music is ... muzyka z najlepszej strony.

Soundrive Fest – dzień III

Petit Noir / fot. Jarek Sopiński

Petit Noir / fot. Jarek Sopiński

Festiwalowe lato powoli dobiega końca, a gdański Soundrive Fest zdaje się być jego najlepszym dopełnieniem. Kameralna, atmosfera, industrialny klimat i kilkadziesiąt młodych, zdolnych wykonawców, to sprawdzony już przepis na udane wydarzenie, wyróżniające się spośród bogatej oferty koncertowej już nie tylko Trójmiasta, ale i całego kraju. 3 dni wypełnione znakomitą muzyką po raz kolejny pokazały, że stocznia tętni życiem, a sam festiwal rozwija się w bardzo dobrym kierunku nie tracąc przy tym swojej unikalności.

Rozszerzenie festiwalu o dwie dodatkowe sceny początkowo wydawało się być ryzykownym posunięciem, czego świadomi byli sami organizatorzy. Tymczasem przy minimalnym nakładzie środków udało się stworzyć absolutnie wyjątkową przestrzeń, która dopełniała artystyczny program. Hala warsztatowa W4 znajdująca się tuż obok B90 to miejsce stworzone wręcz do akustycznych koncertów. Pierwszego dnia można było zobaczyć tam znakomity występ Daniela Spaleniaka, dzień później Phillipa Brackena, a ostatniego dnia Henry David’s Gun, którzy wypełnili halę po brzegi. Ci ostatni to trójka muzyków wywodzących się z takich projektów jak Letters From Silence, Frozen Lakes czy Nocny SuperSam. Panowie szybko znaleźli swój własny sposób na połączenie charakterystycznych dla siebie elementów singer-songwriterskich czy indie-folkowych. Towarzyszące hali W4 echo sprawiało, że każdy najmniejszy dźwięk gitary akustycznej czy perkusji był słyszalny z jeszcze większą dokładnością. Śmiało można stwierdzić, że tej najcichsze koncerty miały największą moc.

Podobnie było z występem Oly, która na małej scenie B90 wystąpiła wraz z Milky Wishlake’em stojącym za konsoletą. Artystka o wyjątkowo ciepłej barwie głosu umiejętnie lawiruje między subtelną elektroniką, a akustycznymi balladami. Jej występy dzięki niewymuszonej prostocie połączonej z niestandardowym instrumentarium (ukulele czy kalimba) sprawiają wrażenie intymnego spotkania z muzyką. Równie kameralny klimat, choć już na dużej scenie stworzył Júníus Meyvant, jedyny reprezentant Islandii. Artysta zdawał się być tzw. pewniakiem w tegorocznym line-up’ie. Tymczasem pokładane w nim nadzieje, ulatniały się wraz z kolejnymi utworami. Znakomita sekcja smyczkowa i dęta, w której pojawili się także polscy muzycy, mi.in Irek Wojtczak czy Tomasz Ziętek, a także chórki okazały się być solidną bazą do stworzenia melodyjnych, rytmicznych kompozycji w których soul spotyka się ze skandynawskim folkiem. Niestety zbyt długie przeciąganie przerw między utworami, i niewielki nakład wokalny ze strony Juniusa pozostawił niedosyt.

Podobnie jak w poprzednie dni, także ostatniego na scenach Soundrive Fest pojawili się reprezentanci rodzimej sceny elektronicznej. Tym razem zespół JAAA!, których występ został uznany za jeden z najlepszych całego festiwalu. To trio nie zna kompromisów na drodze do wyrazistego brzmienia. O ich muzyce można powiedzieć tak wiele, a i tak nie uda się jednoznacznie jej określić. Na Soundrive Stage dali popis swojej transowej psychodelii, tanecznej elektroniki i sytezatorowego szaleństwa. Tego samego tylko w wersji gitarowej nie zabrakło też podczas występu dziewczyn z Dilly Dally. Ich nastoletnie fascynacje Pixies, Kurtem Cobainem czy Pete’m Doherty’m bez problemu daje się usłyszeć w pełnych grunge’owego buntu kompozycjach i wykrzykiwanych tekstach.

Mocnym akcentem na zakończenie festiwalu był koncert Petit Noir. Pochodzący z Afryki muzyk swoim debiutanckim singlem „Til We Ghost” przyciągnął uwagę najbardziej opiniotwórczych mediów: od Pitchfork, przez The Guardian aż po New Music Express. Oprócz hipnotyzującego wokalu ten artysta ma dużo więcej do zaoferowania. Rzadko zdarzają się tak charyzmatyczne postaci, które potrafią umiejętnie wyeksponować rdzenne brzmienie na światowym poziomie. Jemu się to udało, dzięki czemu pokazał, jakie kierunki obiera Soundrive Fest. To wydarzenie, które nie skupia się wyłącznie na scenie brytyjskiej, gitarowej, a promuje artystów z każdego zakątka, który dopiero pokazują na co ich stać. Duży udział polskich wykonawców udowodnił, że na naszym podwórku mamy jeszcze sporo do pokazania i na tych artystów na szczęście stawia się coraz częściej, z czego organizatorzy doskonale zdają sobie sprawę.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...