music is ... muzyka z najlepszej strony.

Banks - The Altar

Banks The Altar

data wydania: 2016-09-30
wydawnictwo: Universal

ocena autora recenzji:
ocena czytelników: 10 głosów
oceń ten album
Oceń album
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
ok

Po świetnym debiucie, który napędziły mocne single, Banks stworzyła sobie przestrzeń wyjątkową. Mroczne odgałęzienie muzyki popularnej w końcu znalazło swoją godną przedstawicielkę, a „The Altar” okazał się drugim podejściem do pokazania swojego sposobu postrzegania świata. Tytułowy ołtarz to zbiór uczuć, z którymi Jillian Rose walczyła od dłuższego czasu.

Osobistych manifestów na albumie jest kilka, a najmocniejszym z nich jest pierwszy singiel „Fuck With Myself”. Jak zdradza artystka, utwór opowiada o uldze jaką poczuła, kiedy przestała przejmować się tym, co pomyślą o niej inni. I właśnie tą pewność siebie czuć podczas słuchania całego materiału. „This Is Not About Us” odważnie odpowiada na pytanie, które dręczy drugą osobę. Taneczne „Gemini Feed” można oskarżyć o elektroniczny populizm, jednak na „The Altar” potrzebny był też taki utwór. Ciekawym momentem jest też „Trainwreck”, gdzie złość wzmacnia, a nie przesłania przekaz. Nie jest też tak, że cała ta elektronika i potęgujące się basy przytłaczają. W odpowiednich momentach Banks zwalnia i śpiewa wzruszające ballady jak „Mother Earth” czy „To The Hilt”, który aspiruje do miana jednego z najlepszych kawałków na albumie.

Banks od samego początku swojej kariery hipnotyzuje nie tylko muzyką, ale i wizerunkiem. Spojrzenie z okładki pozornie odpowiada na wiele pytań, które pojawiają się przy słuchaniu materiału. I prawdopodobnie taki efekt był zamierzony – wystarczy chociażby sprawdzić tekst „Weaker Girl” (I’ma need a bad motherfucker like me). Tytułowy ołtarz po głębszej analizie nabiera też innego znaczenia – „The Altar” to swoista ściana uczuć, za którą stoi Banks, starając się w ten sposób pozornie pokazać więcej siebie.

Nie wiem jak długo apokaliptycznie brzmienia opowiadające najczęściej o cierpieniu będą w modzie, ale wydaje mi się, że Banks w innym repertuarze się po prostu zgubi. Obawy budzi też ilość elektroniki użytej na albumie, bo już podczas promocji „Goddess” artystka czasami niedomagała na żywo. Natomiast o ile samo mieszanie popu, r’n’b, elektroniki i hip-hopu jest ostatnio w modzie, o tyle stworzenie z tego zgranej całości nie wychodzi wszystkim zbyt dobrze. Banks się to po raz kolejny udało. Ba, tego albumu słucha się z niezwykłą przyjemnością, za co na pewno część podziękować należy się SOHN, który jest współproducentem. Natomiast jeśli ktoś po „Goddess” czył niedosyt, to po „The Altar” na pewno go nie zazna.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...