music is ... muzyka z najlepszej strony.

BOWNIK: „Nazwa jest dla nas zupełnie drugorzędna – my po prostu robimy muzykę”

Bownik / mat. prasowe

Bownik / mat. prasowe

Zespół BOWNIK to trzech warszawskich muzyków – Michał Bownik, Adam Półtorak i Andrzej Siwoń, zaczynających swoją karierę i znanych wcześniej jako Control the Weather. Sami swoją muzykę określają enigmatycznie mianem „vegan disco”, ale reprezentują szeroko pojętą alternatywę. Z Michałem i Adamem spotkałam się świeżo po ukazaniu się ich debiutanckiej płyty, aby dowiedzieć się czym właściwie jest vegan disco oraz dlaczego panowie zdecydowali się porzucić Control the Weather na rzecz Bownika.

Szukając o Was informacji, ta bardzo mnie zaintrygowała i nie mogę o to nie zapytać. Czym właściwie jest vegan disco?

Michał: Odpowiedź jest taka, że sami nie wiemy, ale jakoś tak się stało, że nazwa do nas przylgnęła. To jedna z tych wielu historii jakie zazwyczaj krążą po świecie – ktoś kiedyś rzucił jakieś hasło, ludzie je podłapali i zaczęli powtarzać. Dawno temu, kiedy jeszcze nie myśleliśmy o robieniu muzyki dla ludzi i puszczaniu jej w świat, tak jak setki młodych zespołów założyliśmy profil na Facebooku. Zupełnie bez zastanowienia zbytnio się tym nie przejmując wpisaliśmy w opisie gatunku „vegan disco”. Potem oczywiście zapomnieliśmy o tym, że w ogóle ta nazwa tam jest, żaden z nas jej nie zmienił, a w międzyczasie została ona podchwycona przez ludzi. Faktycznie teraz gdzie nie gramy, to słyszymy o vegan disco, ale zupełnie nam to nie przeszkadza – może trochę to śmieszne, ale do nas pasuje. Sprzedaję ostatnio taką anegdotę, że w tamtym czasie graliśmy koncerty dla naszych znajomych w knajpie, która nazywała się Dolce & Vegan, stąd wzięło się vegan disco.

Adam: Obie te rzeczy, czyli disco i vegan są w jakiś sposób nam bliskie. To jest oczywiście, jak Michał wspomniał, totalny przypadek i jakaś głupota palnięta na portalu społecznościowym, ale do dzisiaj od tego nie uciekamy i się tego nie wstydzimy.

Michał: Myślę, że to określenie bardziej określa nas samych niż naszą muzykę, bo ona ani nie jest szczególnie disco, ani nie bije z niej, że jest vegańska.

A widzieliście już, że na tyle zostało to podłapane, że pojawiły się opisy w stylu: „w muzyce czuć rytm, ale nie jest on mięsisty”?

Adam: Wiesz co ja się staram za dużo nie czytać na własny temat – szczególnie w internecie (śmiech).

Dlaczego nie chcecie czytać na własny temat? Młodym muzykom może to przecież pomóc.

Adam: Tak, ale Internet jest takim miejscem, gdzie bardzo latwo wylać, jak i odebrać bardziej negatywne, niż pozytywne emocje.

Michał: Jesteśmy stosunkowo mało nowocześni jeżeli chodzi o takie codzienne media. Nie używamy praktycznie Facebooka prywatnie, co było małym problemem na początku. Teraz mamy wokół siebie więcej osób, które nam pomagają i robią rzeczy, których my po prostu na takich portalach nie umiemy zrobić. Wcześniej to, że jesteśmy tak bardzo „offline” sprawiało, że nie potrafiliśmy wykorzystać dostępnych nam środków w taki sposób, w jaki młodzi aspirujący muzycy ciągle je wykorzystują, czyli promując się w Internecie. Oczywiście to nie jest tak, że my do Internetu w ogóle nie zaglądamy, nie jesteśmy internetowymi amiszami! Lubimy grać np. w gry on-line, szczególnie Adam.

Adam: Prawda jest taka, że (przynajmniej ja) na Facebooku bardzo dużo przebywam, ale traktuję go jako komunikator, internetowy ekshibicjonizm jest mi obcy – zdjęcie raz na miesiąc, albo raz na pół roku – to wystarczające.

Czyli jesteście bardziej obserwatorami?

Adam: Wiesz, ja nawet nieszczególnie obserwuje.

