październiku ukazał się długo oczekiwany nowy album „Zeus. Jest Super” utrzymany w lżejszej stylistyce.

W wywiadzie pytam Zeusa o potrzebę posiadania etykietki 100% hip-hop, refreny w rapie, flirty z muzyką taneczną, związki z łódzką sceną drum’n’bass, zwierzenia fanów i ich odbicie w piosenkach, wpływ „starej szkoły” oraz książek o rozwoju osobistym i stosunek do hejterów oraz Public Enemy…

Na swoim debiucie zapowiadałeś „Jeszcze Więcej” bitów, tekstów, koncertów. I słowa dotrzymałeś – to Twoja 5. oficjalna płyta…

Zeus: Tak, jest to kolejna płyta, na którą wyjątkowo długo trzeba było czekać – niemal 2 lata od poprzedniego albumu. Jak na mnie, to arcydługi okres. Płyta przechodziła bardzo wiele faz podczas powstawania. Byłem nawet o krok od zrobienia płyty podobnej muzycznie i tekstowo do „Zeus. Nie żyje”. Ale stało się inaczej. Cieszę się, bo to nie byłoby to, czego chciałem.

Najnowsza płyta dostępna była wraz z EP-ką „Winda na 5”, która bardziej nawiązuje do twojego wcześniejszego stylu, będącego emblematem jakości Pierwszego Miliona. Czy tym stricte hiphopowym dodatkiem chciałeś postawić łącznik między wcześniejszymi wydawnictwami i nową, bardziej taneczną płytą ?

Zeus: Na pewno tak. Zacznijmy od tego, ze ja bardzo lubię produkcje No Name Full of Fame.  I koniecznie chciałem zrobić coś z ich muzyką. Długo się do tego zabierałem, ale w końcu udało się! I faktycznie chciałem dać coś tym słuchaczom, którzy lubili mój styl w bardziej agresywnym wydaniu. Którego już nota bene pewnie za dużo nie będzie. I chodzi nie tyle o muzykę, co o treści: ofensywę wobec osób trzecich, obrażanie, rzucanie mięsem. Raczej już tego nie uświadczymy. A ta EP jest też jakby metaforą przejścia między tymi dwoma albumami – zresztą kolejne utwory są też symbolami etapów, jakie przechodziłem: stany wściekłości, frustracji, porzucenia rapu i muzyki… Tak te etapy chciałem opisać.

„ePMd” jest jakby zbiorem kapitalnych puchline’ów, które niemal wyrzucasz siebie. Nie żałujesz, że skoro to poboczne wydawnictwo, to ten kawałek nie uzyskał takiej popularności na jaką zasługiwał?

Zeus: Ależ on osiągnął dużą popularność! Byłem tym na początku wręcz zasmucony. Po wrzuceniu pierwszych singli z płyty (a potem tego numeru) powstał pewien dysonans, bo pojawiło się dużo negatywnych opinii. Na pomysł opublikowania „ePMd” po tamtych piosenkach wpadł zresztą Joteste. To był iście szatański pomysł. I niektórzy ludzie zaczęli pisać, ze ta piosenka zjadła całą płytę (zresztą zanim ta płyta się ukazała). Zasmuciło mnie to, że przewidziałem taki rozwój sytuacji. Ludzie lubią takie emocje. Na szczęście znalazło się mnóstwo osób, które jednak zdecydowanie wolą album. Ale cieszę się, że “EPMD” też się podoba. Nie gram go na koncertach, jedynie samo intro.

Na „Zeus. Jest Super” porzucasz popularną od lat 90. estetykę „100% hip-hop” i otwierasz na nowe brzmienia, nową publiczność. Bałeś się, że możesz stracić starych słuchaczy, zdobytych masowo przy okazji niewątpliwego sukcesu „Hipotermii” i „Zeus Nie żyje”, który zresztą pokrył się Platyną?

Zeus: Dobrze wiesz, znając moją twórczość od tylu lat, że ja działam przekornie i nie kieruję się oczekiwaniami , sugestiami. Wiem jakie rzeczy są bezpieczne i zachowawcze. Ja uważam ze warto robić to, co się czuje, bo jeżeli zrobisz coś czego nie czujesz, pod publikę i jeśli to nie odbije się szerokim echem jak się spodziewałeś, to przegrywasz dwukrotnie. W oczach ludzi i swoich własnych bo poświeciłeś wtedy samego siebie. Niezależnie więc od odbioru ze strony słuchaczy, zawsze mam jedno zwycięstwo w kieszeni, to w moich oczach, polegające na robieniu tego, co się naprawdę czuje.

