music is ... muzyka z najlepszej strony.

Wait For Us

Milky Wishlake Wait For Us

data wydania: 2016-02-26
wydawnictwo: Nextpop

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 13 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Próba zrozumienia i w końcu efektywnego przestawienia się na nowe-stare oblicze Kamila Zawiślaka to największy wysiłek przy obcowaniu z jego pełnoprawnym debiutem. Stosunkowo prostym byłoby się zachwycać nad samym muzykiem, wskazując jego ambicję do tworzenia czegoś przyjemnie znanego, a jednocześnie mało powtarzalnego, posiadającego własny nieokiełznany charakter. Trochę trudniej jest już jednak bronić jego nagrań jako wybitnych małych dzieł, nieustannie podawać przykłady błyskotliwości, ciekawych środków ekspresji – czynników, które miałyby postać Milky Wishlake wynosić ponad status i tak daleki od przeciętnego. Ciężko jest nie dlatego, że „Wait For Us” okazuje się projektem nieudanym, czy znacznie poniżej oczekiwań. To coś innego, nieco nowszego. Ale to wciąż znaczący przekrój jego umiejętności, nawet jeśli wielu będzie ten krążek brać za dość standardową jedenastoutworową mieszankę muzyki pop i jej pochodnych.

Choć podchodzenie niemalże bezkrytycznie do Milky’ego jest może mocno przesadzone (a przyznaję, że sam dałem się ponieść jego pierwszym opublikowanym nagraniom), to sama sytuacja, w której nikomu szerzej nieznany wokalista publikuje jedną z najciekawszych EP-ek danego roku, hiperbolą już nie jest. Mocna barwa i wokalna plastyczność Zawiślaka, za którą idzie zresztą brzmieniowa elastyczność, ustawiała go w kolejce do wszelkich muzycznych nagród. Ta kandydatura chyba pozostaje niezmienna, bo muzyk jawi się tu jako nader zręczny wokalista. W wielu momentach tego albumu jego głos przeobraża się w ten czy inny sposób, aby charakterystycznie dopasować się do wydźwięku utworów oscylujących wokół obszarów elektropopowych, klimatów dance, fascynacji latami 80. oraz 90. czy nawet pewnych jazzowych odniesień.

Sama stylistyczno-wrażeniowa mieszanka w większości przypadków też zdaje się działać tak, jak powinna. Nowoczesne R&B „Up South” ładnie wprowadza w album, „Break The Silence” czaruje swoją lekkością i jednoczesną syntezatorową nośnością, „Hidden” po raz kolejny zagląda w rejony elektropopowego chilloutu, tym razem nie uciekając od pewnego neosoulowego zacięcia. Inna sprawa ma się z nieco bardziej dusznym, mroczniejszym wyskokiem pod postacią „Future For Me”. O ile jednak sam numer jest kolejnym elementem albumowego kolorytu, to wkład Dawida Podsiadło jest tu na tyle niewielki, że gdyby nie wymienienie jego nazwiska na trackliście, można by pomyśleć, że to kolejne wcielenie Wishlake’a. I choć mógłby to być dla niego kolejny komplement, to tak małe wykorzystanie obecności wokalisty Curly Heads staje się raczej pewną ujmą. Przypominając sobie chociażby duet Madej-Podsiadło z ostatniej płyty Patrick The Pan, chciałoby się lepszego niż zastanego tu duetu. Zresztą te gościnne występy zdecydowanie nie są jakimiś bardzo jasnymi punktami w tym zbiorze, bo wystąpienie Oly. w delikatnym „Hope Song” jest niemal niezauważalne.

Podobnych uchybień na tej płycie nie ma jednak wcale tak dużo, a niewykorzystanie w pełni potencjału innych muzyków to raczej aspekt do dopracowania. Największym problemem staje się tytułowy dwujęzyczny singel, który chociaż po angielsku sprawdza się po prostu tak sobie, tak w swoim polskim odpowiedniku songwritersko kuleje. Nieznośne polskie głoski i chęć oddania tekstu w jego oryginalnej formie wpływa na sam wydźwięk utworu, obnażając melodyjnie brzmiący tekst i sprowadzając go do lirycznego przeciętniaka. Co więcej, sam wokal wcześniej wyraźnie współgrający z każdym muzycznym aspektem, wypada tutaj naprawdę blado, każąc pytać: dlaczego tak się stało?

Ze wspomnianego już „Five Contemporary Songs” można tu znaleźć „Games” oraz „In Silence”, czyli chyba najmocniejsze punkty tamtego wydawnictwa – jeżeli w ogóle podjąć się tej gradacji. I chociaż nie odstają one od nowych utworów w żaden zasadniczy sposób, to wyizolowanie ich z dobrze skomponowanej całości wydaje się nie do końca korzystne. To nie zarzut, a czysto subiektywne odczucie i próba postawienia się na miejscu samego artysty. Może gdyby więc odrzeć „Wait For Us” z tych pięknych powtórzeń i jednej polskiej wpadki oraz wyselekcjonować nieco mniejszą liczbę utworów, to ich zestawienie dałoby moc porównywalną do oddziaływania pierwszej EP-ki. Niestety tak się nie dzieje, co daje pewien dysonans poznawczy między przekonaniem, ba, wiedzą o zdolnościach samego Zawiślaka a otrzymanym dziełem. A jednak nawet mimo tego album wciąż ma sporo zapadającej w pamięć melodyjności i produkcyjnej solidności, unika niepotrzebnego inspiracyjnego przeładowania czy niepokojącej schematyczności.

Skupienie się na pewnych minusach tego wydawnictwa – choć może brzmi dość ponuro i wskazuje na niezadowolenie o wiele większe niż w rzeczywistości – wynika raczej z emocjonalnego zaangażowania w poczynania Zawiślaka, wiary w niego i chęci ponownego bycia zaskoczonym, oczarowanym, pochłoniętym przez jego wytwory. Mieszane uczucia wynikają poniekąd z nastawienia – być może to wina własnych oczekiwań. A może głównym i jedynym sprawcą jest sam artysta, który pokazuje tu wszystko co zawsze chciał, ale jednocześnie nie potrafi z tego zbioru wyłowić mniej ciekawych elementów. Jeśli więc nikt nie może być ideałem, to należy się z tym pogodzić i przyjąć Milky Wishlake takim jakim jest. A później cierpliwie czekać na więcej. Bo chyba dalej warto.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...