Michał: Próbowaliśmy się trochę doktoryzować nieco w Internecie – polubić trochę fanpage’y, rozejrzeć się, co właściwie się w tym świecie dzieje, bo to jest w jakiś sposób nam potrzebne. To jest właśnie najlepsza odpowiedź dlaczego nie jesteśmy na bieżąco z tym, co się właściwie na nasz temat pisze, sami mniej zerkamy na tego typu portale niż może powinniśmy.

Wy wcale nie jesteście takimi świeżakami, bo przecież graliście wcześniej jako Control The Weather. Czemu porzuciliście Control The Weather na rzecz Bownika?

Adam: Michał, to Twoje nazwisko.

Michał: Adam, to Twój pomysł. (śmiech)

Adam: Wiesz co, nie kryjemy się z tym, że był to zabieg marketingowy. Po prostu chcieliśmy trochę „uwygodnić” ewentualnym przyszłym fanom zapamiętanie samej nazwy. Myślę, że choćby to, że jest ona krótsza oraz to, że nazwa zespołu będzie kojarzona z jakąś osobą – wrobiłem w to kolegę – znacznie pomaga. Marketingowo to tak nieładnie brzmi, jakbyśmy chcieli tych ludzi na coś naciągnąć, a to nie tak. Stwierdziliśmy, że zmiana nazwy wyjdzie nam na dobre, szczególnie że – może to warto podkreślić w tym miejscu – my nie przywiązujemy tak naprawdę wielkiej uwagi do tego, czy to się nazywa Bownik, Półtorak, czy Control The Weather. Ta nazwa jest dla nas zupełnie drugorzędna – my po prostu robimy muzykę, i to ona jest tu najważniejsza. Tych numerów jest bardzo dużo i pewnie byśmy byli w stanie zrobić z nich trzy projekty, a każdy nazwać nazwiskiem kolejnego z nas. Obecne podejście jest bardziej pragmatyczne.

Michał: Warto wspomnieć, że wspólnie robimy bardzo dużo muzyki, ale tylko niewielka jej część jest publikowana. Robimy kilkadziesiąt „traczków”, one nie mają nazwy, nie są do konkretnego projektu czy zespołu przypisane, z czego zauważamy powiedzmy osiem z jakimś potencjałem pozwalającym na ich publikację. To nie znaczy, że cała reszta się nam nie podoba. Ale u nas sam proces powstawania muzyki, jest ogromnie ważny, chyba najważniejszy, a już to, pod jakim szyldem zostaje ona potem opublikowana, jest zupełnie drugorzędne.

Na Kayax trafiliście po Spring Breaku?

Adam: Dokładnie. Przedstawiciele Kayaxu byli na naszym koncercie na Spring Breaku, zaraz potem się z nami skontaktowali i oto jesteśmy.

Michał: Prawda jest taka, że na tym Spring Breaku byliśmy trochę przypadkiem. Przespaliśmy ten moment, żeby się po prostu na niego zgłosić…

Adam: …bo robiliśmy muzykę. (śmiech) Na nasze szczęście wypadł jakiś zespół i udało się nas jakoś tam wcisnąć. Mimo, że nie było nas na drukowanych materiałach, to na nasz koncert ludzie przyszli i to było super.

Przechodząc już stricte do muzyki – trzy dni temu ukazał się Wasz debiut w Kayaxie – album „Bownik”. Jak się czujecie po tym jak już płyta fizycznie wyszła w świat?

Michał: No ja dzisiaj pracowałem nad innym materiałem (śmiech).

Adam: Mamy w sumie już bardzo dużo nowego materiału…

Czyli co? Za miesiąc druga płyta?

Adam: Mogłaby być! (śmiech).

Michał: Od nagrania muzyki do premiery płyty mija zawsze sporo czasu i składa się na to wiele czynników. Jednak my jesteśmy takimi ludźmi, którzy jak już zrobią jedną rzecz, to od razu patrzą na kolejną i szczerze mówiąc raczej nie udaje nam się zbytnio tego świętować.

Adam: Ja bym powiedział inaczej – my się strasznie staramy łapać te momenty, w których wypadałoby świętować, bo je zwyczajnie przegapiamy. Siedzieliśmy w niedzielę, nagle dotarło do nas “ej, wydaliśmy płytę” i dopiero wtedy dotarło, że to jest taki moment, że moglibyśmy to celebrować. No ale cały dzień siedzieliśmy i robiliśmy muzykę, jakoś umknęło.

