music is ... muzyka z najlepszej strony.

Rebeka: „Nie chcemy kopiować siebie”

Rebeka / mat. prasowe

Rebeka / mat. prasowe

W ciągu kilku ostatnich lat polska scena elektroniczna dorobiła się paru projektów, które wyniosły ją na wyższy poziom. Rebeka od początku konsekwentnie wyznaczała własny kierunek, którym sukcesywnie się rozwijała. 18 marca światło dzienne ujrzy ich drugi krążek „Davos” zawierający 10 premierowych kompozycji. W wywiadzie opowiadają o pracy nad krążkiem i jego przesłaniu.

Swoim debiutem postawiliście sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Jeśli już się o Was mówiło, to tylko w samych superlatywach. Przy “Davos” domyślam się, że musieliście mocno napracować, żeby ten poziom utrzymać lub go przewyższyć. Jaki z Waszego punktu widzenia jest ten album?

Bartosz Szczęsny: Drugi album tak naprawdę tworzyło nam się nieco łatwiej, bo przy „Helladzie” bardzo dużo się nauczyliśmy. Wydawało nam się, że stworzenie lepszego materiału będzie co najmniej osiągalne. I w takim kontekście ten album określiłbym jako dojrzalszy. Mniej zastanawiliśmy, co zrobić, żeby to zagrało tak, jak powinno (co miało miejsce przy niektórych utworach na pierwszej płycie), a bardziej skupiliśmy się na tym, jak uzyskać większą ekspresję. Myślę, że ma on większy rozmach.

Iwona Skwarek: To jest taki paradoks, z jednej strony mówimy, że ta płyta jest dojrzalsza, ale udało się ją taką stworzyć dlatego, że pozwoliliśmy sobie na więcej ryzyka i szaleństwa. Myślę, że ta płyta jest dzika i piosenkowa jednocześnie, pełna barw. Jest różnorodna.

Wielokrotnie zapowiadaliście, że na kolejnym albumie chcielibyście poeksperymentować i chyba się udało. Słuchając tego materiału można znaleźć na nim wiele elementów skrajnych, ale mimo wszystko spójnych.

Iwona: Takie utwory jak “What Have I Done”, “Today” czy “The Wish” to dość skrajne formy, ale mamy nadzieję, że udało nam się zachować w tym tę “rebekowość”. Na pewno nie chcielibyśmy kopiować samych siebie, tylko iść dalej, ale też nie tracić tego, co jest nasze.

Odsłuchując ten materiał w kontekście wcześniejszych wydawnictw (debiutanckiej „Hellady” i EP-ki “Breath”) można zauważyć pewną spójność. Do tej pory byliście kojarzeni przede wszystkim z energiczną, taneczną i intrygującą elektorniką. Na EP-ce skręciliście trochę w stronę nieco bardziej stonowanych, momentami psychodelicznych dźwięków. Teraz na “Davos” te elementy daje się usłyszeć i właściwie poprzednie wydawnictwo wydaje się być wstępem do czegoś nowego, co właśnie na tym albumie pokazaliście.

Bartosz:
Jest w tym trochę racji. EP-ka byłą pierwszą próbą użycia syntezatorów w taki właśnie sposób – z trochę większym rozmachem i próbą nowości. Faktycznie w kontekście całego albumu i klasycznych form piosenkowych “zwrotka-refren”, pojawiają się kompozycje, które przełamują ten schemat i chyba dzięki temu udało się uzyskać ten efekt różnorodności.

Iwona: Kiedy pracowaliśmy na tym materiałem, nad utworami “The Trip” czy “Who’s Afraid” pomyśleliśmy, że jednak czas na zwykłą piosenkę, dlatego nabraliśmy ochotę na tradycyjny songwrting. Tak powstał “Falling” i “Today”. Jak się okazuje napisanie prostej, ale jednocześnie nie nudnej, rytmicznej piosenki nie jest takie łatwe. Mamy nadzieję, że te proste piosenki zauroczą ludzi i ładnie skontrastują te bardziej eksperymentalne utwory.

Syntezatory, zwłaszcza te analogowe, to właściwie Wasz znak rozpoznawczy. Co jeszcze oprócz nich pojawiło się w warstwie muzycznej na „Davos”?

Bartosz: Na pewno przełomowe było użycie na większości utworów automatu perkusyjnego, który nadał im zupełnie inną rytmikę, inny charakter. Myślę, że zostanie on też użyty na koncertach, żeby uzyskać większą żywiołowość i organiczność brzmienia.

