music is ... muzyka z najlepszej strony.

A Moon Shaped Pool

Radiohead A Moon Shaped Pool

data premiery: 2016-05-08
wydawnictwo: XL Recordings

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 12 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Zapewne niełatwo jest być członkiem Radiohead, świadomość presji jaka spoczywa na zespole pewnie nie jednego muzyka doprowadziłaby na skraj załamania nerwowego. Thom Yorke wraz z kolegami zdaje się jednak bawić całym zamieszaniem i medialnym szaleństwem wokół jego grupy. Ich aktywność internetowa przypomina zabawę w kotka i myszkę, teasery, pojawiające się i znikające obrazki pozwalają fanom snuć domysły, jednocześnie utrzymując stały poziom zainteresowania zespołem. Szaleństwo osiągnęło apogeum kiedy pewnego poranka facebook zaroił się od króciutkiego wideo przedstawiającego ptaszka ćwierkającego na gałęzi, które okazało się być zapowiedzią klipu do „Burn the Witch”. Na szczęście w tym szaleństwie była metoda i nowy kawałek okazał się być wartym zamieszania. Kolejnym ważnym elementem PR-u zespołu były sugestie, że krążek może ukazać się w każdej chwili, co podobno było przyczyną problemów ze snem wiernych fanów, którzy budzili się po nocach i sprawdzali czy może już jest. Odmowa umieszczenia płyty na Spotify również dodała mu aury towaru pożądanego, ale trzeba wyraźnie zaznaczyć, że i bez tych zabiegów marketingowych „A Moon Shaped Pool” obroniłby się doskonale.

Z racji, że dwa poprzednie wydawnictwa Radiohead dalekie były od ideału pojawił się uzasadniony niepokój czy dla wielu najlepszy zespół świata wygrzebie się z lekkiej stagnacji twórczej. Osobiście miałam nadzieję na powrót do przeszłości nie bardzo jednak potrafiąc zdefiniować czym ona jest w przypadku grupy, która miała już tak wiele twarzy. Na szczęście Thom Yorke, Jonny Greenwood i reszta wyszli naprzeciw moim oczekiwaniom definiując przeszłość jako gustowny i spójny miks „Amnesiaca” i „Hail to the Thief”.

Spójność, płynność i wielowarstwowość to przymiotniki najlepiej określające „A Moon Shaped Pool”. Tutaj wszystkie kawałki tworzą jednorodną układankę, płynnie przechodzą w siebie nawzajem i próżno szukać tu jakichkolwiek zgrzytów. Najbardziej spośród nich wyróżnia się „Burn the Witch” z duszną i opresyjną atmosferą, upolitycznionym tekstem (abandon all reason / avoid all eye contact / do not react / shoot the messengers) i ostrymi, apokaliptycznie brzmiącymi smyczkami. Na pozostałą cześć krążka składają się rozbrajające, osobiste teksty i bardziej stonowane kompozycje takie jak rozmarzone „Daydreaming”, które jest jednym z ich bardziej fantazyjnych i emocjonujących utworów. Delikatne, lekko rozmazane dźwięki pianina idealnie współgrają ze szczerym i rozkładającym na łopatki tekstem (dreamers, they never learn/ beyond the point of no return), a wokal Yorke’a jakby od niechcenia snuje się pomiędzy kolejnymi elementami piosenki.

Innym poruszającym fragmentem albumu jest „Present Tense” gdzie Yorke rozprawia się ze swoimi osobistymi demonami (as my world comes crashing down, I’m dancing, freaking out, deaf, dumb and blind), po to aby następnie odnaleźć w sobie nowe pokłady nadziei śpiewając: I won’t stop now / I won’t slack off / or all this love / will be in vain. Podobnie optymistyczną wymowę ma „Desert Island Disk” – folkowa, odrobinę mroczna kołysanka opowiadająca o rozstaniu i układaniu sobie życia od nowa, która kończy się słowami: different types of love are possible. 

Na „Moon Shaped Pool” królują utwory zdominowane przez subtelne pianino, jednak prowadzone przez mocną linię basu Colina Greenwooda „Decks Dark” we wspaniały sposób znajduje miejsce dla zadziornej gitary, która z tylnej pozycji nadaje piosence charakteru. Jeśli już mowa o tym co jest z tyłu to warto zwrócić uwagę na wielowarstwowość tych kawałków, tam w tle zawsze dzieje się coś ciekawego, czy jest to subtelne dzwonienie klawiszy, czy wtrącająca się od czasu do czasu gitara Jonny’ego Greenwooda. „Full Stop” wprowadza trochę paranoi spod znaku „Idioteque” (you really messed up everything/ let me take it back again) choć brzmieniowo znacznie bardziej nawiązuje do bogatszych aranżacyjnie kompozycji z „Hail to the Thief”. „Identikit” i „The Numbers” również zawierają echa „Kid A”, jednak już nie tak surowe. „The Numbers” zostało opatrzone smyczkami z prawdziwie filmowym rozmachem, podobnie jak jeszcze jedna wyjątkowa ballada jaką jest „Glass Eyes”. W temacie smyczków to kolejnym utworem mającym iście rozpasane zakończenie jest „Tinker Tailor Soldier Sailor Rich Man Poor Man Beggar Man Thief”. Tytuł jest zaczerpnięty z dziecinnej wyliczanki, jednak Yorke w tym kawałku tworzy mroczną, pełną paranoi wersję świata, która odległa jest od zabaw dzieci (the ones you light your fires to keep away / crawling out upon, expending).

„A Moon Shaped Pool” dostał zakończenie godne świetnego krążka. „True Love Waits” długo czekało na to żeby znaleźć się na pełnoprawnym, studyjnym albumie, długo czekało także na swoją ostateczną wersję. Ryzyko wiążące się z wymyśleniem nowej aranżacji było nie małe, bo ciężko jest sobie wyobrazić bardziej rozdzierającą wersję niż ta akustyczna, którą znamy od lat. Radiohead po raz kolejny zaryzykowali i po raz kolejny wygrali. Mimo pierwszego zaskoczenia, a może i nawet zawodu, ta ascetyczna aranżacja, która zamiast gitary akustycznej opiera się na łagodnych dźwiękach pianina brzmi równie poruszająco jak ta stara, a przy okazji idealnie komponuje się z resztą albumu. Pod względem lirycznym ten intymny, ale także przewrotny tekst pasuje tutaj jak ulał, co jest kolejnym dowodem na niesamowity instynkt zespołu. Linijki typu: I’ll drown my beliefs just to have your babies czy I’m not living, I’m just killing time już kilka lat temu weszły do stałego kanonu najlepszych tekstów Radiohead, ale tutaj tak jakby zostają odkryte na nowo. Także desperacki apel, który tutaj służy za coś w stylu refrenu (just don’t leave, don’t leave) brzmi tu jeszcze smutniej, ale również bardziej wyjątkowo.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...