I jesteś kolejnym raperem, który twierdzi ze etykietka 100% hip-hop nie jest potrzebna..

Zeus: Nigdy mi nie była potrzebna. Moja wiedza na temat rapu i podejście do niego zmieniały się z biegiem lat. Patrząc wstecz, w miarę jak zgłębiałem kulturę hip-hop, z czasem najbliżej mi było do tej old-schoolowej filozofii z lat 70. – do bycia świeżym, innym, ciekawym – niż do imperatywu z lat 90. – który był głownie w Polsce – by być ulicznym. Im bardziej poznawałem hip-hop, tym bardziej zbliżało mnie to do lat 70. Nie nagrywałem w tej stylistyce, ale miałem podejście, by wnieść do muzyki coś ciekawego. Mój stosunek się w ogóle nie zmienił. Wciąż myślę tak samo. Eksperymentowałem z brzmieniem od zawsze, chociażby na moim debiutanckim albumie “Co nie ma sobie równych.”: utwór „W Dół” był niemal rockowy, były wycieczki disco-funkowe w „Chcę Ciebie” w stylu Ala Greena. Często było to dla niektórych trudno przyswajalne już lata temu…

Wytrawni znawcy rapu i twojej muzyki, znający twoje skillsy dawno wiedzą, że Ty j e s t e ś hip-hopem. Poprzez doskonały technicznie warsztat i zakorzenienie w tej kulturze itd. Jak reagujesz na zarzuty, że najnowszy album nie opowiada najbardziej zatwardziałym hiphopowym głowom?

Zeus: Rozumiem to i akceptuję. Cóż więcej komentować. Wiem, jak brzmi ten album i wiem, ze komuś się może nie podobać. Nie mam z tym żadnego problemu.

Kłopot z refrenami w piosenkach rapowych pojawiły się wśród słuchaczy już około 1998 roku, przy okazji m.in. płyty Thinkadelic „Lek”. Potem stały się standardem nawet u wykonawców takich jak Tede, Sobota, Sokół. Czy Twoja współpraca z Justyną Kuśmierczyk może przekształcić się kiedyś w taki duet jak np. Sokół i Marysia Starosta czy duetem pozostaniecie wyłącznie prywatnie?

Zeus: Problemy z odbiorem refrenów miałem nawet na pierwszej płycie, gdzie były samplowane czy skandowane były te same frazy. A teraz czuję inne rzeczy. Nie wiem czy z Justyną będzie jakiś wspólny projekt. Wszystko wyszło z mojego trybu pracy i naszej bliskości. Miało jej pierwotnie nie być na płycie, potem naturalnie pojawiła się w paru numerach, pracowaliśmy wspólnie nad melodiami. Bardzo lubię jej głos i uważam, że ma bardzo szeroki wachlarz możliwości głosowych. Ale nie wiem czy chciałaby tworzyć taki duet, ma swoje własne ambicje i muzyczne plany .

Z brzmieniami tanecznymi flirtowałeś już na mixtejpie „Tommy Gun Hits Zeus”, gdzie dokonałeś blendów swoich utworów. Czy nie miałeś zamysłu, by podkłady na płycie były mniej popowe czy ocierające się o EDM, a bardziej surowe, w stylu house czy garage.

Zeus: Ja się ciągle uczę komponować. Wielu rzeczy próbowałem sam, to moje produkcje. Jest natomiast wielu producentów z którymi chciałbym współpracować, np. Auer, którego znacie np. z płyt Pezeta . Jego podkłady „niszczyły” , były niesamowite. Gdyby się taki producent pojawił, pewnie bym skorzystał. To był jednak mój solowy album, nie myślałem o angażowaniu innych osób i tak ten album brzmi dzisiaj – wg mojej wizji.

Czy były jakieś produkcje, które Cię zachwyciły, konkretne inspiracje? Bo płyta łączy słuchacza rapu ze słuchaczem stacji radiowych.

Zeus: Te inspiracje tak naprawdę różnie się odbijają, bo Np. styl trap zainspirował mnie do „Orinoko Flow”, który finalnie ma się nijak do tego podgatunku. W tle są jednak Rolandy 808, przyspieszone cykacze … Nigdy nie chciałem zrobić dokładnie takiego beatu jaki zrobił ktoś. Koncepcja numeru „Zgłupiej” też była specyficzna, może nie każdy to złapał – beat współgrać miał z ironicznym tekstem.