Iwona: Nagrywając „Helladę” wykorzystywaliśmy inne instrumentarium niż to, które potem zabieraliśmy ze sobą na koncerty. Co pół roku pojawiało się coś nowego, dodatkowego, co wzbogacało brzmienie. Teraz te rzeczy, których wcześniej nie użyliśmy w wersji studyjnej, udało się wprowadzić na płycie. Jest dużo efektów, dzięki którym udało się uzyskać przestrzeń w tych utworach. Te przesterowane dźwięki, które pojawiają się choćby w “The Wish” to są takie moje małe eksperymenty, które odkrywałam podczas grania koncertów, a teraz udało się je przemyclić do wersji stydyjnych.

Domyślam się, że wykorzystacie eksperymentalną formę tego materiału w wersji koncertowej i pozwolicie sobie na trochę scenicznego szaleństwa?

Bartosz: Mamy nadzieję, że w dwudziestej minucie jakiegoś utworu ludzie nie zaczną wychodzić (śmiech). Prawdę mówiąc praca nad wersjami koncertowymi jeszcze przed nami. Musimy się jeszcze zastanowić, jak to przetworzyć. Na pewno jednak będziemy starali się utrzymać to w tej naszej wypracowanej formule, żeby maksymalnie dużo się działo, ale też żebyśmy mieli nad tym kontrolę.

Iwona: Tym bardziej, że jesteśmy typem zespołu, który ma ogromną potrzebę wywrócenia na żywo wszystkiego do góry nogami. Kiedy się nagrywa można sobie zarejestrować kilkanaście ścieżek i wybierać, nakładać, mieszać. Na koncerty nie zabierzemy ze sobą wszystkiego i musimy wybrać te elementy, które są najważniejsze i je po prostu zagrać. Czeka nas niezła zabawa.

Na “Davos” po raz pierwszy siegacie po polski tekst. Z tego co wiem Iwona przymierzałaś się do tego od kilku lat i wreszcie sie udało.

Iwona:
Mam nadzieję, że się udało. Bardzo chciałam, żeby to przyszło naturalnie. Długo nad tym myślałam, ale unikałam siadania na siłę nad kartką i pisania bzdetów. Chciałam, żeby to przyszło naturlanie i w przypadku “Białych kwiatów” właśnie tak było.

Dlatego to jedyny taki “rodzynek” na płycie?

Iwona: Chyba tak. Chciałam się sprawdzić, zrobić ten krok i zobaczyć, jak to jest, jak będę się z tym czuła, jak będzie mi się śpiewało. Byłam też ciekawa, co Bartek na to powie.

Bartosz: Ja Cię już słyszałem wcześniej w wersji polskiej przy okazji różnych coverów i czułem, że przy tej barwie głosu, dykcji i ekspresji to się musi udać.

A jak Ty się czujesz wokalnie w takiej wersji językowej? Do tej pory jednak większość czasu skupiałaś się na angielskich tekstach, które są bardziej melodyjnie i jednak śpiewa się je trochę łatwiej.

Iwona: Przyznam szczerze, że na początku, jak zaczynałam nagrywać, byłam trochę przestraszona. Jednak kiedy zrozumiałam, że muszę się skupić na wyraźnym wyśpiewaniu wszystkich spółgłosek, poszło łatwiej. Później, gdy już wczułam się w ten tekst, nagrywanie było dla mnie niesamowicie przyjemne. Byłam bardzo wzruszona i czułam coś absolutnie wyjątkowego. To było ciekawe doświadczenie, które zostało zapoczątkowane przez akcję miejską, w której brałam udział. Jakiś czas temu w jednym z ogródków przy bloku w Poznaniu zagrałam mini koncert. Ludzie mieszkający na tym budynku wcześniej wybierali piosenki, które chcieliby, żebym dla nich zagrała. Zaaranżowałam je na pianino i zaśpiewałam dla nich. Faktycznie śpiewanie Maanamu czy Marka Grechuty i przygotowanie tego materiału otworzyło mnie na to, jak podejść do tej pracy nad polskim tekstem.

Miałaś zatem solidne podłoże. W warstwie tekstowej znalazło się sporo inspiracji z literatury. W utworze “Wake Up” nawiązujesz do Baumana, w tytule płyty do powieści Manna.

Iwona: To prawda. Przez ostatni rok bardzo dużo czytałam różnego rodzaju reportaży i książek, jak właśnie “Czarodziejska Góra” Manna, czy “Uległość” Houellebecq’a, co bardzo mną wstrząsnęło. Po raz pierwszy z tego powodu pojawiają się tematy polityczne na płycie. Wydaje mi się, że w tej muzyce najciekawsze jest to, że może odsyłać do innych rzeczy. Obcowanie z książką genereruje bardzo dużo myśli, a dla nas zawsze było ważne, aby te piosenki niosły za sobą jakieś historie, a nie puste śpiewanie. To takie puszczenie oka w naszą stronę. Utwór ‘Falling” nawiązuje muzycznie do EDM’u, ale w tekście piszę o Mannie, co jest dość zaskakujące. Bardzo podoba mi się ten kontrast i zabawa formą.