Wiecie, od nagrania mija czas, wy się już z tą muzyką osłuchaliście, robicie gdzieś już nowe rzeczy, ale teraz wypadałoby tą wydaną płytę popromować?

Michał: Tak jasne! Taki jest w końcu nasz zawód. Więc tym bardziej trzeba uważnie korzystać z tego czasu który jest. Żeby nie zasnąć, nie spocząć na laurach, nie przegapić tych ważnych momentów. Tym bardziej, że mamy niesamowitą ochotę robić więcej. Taką energię, jaką obecnie w sobie mamy, nie łatwo sztucznie wyzwolić, więc trzeba z niej skorzystać.

Adam: Jakkolwiek banalnie to brzmi, my po prostu robimy muzykę. Nie wiemy, czy za kilka lat ta energia, która dziś daje nam siłę, nadal z nami będzie. Więc póki możemy, będziemy tworzyć na pełnych obrotach. Tworząc numery tak naprawdę nie oddzieliliśmy tego, że teraz zrobiliśmy płytę, oddajemy to do wytwórni i czekamy, oni to wydarzą. Nie, my po prostu wybraliśmy z nowego materiału to, co najlepsze – różną drogą, ale sami tworzymy dalej nie czekając na nic. Może za rok czy za pięć lat już nie będziemy mieli tego powera? Obecnie każda muzyka, którą tworzymy jest dla nas równie ważna.

Michał: Stojąc dzisiaj na przystanku i czekając na Adama napisałem tekst na komórce, który jeszcze nie wiem do czego będzie. Więc to pokazuje, że tak naprawdę każdy moment jest dobry, żeby tworzyć.

Adam: Dlatego, jak już wspominaliśmy, my naprawdę szalenie dużo tworzymy – potem, nieco bezlitośnie, równie dużo wyrzucamy, ale taki mamy tryb pracy.

Na razie to tak brzmi, jakbyście tylko siedzieli i tworzyli muzykę – bez innych zajęć. Ale jak z Wami jest? Czym zajmujecie się prócz muzyki?

Michał: Ja studiuję, ale głównie robię muzykę i tresuję mojego psa.

Adam: Ja pracuję. Michał jest w tym niesamowicie cudownym momencie, w którym ma naprawdę dużo czasu ale sam też nie mogę narzekać, praca daje mi rzeczy, których muzyka dotąd mi nie dawała i pewnie jeszcze przez pewien czas dawać nie będzie. Jednak nie jest to tajemnicą, że faktycznie poświęcamy bardzo dużo czasu na tworzenie muzyki. Znamy się i współpracujemy muzycznie razem od lat, dzięki czemu wypracowaliśmy sobie sposób pracy, który sprawia, że jest to dla nas przyjemnością. My się po prostu spotykamy w domu – u jednego, czy drugiego, jak kumple. To tylko tak brzmi, że tyle czasu spędzamy na robieniu muzyki, ale inni ludzie robią dokładnie to samo, tylko spotykają się ze znajomymi żeby pogadać i wypić piwko. My przy okazji robimy muzykę. Taki mamy sposób na spędzanie wolnego czasu.

Michał: Wszystko co da się zrobić w domu, na co pozwala nam obecnie dostępna technologia staramy się robić w domu – nie w sali prób czy w studiu. To jest obecnie bardzo popularny sposób pracy,który jest jednocześnie wygodny.

Adam: Dojście do tego etapu zajęło nam dużo czasu, ogarnięcie technologicznych spraw, możliwości komputerów, ale dzięki temu, ja po prostu idę teraz do kumpla i mogę u niego siedzieć 5 godzin.

Skoro tyle nagrywacie i tyle odrzucacie, zastanawia mnie, dlaczego Wasza płyta jest tak krótka? Weszło na nią siedem kawałków i szczerze mówiąc – pozostawia ona ogromny niedosyt po przesłuchaniu.

Adam: To świetnie. Pozostawienie niedosytu to poniekąd nasz cel.

Michał: Oficjalnie jest ona mini albumem. My generalnie lubimy krótkie albumy, chyba mogę to zdradzić, ale rzadko zdarza nam się nawet słuchać całych albumów, raczej słuchamy singli.

Adam: To chyba znak czasów, w tej kwestii jesteśmy bardzo internetowi. Dużo bardziej wolimy zostawić słuchacza z niedosytem niż przesytem, to chyba wydaje mi się oczywiste.

