music is ... muzyka z najlepszej strony.

SWIERNALIS: „Egzystencjalizm to przyjęcie pokory”

Swiernalis / mat. prasowe

Swiernalis / mat. prasowe

SWIERNALIS znany był wcześniej jako Lord & The Liar. Po zmianie pseudonimu na bardziej osobisty szybko zadebiutował albumem „Drauma” wydanym w wytwórni Kayax. Co ma do powiedzenia 27-latek sam deklarujący się jako elegant nihilista?

Z pochodzenia jesteś Suwalczaninem, ale na co dzień mieszkasz Poznaniu. Nie brakuje Ci czasem sękaczy, suwalskich jezior i pięknych krajobrazów?

Chyba niezbyt mocno, jestem raczej miejskim szczurem i energię i inspiracje odnajduje w miastach, więc bardziej ciągnie mnie do dużych skupisk ludzi. Co nie oznacza, że gdy tylko jestem gdzieś w podróży, to szukam kartaczy, choć bardzo trudno je znaleźć w zadowalającej formie (śmiech). Ale rzeczywiście, jest coś w Suwalszczyźnie, czego nie ma w innych miejscach Polski, więc jest za czym tęsknić.

Często przy opisie Twojej twórczości, szczególnie tej wcześniejszej, pojawiał się przymiotnik „noir”. Rzeczywiście inspirujesz się taką stylistyką? Jeśli tak, to które produkcje, dzieła wywarły na Tobie największe wrażenie?

Inspiruje się wieloma nurtami i „noir” nie jest głównym stylem w tym wszystkim, jednak zawsze łatwiej przyswajam skale molowe, twórczość smutną/melancholijną, niż kipiącą pozytywnymi emocjami. Największe wrażenie? To zależy od dnia, ostatnio oglądając „Jezioro łabędzie” we lwowskiej operze miałem łzy w oczach, a przedwczoraj ciarki na plecach wywołał we mnie nowy singiel Meshuggah, więc jest naprawdę różnie.

Po zmianie pseudonimu z Twojej twórczości jeszcze bardziej zauważalnie bije nihilizm, nie tylko od smutnych, czasem depresyjnych tekstów, podważających wiarę, miłość i sens istnienia, ale też muzyki. To definicja Twojego życia, czy tylko pewna artystyczna kreacja?

Nie wiem, pewnego dnia zrozumiałem, że to wszystko na nic i z perspektywy oddalonych od nas miliardy lat świetlnych galaktyk – jesteśmy niczym. Nie przeszkadza mi to jednak w wynajdowaniu radości w życiu i byciu normalnym człowiekiem. Myślę, że egzystencjalizm to przyjęcie pokory i odrzucenie uprzedzeń w stosunku do tego czym jesteśmy i dokąd zmierzamy.

To pytanie musi chyba paść. Co skłoniło Cię do zmiany artystycznego pseudonimu? Nie chciałeś już funkcjonować z „kłamcami”? Czy po prostu czujesz tak silną więź ze swoimi utworami, że chcesz je publikować pod prawdziwym nazwiskiem?

Po zrezygnowaniu tekstów na polskie i nagraniu całego materiału doszedłem do wniosku, że czas na nowy etap. Poza tym mam dość specyficzne nazwisko, a uczono mnie, że przy odpowiednim wyeksponowaniu wady mogą funkcjonować jako zalety – zdecydowałem się działać jako Swiernalis.

Zdaje się, że na kilku utworach na albumie „Drauma” udziela się Paulina. Jak się czułeś, mogąc współtworzyć swój debiutancki album z życiową wybranką?

Chciałbym aby tak było, ale płeć piękniejszą reprezentują na Draumie Asia Bielawska, Magdalena Radecka i Zosia Łęczycka. Paulina odpowiada za organizację całego tego przedsięwzięcia i jest solidnym fundamentem.

Tworzysz i teksty, i muzykę, jesteś singerem-songwriterem z definicji. Czy Twoim zdaniem ten gatunek artystów jest na wymarciu?

Myślę, że nie, dlaczego miałoby tak być? Jest pewien komfort w takim stylu działania – jesteś niezależny od innych, nie musisz brać pod uwagę kompromisów. Jestem wręcz przekonany, że przenosi się to coraz bardziej na inne style muzyczne, jak electro, czy rap. W dobie cyfryzacji i dostępu do narzędzi produkcyjnych – jest coraz łatwiej działać samemu.

Na „Draumie” gdzieniegdzie słychać nietypowe instrumenty, ciekawe rozwiązania muzyczne, nieco szaleńczy klimat, który zdaje się być naturalną kontynuacją „Thrill-seekers, Pubcrawlers & Shoplifters”. Właśnie takie były korzenie tej płyty, czy miała ona raczej zrywać z poprzednimi dokonaniami?

To chyba naturalna kolej rzeczy, bo nie zmieniałem kategorycznie stylu działań, czy procesu pisania piosenek. Nie lubię bardzo poprawności, ani nudy w muzyce – po co nagrywać po raz tysięczny idealnie stopę perkusyjną, skoro można to zastąpić wibrującym telefonem komórkowym? Sztuka ma bawić i wychodzić poza schematy, a nie nudzić i pilnować konwenansów.

Świetnym zabiegiem okazała się saksofonowa solówka Zabrockiego w „Chłopcu z papierosem”. Utwór zyskał psychodeliczny sznyt, a momentami kojarzy się nawet z free-jazzem. Jesteś zadowolony z takiego efektu?

Bardzo, dość mocno wpłynęło to na brzmienie całego utworu i zyskało mnóstwo kolorytu. Bardzo cieszy mnie jego obecność na tym krążku i jak tylko Paweł Cieślak powiedział, że udało się mu namówić Zabrockiego – nie mogłem się doczekać jak to brzmi. A brzmi świetnie!

Co jeszcze oprócz światła powoduje u Ciebie wściekłość?

Ludzkość.

Jakie są Twoje plany na przyszłość? Zamierzasz odpocząć, czy wyruszasz w trasę? Jeśli zamierzasz koncertować, masz w planach odwiedzenie swoich rodzinnych rejonów?

Planuję grać jak najwięcej i dotrzeć ze swoją muzyką do jak największej ilości osób. Moje rodzinne strony także planujemy odwiedzić, choć nie jest to łatwe. Ale satysfakcja z koncertu w takich miejscach jest zawsze bardzo wielka.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...