O czym z Twojego punktu widzenia, jako autorki tekstów opowiada ta płyta w kontekście całości?

Iwona: Myślę, że w dużej mierze to opowieści o rozstaniach, potrzebie wolności i braku odpowiedzialności za drugą osobę, możliwości pójścia w swoją stronę przy jedoczesnej akceptacji. Jest też o szukaniu światła, drogi, która prowadzi w dobrą stronę. Nawet jeśli teksty są w swojej wymowie melancholijne, to i tak chodzi o to, żeby akceptować siebie i to, co przynosi nam los. Pojawiają się też dwa akcenty polityczne. Myślałam o sytuacji na świecie. O tym, jak jedna osoba może decydować o losach milionów. To “Wake Up” nie jest do nas, ale do liderów, tych, którzy trzymają władzę w swoich rękach. To oni powinni się obudzić.

Przywiązujecie uwagę do tego co i w jaki sposób przekazujecie. Czy podobny zamysł mieliście przy tworzeniu video do utworu “Perfect Man”? W zasadzie przez całą długość trwania wpatrujemy się w iskrzący kamień. Co próbowaliście przez to powiedzieć?

Bartosz: Myśmy nie traktowali tego do końca jako teledysk. To była właściwie wizualizacja. Nie chcieliśmy użyć statycznego zdjęcia, więc chcieliśmy trochę ten obraz ożywić w taki prosty spośób. Oczywiście jest to zasługa Arka Nowakowskiego, który tworzył ten obraz.

Iwona:
The XX też wpuścili coś podobnego do utworu “Angel”, gdzie pojawiają się ruchome elementy, ale nie tworzą jakiejś historii. Pełnoprawny teledysk planujemy wypuścić w marcu, dlatego nie stawiamy żadnej idei za tym kamieniem.

Bartosz: Ten minimalizm, o którym czasem mówimy, to nie do końca tak wygląda (śmiech). To po prostu miało być trochę bardziej atrakcyjne, niż statyczne zdjęcie, ale faktycznie widz może doszukiwać się w tym drugiego dna.

Przyznam szczerze, że kilkakrotnie spotkałam się z taką uwagą, że podczas oglądaniu video towarzyszyło oczekiwanie i napięcie, kiedy coś się wydarzy albo czy będzie jakiś mocny finał. Tu jednak się okazało, że nagranie dobiega końca i nic się nie dzieje. To było dość zaskakujące.

Iwona: Nie wiedzieliśmy, że takie będą konsekwencje (śmiech). Potrzebowaliśmy po prostu wizualizacji, stwierdziliśmy, że Arek Nowakowski świetnie robi takie rzeczy, więc to przygotował. W pełnometrażowym klipie do następnego singla będzie trochę więcej niż jedno ujęcie. Wspiera nas Lotto i Narodowy Instytut Audiowizualny, więc możemy sobie pozwolić na klip na wysokim poziomie a wysoka jakość wizualnej części Rebeki była dla nas od zawsze bardzo ważna.

Macie już swój typ, który utwór będzie następny?

Iwona: Wybraliśmy “What Have I Done”. Chcieliśmy zamanifestować nasze poszukiwania elektroniczne. Dla mnie jest to nasz jeden z najlepszych utworów, właśnie pod względem kompozycji. Chcieliśmy zacząć od czegoś zaskakującego, a później przejść na jaśniejszą stronę.

Bartosz: Myślę, że ten utwór ma super bębny. Jeśli chodzi o kompozycje na płycie to mnie jest trudno wybrać te najlepszą. W każdej znajdę jakieś elementy, które są warte uwagi.

Za kilka dni płyta wyruszy w świat, a wy razem z nią zapewne w trasę koncertową. Gdzie będzie można Was zobaczyć? Planujecie ponownie pojawić się za granicą?

Iwona: Na razie skupiamy się na trasie po Polsce, która rozpocznie się w kwietniu. Wkrótce podamy też daty. Na pewno będziemy chcieli pojawić się też w Niemczech, Czechach czy na Słowacji i dotrzeć z tą płytą troszkę dalej. Wszystko przed nami.

Trzymam zatem kciuki za odbiór płyty i dobre przyjęcie na koncertach. Dziękuję za rozmowę.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...