Michał: Wydaje mi się, że taka filozofia postępowania jest nam bliższa – wydawać muzykę często, ale w mniejszych partiach. Nie widzimy siebie wydających dwupłytowy album po trzech latach pracy nad nim – to jest totalnie nie nasza droga. Te piosenki są w jakiś sposób zapisem chwili i to powinna być właśnie taka skondensowana tabletka, którą dostaje słuchacz.

Jaki macie klucz przy wybieraniu kawałków na album?

Michał: To jest bardzo brutalna selekcja. Wszystko co nie jest tak dobre, że nie może być odrzucone jest odrzucone. Pierwotnie myśleliśmy, że tych numerów będzie nawet mniej niż siedem.

Michał, ty zajmujesz się tekstami, prawda? Więc kiedy zmienialiście projekt z Control The Weather na Bownika, nie myślałeś, żeby to przejście było jeszcze bardziej drastyczne i w tekstach uderzyć w język polski?

Michał: To są rzeczy, o których nie możemy jeszcze mówić, ale zdradzę, że będzie można nas usłyszeć śpiewających po polsku. To pierwsze nasze wydawnictwo w dużej wytwórni i to nasza pierwsza odsłona, na pewno będą też inne. Nie chcieliśmy wysypywać się ze wszystkimi pomysłami jakie na siebie mamy za pierwszym razem, więc wszystko w swoim czasie.

Dobra, to nie będę drążyć, skoro to jeszcze tajemnica. Jednak jak sam przyznajesz pojawią się inne wasze wcielenia, w takim razie rozumiem, że będziecie sięgać też po inne gatunki?

Adam: My cały czas robimy muzykę bardzo różnorodną – tą która trafia do szuflady. Na pewno jest taka możliwość, ale to, czy ktoś będzie tym zainteresowany w sensie komercyjnym, to już zupełnie inne pytanie.

Michał: Nie wiem czy w ogóle mamy jakiś ulubiony gatunek muzyczny, a nawet jeżeli mamy to na pewno to nie jest to ten, który gramy. My się nieco poniekąd muzyką i konwencjami bawimy – może kolejna nasza płyta będzie country, albo nawet gospel? Kto wie? Myślę, że nawet w tym projekcie – projekcie Bownik – kolejna płyta będzie na 99,9% zupełnie inna gatunkowo. My naprawdę nie czujemy się częścią żadnej sceny, co często mówią o nas ludzie, nawet nie mamy jakiś znajomych muzyków. Dotąd byliśmy zamknięci w swoim hermetycznym świecie.

Niemożliwe, przecież ten muzyczny świat jest tak mały, że wszyscy się w nim znają!

Adam: Podobno tak jest, wszyscy tak nam mówią. My po prostu nikogo nie znamy, bo ciągle siedzimy w domu (śmiech).

Michał: Jesteśmy też bardzo krótko w branży muzycznej, więc to się pewnie zmieni.

Adam: Trzeba też wspomnieć, że jesteśmy takimi gośćmi, że gramy koncert, potem zabieramy manatki i jedziemy do domu wyprowadzić psa. Ludzie się jednak poznają na tych eventach, wspólnie imprezują. Nas to omija, trochę z wyboru.

Zrobiliście jakiś czas temu fają rzecz – pieniądze uzyskane ze sprzedaży jednego z krążków Control The Weather przekazaliście na rzecz fundacji Otwarte Klatki. Macie w przyszłości zamiar to powtórzyć?

Michał: Na pewno w przyszłości postaramy się takie akcje robić. Nie wiemy jak się losy nasze potoczą i czy będziemy mieć do tego warunki, ale absolutnie nie wykluczamy takich działań.

Adam: Już mówiąc o vegan disco wspominaliśmy, że te rzeczy są nam bliskie i zostają nam bliskie. Na pewno będziemy chcieli wspierać – stricte nie mamy teraz planów, ale wsparcie dla zwierzaków zawsze.

Michał: Tamten gest był bardziej symboliczny, bo tu nie ma mowy o zysku z płyty – chyba więcej wydaliśmy na nią, żeby ją wydać, niż mieliśmy zysku z jej sprzedaży. Uznaliśmy jednak, że nawet te skromne środki chcemy przekazać na rzecz fundacji Otwarte Klatki, bo bardzo popieramy ich działania.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...