music is ... muzyka z najlepszej strony.

Pet Shop Boys / Super

Pet Shop Boys Super

Data wydania: 2016-04-01
Wydawnictwo: x2

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 6 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Być 30 lat w branży muzycznej i wciąż brzmieć „Super” – to potrafią jedynie Pet Shop Boys, których najnowszy album o tym tytule właśnie się ukazał. Płyta jest szczególna, gdyż ukazuje się niemal dokładnie w rocznicę debiutanckiego „Please” czyniącego z zespołu bohaterów elektronicznego, ambitnego popu. W 1986 roku „West End Girls” był taneczną brytyjską odpowiedzią na amerykański hymn rapowy „Rapper’s Delight” Sugarhill Gang; w roku 2016 Pet Shop Boys mogą swobodnie nawiązywać do swojej własnej twórczości puszczając oko do starych fanów i nowych, młodszych słuchaczy.

Na temat twórczości PSB – a zwłaszcza wielowymiarowych, osadzonych w literaturze, filozofii i polityce tekstów Neila Tennanta –  odbywają się na świecie uniwersyteckie seminaria naukowe, powstają literackie eseje (Eryk Ostrowski), tymczasem polskie radiostacje od lat pomijają ich aktualne single i albumy, eksplorując w kółko przeboje z pierwszej fazy działalności duetu. Zupełnie niesłusznie. Neil i Chris bowiem doskonale orientują się w najnowszych trendach muzyki elektronicznej i regularnie chodzą do najlepszych klubów. W wywiadzie dla „Groove” Chris powiedział zresztą: clubbing nie jest kwestią wieku. Jestem niczym Disco Sally – umrę na parkiecie. Muzykę Pet Shop Boys remiksowali uznani DJ-e i producenci, a najczęściej również fani duetu: DJ Hell, Danny Tenaglia, MK, Felix Da Housecat, Radio Slave czy Tiga.

W trzy lata po ostatnim, niezwykle udanym i bardzo tanecznym albumie „Electric” ukazuje się „Super” – kolejna wspólna produkcja ze Stuartem Price’em, gdzie mamy znacznie więcej brzmieniowych wycieczek do najwcześniejszych dokonań duetu i mniej szukania inspiracji na parkietach Berghainu czy Fabric. Mamy za to dawkę klasycznego brzmienia w stylu Pet Shop Boys: od singlowego „Inner Sanctum” (in the inner sanctum you’re a star / the girls, the guys, they all know who you are), które zabiera nas w czasy trance lat 90. i swobodnie nawiązuje do klasyka „The Age Of Love”, aż po znakomite „Burn”, gdzie klawisze mogłyby brzmieć jak italo-house i budować typowy hymn w stylu old-skoolowego piano-heaven, ale brzmią jak… ekstatyczne italo-disco bądź nowojorskie hi-NRG z lat 80. Tekst we’re gonna burn this disco down, before the morning comes jest zresztą literackim leit-motivem płyty. Albumu, który zresztą podzieliłbym chętnie na trochę nierówne jakościowo strony A i B.

Krążek rozpoczynają zupełnie przeciętne kompozycje: „Happiness” i „Twenty- Something”, gdzie współczesna amerykańska EDM spotyka soundtrack do spaghetti-westernów. I brzmi wstydliwie słabo. Na szczęście mamy też „Pop Kids” – mocny, wiodący popowy singiel oddający hołd kulturze tanecznej lat 90-tych – choć nie tak znakomity jak „Vocal” z 2013 o podobnej tematyce, ale za to wzbogacony o świetne miksy Marca Kinchena (MK) i Offera Nissima.

„The Dictator Decides” to znakomita muzycznie ballada o niezwykle ironicznym tekście (I’d rather that you didn’t shoot me / but I’d quite understand if you did ) do której Chris Lowe zapożyczył fragment barokowej kompozycji Vivaldiego Introduzioni al Miserere – Filiae Maestae Jerusalem. Ta piosenka mogłaby znaleźć się np. na ścieżce dźwiękowej do „Wielkiego Piękna” Paolo Sorrentino. Mocne momenty płyty to także chwytliwe „Groovy” i oparta na breakbeatach ballada „Into Thin Air”, gdzie Neil i Chris powracają do motywu ucieczki od złych polityków, mowy nienawiści, społecznej wrogości – tak jak kiedyś w „Why Can’t We Live Together”.

Trzynasty studyjny album Pet Shop Boys na tle poprzednich brzmi trochę poniżej ich dotychczasowych możliwości. Ale to wciąż dobra płyta taneczna, na której dwoje idealnie dobranych muzycznych partnerów znowu pokazuje nam, że muzyka pop może być wielowymiarowa i potrafi zawstydzać kolegów po fachu młodszych o parę dekad.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...