music is ... muzyka z najlepszej strony.

Soundrive Fest – dzień I

Hinds / fot. Jarek Sopiński

Hinds / fot. Jarek Sopiński

Wciągające dyskusje, sceniczni buntownicy i hiszpański temperament – tylko część tego, co można było zobaczyć podczas pierwszego dnia gdańskiego Soundrive Festu. Stocznia znów tętni życiem i nie zanosi się, by miało być inaczej.

Organizatorzy postawili na sprawdzone już rozwiązania, ale jednocześnie postanowili pójść o krok dalej i poszerzyć ofertę programową. Tym razem wachlarz artystów prezentuje się łącznie na 5 scenach rozmieszczonych w znakomitej industrialnej przestrzeni. Dwie dodatkowe hale W4 i B64 to miejsca spotkań z artystami, dyskusji o kondycji rynku muzycznego, a także kameralnych koncertów. I choć nie wszyscy dotarli na czwartkowe koncerty, to jednak najwierniejsza publiczność zdołała stworzyć unikatową atmosferę tego festiwalu.

Podobnie jak w ubiegłym roku szóstą edycję Soundrive Festu otworzył panel dyskusyjny. W pierwszym z dwóch paneli prowadzonych przez Jakuba Knerę (Noweidzieodmorza) udział wzięli Bartek Borówka (Borówka Music) oraz Paweł Trzciński (Distorted Animals, Off Festival), który opowiadali o swoich doświadczeniach jako managerowie. Zaproszeni goście, mający na swoim koncie współpracę z setkami artystów zwrócili uwagę na wielozadaniowość managera oraz często skomplikowane relacje z muzykami. Obnażyli dobre i złe strony swojej profesji, a także podkreślili, że dla większości z nich nie jest to zwykła praca, a zwyczajnie sposób na życie.

Jednym z pierwszy wyrazistych koncertów tego wieczoru był występ brytyjskiej, młodziutkiej wokalistki Hannah Rogers stojącej za projektem Pixx. Balansująca między melodyjnymi balladami, a gitarową agresywnością artystka wydała swój debiut zaledwie tydzień temu nakładem kultowej już wytwórni 4AD. W jej muzyce widać sporo eksperymentów, zarówno dźwiękowych, jak i wokalnych. Da się również zauważyć, że nie czuje się zbyt pewnie na scenie i trochę próbuje maskować to swoim buntowniczym wizerunkiem. Warto jednak mieć na nią oko, bo za kilka miesięcy, kiedy znajdzie swoje miejsce będzie jeszcze o niej głośno. Pewności za to nie brakowało dziewczynom z Hinds, które swoją naturalnością totalnie kupiły publiczność. Oglądając ich występ nie dało się nie zauważyć podobieństwa do Warpaint, jednak ich hiszpański temperament sprawdza się na scenie dużo lepiej niż zdystansowanie koleżanek z Los Angeles. Hinds zafundowały publiczności bardzo energetyczny, pełen chwytliwych melodii i gitarowego szaleństwa koncert, podczas którego nie szczędziły sobie kokieteryjnych gestów.

Indie rockowe brzmienia umiejętnie przełamał Daniel Spaleniak, który na Soundrive występuje już po raz drugi, tym razem jednak solo. Ten artysta jest najlepszym przykładem na to, że do stworzenia magii wystarczy tylko dobry głos, gitara i przygaszone światło – tak właśnie było w hali W4, w której artysta zagrał materiał ze swojego drugiego krążka, opowiadając przy tym o swoich piosenkach. Nie zabrakło też mocnych akcentów elektronicznych w postaci polskich projektów. Jednym z nich był Stonkatank, czyli duet łączący w swojej muzyce wyraziste brzmienie perkusji i klubowej elektroniki połączonej z wokalem.

Dwa najmocniejsze akcenty dnia pierwszego to koncerty ze sceny głównej: Formation i Fat White Family. Ci pierwszy przez pierwsze trzy utwory nie bardzo wiedzieli jeszcze na co mogą sobie pozwolić z publicznością, dlatego najpierw postanowili ich wyczuć serwując „bezpieczne” utwory, by chwilę później na dobre dać ponieść się energii. Ich występ niemal do samego końca porywał do tańca i angażował. Sami muzycy zdawali się bawić wyśmienicie i już zapowiedzieli swój powrót do Polski. Drugi, Fat White Family, to już żywy manifest. Mówi się o nich, że to jedyna kapela, której absolutnie na niczym nie zależy. I takie właśnie wrażenie sprawiali muzycy podczas wczorajszego występu. Kompletnie nie interesowało ich, co dzieje się poza sceną – to tam czują się najlepiej i mogą robić co im się podoba, zupełnie nie zważając na swoją reputację. Niewiele jest zespołów, które bez najmniejszego zawahania mogą prowokować np zmieniając tytuł swojego singla z „Breaking Into Aldi” na „Breaking Into Auschwitz”. Ci panowie mają sporo do powiedzenia i można być pewnym, że nie będą tego przekazywać w delikatny sposób.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...