Właśnie: nie każdy to właściwie odczytał – dla niektórych podkład był za bardzo „ludyczny”…

Zeus: Tak, rozumiem to. Może czasem trudno jest mi wypośrodkować pewne rzeczy, stonować… Ale chciałem by taki podkład dał czytelny przekaz treści tej piosenki. Może na innym podkładzie – bardziej przyswajalnym, ta piosenka zyskałaby większą popularność .

Łódź jest znaną w Polsce kolebką sceny drum’n’bass. Niektórzy MC’s rapowali na tanecznych imprezach undergroundowych. Masz za sobą taki epizod?

Zeus: Nie mam. Ale pamiętam jak w sklepie na Teofilowie kupowałem sobie kasetę Jazzmatazz i spotkałem jednego z członków legendarnej wtedy formacji DJ-skiej Sonic Trip, która grała UK Hardcore i jungle . Pamiętam, że zobaczył, co nabyłem i spropsowal mnie: „Dobry album!” Mnie jednak nie było dane do takich podkładów rapować.

Zeus fot. A. Doroziński

Na kształt i treści na ostatnim longplayu niewątpliwy wpływ miały książki, jakie czytałeś i jakie zmieniły twój styl życia i światopogląd. O inspiracjach wspominałeś już na swoim vlogu – przypomnij kilka najistotniejszych pozycji dla czytelników musicis.pl Jakie są twoje rekomendacje?

 Zeus: Wpływ na mnie miało wiele książek związanych z buddyzmem i Zen . Proponuję np. „Nową Ziemię” Eckharta Tolle – ta książka zrobiła na mnie duże wrażenie.

„Siewca” brzmi jak streszczenie książek Eckharta Tolle…

Zeus: Coś w tym jest. Ale te treści pojawiają się u wielu autorów. Szukać trzeba kwintesencji tych teorii. Rekomenduję też Allana Wattsa „ Droga Zen”. Następnie Anthony’ego De Mello „Przebudzenie” – to książka katolickiego księdza, który pisze z perspektywy mnicha i jest daleki od doktryn katolickich… Ciekawe są książki Osho np. „Świadomość”.

Jakie są dominujące cechy Twojego charakteru?

 Zeus: Hmmm… Nerwowość, niecierpliwość. Ale to się zmienia…

Czy potrzebna była duża wytrwałość, by z płyty na płytę nieść swoja muzyczna misję? Przy „Zeus Jak Mogłeś” dokonałeś chyba pierwszej dość radykalnej stylistycznej wolty. Mówi się, że obecnie duża część raperów zaczęła nagrywać pod gusta swojej publiczności – głównie młodszej – by zapewnić sobie byt komercyjny i finansowy.

 Zeus: Ja nie umiem inaczej. Ciężko mi być nie w zgodzie z samym sobą. Pewnie dlatego często moja sytuacja finansowa nie była ciekawa. Nie byłem w stanie robić czegoś pod czyjeś potrzeby.To, co tworzę, wynika z moich własnych potrzeb. Po niektórych wykonawcach zawsze wiesz, czego oczekiwać, a mnie serce wciąż podpowiada coś nowego. Nigdy nie kalkuluję w którym kierunku pójdę. Moi słuchacze wiedzą, że robię to, co czuję. Teraz płytę można sprawdzić przed kupnem i to jest rewelacja – kupuje ten, komu to akurat pasuje.

Czy piosenka „ODP-2” jest wzorowana na autentycznym liście?

Zeus: Tak, jak najbardziej. Tylko jest zarapowana, jednak bazuje na autentycznych wypowiedziach. Zmieniałem niektórym “postaciom”płeć, cechy osoby itd. . Obawiałem się zwykłego rzucania całymi realnymi opowieściami w piosence. Natomiast dużo ludzi utożsamia się z moimi piosenkami. Mam dużo wiadomości od słuchaczy, którzy dzielą się swoimi opowieściami, przemyśleniami.

