music is ... muzyka z najlepszej strony.

Soundrive Fest – dzień II

HONNE / fot. Jarek Sopiński

HONNE / fot. Jarek Sopiński

Szósta edycja Soundrive Festu na półmetku. Dzień drugi imprezy to istny kalejdoskop brzmień. Od lirycznych, intymnych i bardzo nostalgicznych melodii, przez energiczną, momentami nawet mroczną elektronikę, aż po brudny rock’n'roll. Wymagająca i bardzo świadoma publiczność festu nie miała powodów do narzekań.

Na dobry początek na scenie pojawiła się duńska formacja LISS, tworzona przez czwórkę nastolatków. Młodzi muzycy zdają się doskonale wyczuwać potrzeby swojej publiczności, serwując jej mieszankę wysmakowanego R&B z charakterystycznym wokalem na pierwszym planie. W ich muzyce trudno dopatrywać się przypadkowych dźwięków i nie ma w tym nic dziwnego, jeśli za brzmieniem grupy stoi Rodaidh McDonald, współpracujący m.im z Savages czy Jamie XX. Sielankowa atmosfera panująca podczas ich koncertu przywodziła na myśl zeszłoroczny występ Thomstona, który skondensował potężną dawkę emocji w zaledwie kilku piosenkach. Z LISS było podobnie. Chwilę później scenę główną festiwalu rozniosła grupa YAK, która za sprawą dzikich, pełnych brudnych gitar i motorycznej perkusji utworów zapewniła sobie miejsce wśród najbardziej energetycznych wstępów tegorocznej edycji. Ci panowie doskonale wiedzą, jak się gra, żeby skupić na sobie uwagę.

Doskonałym przecinkiem w tanecznym programie okazały się występy krakowskiej grupy LOR i songwritera Phillipa Brackena. Ten drugi zaczarował halę W4. Po Danielu Spaleniaku to kolejny artysta, któremu w zupełności wystarczyła akustyczna gitara i kilka opowieści, aby pozwolić publiczności poczuć jego wędrownego ducha. Muzyka niezwykle intymna i obrazowa zarazem, pozwalająca na stworzenie własnej historii z doskonałą ścieżką dźwiękową. Podobnie było podczas występu dziewczyn z LOR. Nikt, kto nie widział ich na żywo, nie uwierzy podczas słuchania tych piosenek, że te niezwykle uzdolnione artystki mają dopiero po piętnaście lat. Trudno szukać drugiego takiego młodego projektu, który potrafi zawrzeć w swoich kompozycjach tyle dojrzałości i skrajnych emocji poruszających nawet najbardziej niewzruszone serca. LOR dopiero zaczyna swoją przygodę i można być pewnym, że tym występem zjednały sobie całą rzeszę wiernych odbiorców.

Jednak w piątkowym programie to HONNE dało najmocniejszy koncert, mimo delikatnych, nastrojowych melodii. Brytyjski duet występujący wyjątkowo w poszerzonym składzie koncertowym absolutnie oczarował publiczność, porywając ją do zmysłowego tańca. Szczera naturalność muzyków oraz znakomite porozumienie między nimi to najlepszy sposób na dotarcie do słuchaczy. Jeżeli dołoży się do tego jeszcze piosenkową przebojowość można mówić o sukcesie gwarantowanym.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...