music is ... muzyka z najlepszej strony.

Clashes

Brodka Clashes

data wydania: 2016-05-13
wydawnictwo: Kayax / Play It Again Sam

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 21 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Brodka zyskała uprzywilejowaną pozycję w polskim show biznesie dzięki popularnemu telewizyjnemu show, od zawsze mogła więc przemycać trochę ambicji i prawdziwej sztuki na salony pełne dinozaurów pokroju Maryli Rodowicz. Nie jestem pewna jednak czy świat rodzimej muzyki popularnej będzie w stanie zaakceptować i zrozumieć jej najnowsze nagrania. Na szczęście wokalistka, która właśnie wydała swój album w renomowanej brytyjskiej wytwórni nie musi się o to martwić. W katalogu Play It Again Sam „Clashes” znalazło się w zacnym towarzystwie – obok niej widnieją tam takie nazwy jak Editors, Soulwax, a także nazwisko Róisín Murphy. Obecność młodej Polki na tej liście nie jest żadnym przypadkiem, ponieważ jej nagrania wcale nie odstają poziomem od pozostałych artystów, co po części jest zasługą świetnego producenta (Noah Georgeson, który pracował m.in. z Joanną Newsom), ale przede wszystkim samej Brodki, która stworzyła te kawałki.

Jest kilku wykonawców, których uwielbiam za łączenie przystępności z ambicją, a przy okazji za kreowanie spójnej strefy wizualnej i wyrazistego image’u. Należy do nich na pewno Florence Welch, a także Natasha Khan z Bat For Lashes. Brodka również aspiruje do tej grupy za sprawą wciągających teledysków, starannie wykreowanego wizerunku i płyty, która jest definicją ambitnego popu. Na „Clashes” potrafi być eteryczna, jak w otwierającym album „Mirror Mirror”, mroczna i tajemnicza jak w „Funeral”, a także zadziorna i niepokorna – tak jak w punkowym „My Name Is Youth”.

Momentami krążek brzmi bardzo dramatycznie, co zresztą nie dziwi biorąc pod uwagę fakt, że w swoich inspiracjach artystka wymienia legendarnego amerykańskiego kompozytora Moondoga czy operowe eskapady Damona Albarna. Słychać tu więc bogate instrumentarium – w prowokacyjnie zatytułowanym „Can’t Wait For War” pojawiają się potężne dęciaki, które zderzając z patetyczną perkusją dają niesamowity efekt narastającego napięcia. W „Holy Holes” również odzywają się majestatyczne bębny, a wraz z nimi ostre gitary, które jeszcze bardziej podkreślają intensywność tekstu mówiącego o chęci kompletnego zatracenia się w drugiej osobie. Ukoronowaniem tej dramatycznej części albumu jest wspomniane już „Funeral”, czyli walc z kościelnymi organami i prawdziwie upiorną (w jak najlepszym tego słowa znaczeniu) atmosferą.

To również płyta zbudowana na kontrastach. Zupełnym przeciwieństwem do tych intensywnych kawałków są lekkie „Up in the Hill” i ostre, punkowe „My Name Is Youth”. Kiedy jednak już na dobre roztańczymy się przy głośnych dźwiękach gitary a’la Sex Pistols muzyka nagle się urywa i przechodzi w rozmarzone, instrumentalne „Kyrie”. W tym nastroju Brodka pozostawia nas już do końca flirtując z tajemniczą i fascynującą aurą debiutu Goldfrapp w „Hamlecie” oraz „Dreamstreamextreme”. Najbardziej neutralnymi kawałkami są „Horses” i „Santa Muerte”, co uzasadnia ich wybór na single reprezentujące longplay. Warto tu także zaznaczyć rozwój Brodki nie tylko jako kompozytorki, ale także wokalistki. Nigdy wcześniej nie brzmiała ona tak dojrzale, ani nie pokazywała jak dobrze potrafi śpiewać. Mamy z czego być dumni, bo dziewczę wypłynęło na szerokie wody i oby więcej polskich artystów poszło w jej ślady.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...