Ty słyniesz z tego, że masz fantastyczny kontakt z fanami: zostajesz i rozmawiasz po koncertach, odpisujesz na komentarze…

Zeus: Zazwyczaj na te, które mnie zdenerwują! (śmiech) Z jednej strony ten dystans powinien być jednak mniejszy: ludzie podchodzą do ciebie nie jak do osoby obcej z ulicy , lecz kogoś, kogo totalnie znają, bo czytają mój Fanpage. Natomiast zawsze znajduję czas na przybicie piątki po koncercie czy rozmowy z fanami.

10428058_848899195194798_2145541502897080114_n

„Nie potrzebujesz wiele, gdy masz wokół siebie dobrych ludzi” – masz własną receptę na spokój, szczęście i życie „tu i teraz”?

Zeus: Ja wciąż się uczę. Ale bardzo pomaga mi medytacja i świadomość, że pewne rzeczy nie mają znaczenia, są nietrwałe. Kiedyś przejmowałem się opiniami, nakazami, tym, że mam być jakiś, buntowałem się, bo nie spełniałem czyichś wymagań. Sporo takich spostrzeżeń prowadzi do zmiany oglądu rzeczywistości. Nadal nie lubię głupoty czy ignorancji. Ale wyrywam się z tego wszystkiego.
 
Napięta sytuacja polityczna w Polsce, rosnące podziały i nienawiść w internecie teoretycznie powinny generować aktywność artystów opowiadających się w istotnych sprawach. Czy potrzebujemy polskiego Public Enemy?

Zeus: Ha! Z Public Enemy to też nie do końca było tak, bo Chuck D był podobno chłopakiem z dobrego domu. Ale to nie zmieniało wagi jego przekazu oczywiście. Natomiast nie wydaje mi się, by buntem czy kontragresją dało się coś zdziałać. Rewolucje też kołem się toczą. Jestem raczej za sianiem pozytywnej energii, a nie populizmu. Zasiewajmy pozytywne ziarno. Niech będzie więcej pozytywnych wyluzowanych ludzi, by się nie kłócić – w ten sposób można wdrożyć pokój. Najpierw potrzebny jest też dystans do czyjejś agresji. Trzeba to opanować w sobie, by na ciebie to nie działało. Szkoda ze nienawiść w internecie istnieje, jest bezkarna i mamy ciche przyzwolenie na obrażanie innych, bez żadnych konsekwencji. Powinniśmy zwracać baczniejszą uwagę na słowa rzucane w przestrzeni publicznej.

Wspomniałem wcześniej, o twoim dobrym kontakcie z fanami. Co oznacza publiczność dla Ciebie: i admiratorzy i krytykujący twoją twórczość?

Zeus: Staram się zwracać uwagę na to co mówię i ponosić za to odpowiedzialność. Szanuję moich słuchaczy, jestem fair. Nie robię krzywych akcji. Siedzę z nimi „do ostatniego człowieka” po koncercie, słucham ich historii. Cieszę się, gdy moja muzyka im pomogła, gdy coś z niej wynieśli. Lubię sytuacje, gdy na Fanpage’u wrzucam coś muzycznego, a ludzie polecają mi kolejne pozycje z tego gatunku lub danego wykonawcy. I inspirują mnie.

Czy Twoje starsze albumy mają szanse na reedycję? Czy prawa do nich ma wyłącznie Embryo Nagrania?

Zeus: Tak, jest na to szansa ale w tej chwili więcej powiedzieć nie mogę.

Kiedy nowa płyta? Czy wróci jeszcze Zeus bitewny, rapujący na pełnym wkurwieniu, za którym tęsknią Twoi fani?

Zeus: Nie mam jeszcze nic gotowego, ale jest sporo tematów, które już są trzonem przyszłej płyty , czekają zapisane. Nie chcę się jeszcze spieszyć, chce pograć materiał z aktualnej na koncertach. A „stary Zeus” raczej nie wróci – brzmieniowo, klasycznie jak najbardziej. Może pojawi się jakiś storytelling by bardziej uagresywnić przekaz. Ale nie czuję takiej potrzeby.

Na jakie koncerty zaprosisz czytelników w lutym i marcu?

Zeus: W lutym i marcu zagramy w Słupsku, Malborku, Gnieźnie, Pile, Sopocie, Bartoszycach, Iławie, Częstochowie i Kaliszu. Tyle mi wiadomo na obecną chwilę. Szczegóły dotyczące najbliższych koncertów są zawsze dostępne na moim profilu fanpage na Facebooku.

Dziękuję za rozmowę!

Zeus: Również dziękuję! Wszystkiego dobrego!

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...