music is ... muzyka z najlepszej strony.

Tauron Nowa Muzyka 2016: koncerty, których nie możesz przegapić

Tauron Nowa Muzyka / mat. prasowe

Tauron Nowa Muzyka / mat. prasowe

Jeśli chodzi o line-up kolejnych edycji Tauron Nowa Muzyka to jak w żadnym innym przypadku ciężko jest jeszcze przed rozpoczęciem festiwalu wytypować zwycięzców i absolutne występy z cyklu must watch. Z jednej strony chodzi o ciekawą elastyczność i różnorodność artystów, z drugiej o to, że to właśnie w Katowicach największe niespodzianki potrafią sprawić ci, na których nie czeka się z tak wielką ekscytacją. W przypadku jedenastej edycji imprezy jak zwykle każdy będzie miał okazję wyszukać najbardziej przyjaznego dla siebie elektronicznego brzmienia. I choć nie da się oczywiście wymienić tutaj połowy tych wszystkich nazwisk, to mamy swoje propozycje.

Ceephax Acid Crew – prawdziwa mieszanka wybuchowa składająca się z house’u, acid techno, drum’n'bassów, breakcore’u, gabber i jednej osoby w postaci Andrew Jenkinsona, który swoją drogą jest młodszym i jednocześnie zdecydowanie bardziej wizjonerskim bratem Squarepushera. Na unikalność jego jednoosobowego projektu składają się bowiem nie tylko odjechane dźwięki, ale oldschoolowa estetyka, w której się zaszył. Cała masa analogowego sprzętu wraz z kasetami magnetofonowymi i syntezatorem Roland TB-303 na czele, Amiga, prymitywna grafika, ortaliony – tak, ten kosmos będziecie mogli zobaczyć już w sobotę. Obecność obowiązkowa.

Niechęć – to że obok konsolet festiwalowe sceny w równym stopniu zajmują także żywe instrumenty jest na Tauronie normą. Nieprzypadkowe będzie więc pojawienie się w składzie tegorocznych wykonawców tego jazzowego kwartetu. Nie tylko z racji tego, że wydali właśnie jeszcze lepszy (w mojej opinii) album niż debiutanckie „Śmierć w miękkim futerku”, ale dlatego, że pokazują swobodę łączenia muzyki rockowej oraz jazzu bez potrzeby sprzyjania rozrywkowym gustom publiczności. Ich wybicie się poza nasz krajowy rynek tylko to potwierdza. A dodatkowy fakt dzikich improwizacji grupy w czasie występów na żywo sprawia, że piątkowe obcowanie z panami przyniesie ciekawe doznania.

A_GIM – człowiek-orkiestra odpowiedzialny za projekty Oszibarack, Hurt, Deliver, Husky czy Nervy wraca do gry. Jesienią powinien trafić na półki solowy album Agima Dzeljilji, a podczas TNM zaprezentuje się po raz pierwszy z nadchodzącym solowym materiałem, którego zapowiedzią jest singiel „Rajka” – rytmiczny kawałek z melodyjnym wokalem od razu wpada w ucho. Mam nadzieję, że jego występ okaże się miłą niespodzianką na festiwalu.

La MiniTK Del Miedo – wszystkim poszukiwaczom niecodziennych doznań, którym nie będzie żal opuścić Battles grających na głównej scenie, sugeruję pojawić się w okolicy Carbon Continental. Mniejsza scena goszcząca przeróżnych artystów z całego świata o tej porze zajęta będzie przez kolumbijczyków, którzy tropikalne rytmy cumbii podają w dość mrocznej elektronicznej wersji. Złowieszcze syntezatory i specyficzna prezencja artystów z pewnością podbiją serca tauronowej widowni. Darkwave merengue? To już brzmi dobrze.

Masayoshi Fujita – podczas swej 11. edycji festiwal poszerza się o nową przestrzeń: salę kameralną NOSPR. Nic lepiej nie przetestuje niezwykłej akustyki tej sceny niż krystaliczne dźwięki wibrafonu Japończyka, który na co dzień wydaje pod szyldem wytwórni Erased Tapes. Melancholijne dźwięki Fujity powinny zainteresować fanów Nilsa Frahma, z którym łączy artystę podobna estetyka.

Stara Rzeka – z jednej strony Kuba Ziołek gwarantuje przyjemne wyciszenie, z drugiej jego muzyczna aktywność w każdej chwili może przerodzić się w coś szaleńczego, głośnego i obezwładniającego. Takie też odmienne stany osiągane będą podczas występu z projektem Stara Rzeka. Dla wszystkich zmęczonych w pełni elektronicznym rozpasaniem festiwalu będzie to bardzo dobra odskocznia.

The Orb – czy klasycy muzyki elektronicznej są w stanie zawstydzić swoich młodszych kolegów będzie można się przekonać już w sobotę. Ubiegłoroczny album „Moonbuilding 2073 AD” jak i tegoroczne klimaty „Alpine” świadczą mocno na korzyść duetu. Panowie nie spuszczają z tonu i tym, którzy pojawią się przy scenie Red Bull Music Academy na pewno zafundują kosmiczną, mocno eksperymentalną przejażdżkę.

Floating Points – godzinową konkurencją (nad czym wszyscy powinniśmy się zasmucić) do występu panów z The Orb będzie pojawienie się Sama Shepherda ze swoim projektem live. Wspierany przez rozszerzony skład koncertowy postara się zabrać słuchaczy w przestrzeń, gdzie jeszcze mocniej będzie można doświadczyć splotu soulowo-jazzowych brzmień i elektronicznej estetyki znanej z  jego debiutanckiego albumu „Elaenia” oraz niedawnej kontynuacji, czyli podwójnego singla „Kuiper”. Jeśli nie zostałeś porwany przez zapodany niżej numer, to nie masz uczuć.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...