music is ... muzyka z najlepszej strony.

heads-up

Warpaint Heads Up

data wydania: 2016-09-23
wydawnictwo: Rough Trade

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 12 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

W czasach, w których bez przebojowego singla czy momentalnie łapiącej i wciągającej człowieka muzyki ciężko jest zwrócić czyjąkolwiek uwagę Warpaint nie ułatwiają nam życia. Już poprzedni krążek z daleka omijał ładne melodie, z wyjątkiem „Love Is to Die”, które pochodzi trochę z innej galaktyki niż reszta utworów. Na „Heads Up” dziewczyny wyraźnie kontynuują zapoczątkowaną trzy lata temu tradycję wystawiania cierpliwości słuchacza na próbę. Aż chciałoby się powiedzieć, że to idealny krążek do zaliczania jesiennej depresji, jednak to byłoby wielką niesprawiedliwością i uogólnieniem.

Od strony technicznej zmieniło się to, że panie często nagrywały pojedynczo lub parami, tak jakby zespół nagle stał się zbiorem indywidualności bardziej niż zgraną ekipą. Co ciekawe, wcale nie wpłynęło to na spójność albumu, co świadczy o niezwykłym wzajemnym zrozumieniu członkiń Warpaint. Artyści, których twórczość wpłynęła na ten żeński kwartet są delikatnie mówiąc nietypowym wyborem, jak na stricto gitarowy zespół – Janet Jackson, Outcast czy Kendrick Lamar posłużyli jako wzór i słychać to wyraźnie, począwszy od hip-hopowych beatów obecnych na sporej części płyty po melancholijne soulowe kompozycje („Don’t Wanna”).

Momentami, tak jak chociażby w drugim na liście „By Your Side”, w brzmieniu gitary można doszukać się subtelnych odniesień do Radiohead z okresu „Kid A”. A przy okazji słowa now I know I’m not alone brzmią dosyć opresyjnie, zdecydowanie bardziej przypominają akt desperacji niż prawdziwą euforię. Prawdziwą radość przynosi za to singlowe „New Song”, zarówno w warstwie lirycznej (I have never felt this strong dancing to you all night long) jak i muzycznej, wyrażającej się w radosnym, tanecznym tempie. To właśnie ten utwór pełni tu funkcję przeboju promującego album, tak jak „Love Is to Die” wcześniej. Na dyskotekę zaprasza nas również „So Good”; za to piękne „Dre” oferuje subtelność opartą na hip hopowym rytmie połączonym z romantyczną partią gitary i eterycznym wokalem a ‚la Cocteau Twins. Niby karkołomny eksperyment, ale w praktyce wyjątkowo urzekający.

Końcówka albumu nie obfituje już w brzmieniowe eksperymenty. Leniwy i subtelny początek „Heads Up” jest tylko wstępem do kolejnego dynamicznego kawałka, lecz tym razem już bardziej tradycyjnego, opartego na mocnej linii basu przypominającego trochę Joy Division. Za to ostatni utwór – „Today Dear”, ma najwyraźniej służyć wyciszeniu, zamiast tradycyjnych rytmów dostajemy już tylko tradycyjną balladę.

Po nagraniu „The Fool” w Warpaint można było doszukiwać się młodszej wersji PJ Harvey, dwa albumy później widać, że dziewczyny poszukują nowych kierunków wyrazu. Niełatwe do przyswojenia melodie i nawarstwione, pozornie niedbałe wokale wciąż są ich znakiem rozpoznawczym, ale pojawia się nowe. Dziewczyny sprawnie łączą stare brzmienia ze świeżymi inspiracjami i momentami wychodzi im to całkiem nieźle. Trochę szkoda, że nie ma tu więcej soczystych basów i ciepłego, soulowego klimatu w stylu „Don’t Wanna”, to jest na pewno jeden z kierunków, które zespół mógłby w przyszłości eksplorować.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...