music is ... muzyka z najlepszej strony.

Płyty na które czekamy w 2017 roku

2017

Po podsumowaniu roku 2016 przyszła pora spojrzeć w przyszłość, a konkretnie na to co bieżący rok może nam przynieść. Wspólnie wybraliśmy albumy, na które najbardziej czekamy w 2017 roku. Niektóre mają już datę premiery, a ukazanie się innych jeszcze oficjalnie nie zostało potwierdzone. Poniżej lista krążków, których oczekujemy z wypiekami na twarzy:

Slowdive – TBA

Jeszcze pół roku temu cieszyłem się niesamowitym muzycznym spektaklem grupy na czeskim Colours of Ostrava, a już teraz okazuje się, że tamten występ nie był jedynie uczczeniem krótkotrwałej reaktywacji zespołu. Dosłownie kilka dni temu światło dziennie ujrzał pierwszy od 22 lat premierowy utwór, który niczym nie ustępuje dawnym nagraniom Slowdive. Brzmienie z pogranicza dream popu i shoegaze’u przeszło próbę czasu i mocno zaostrza apetyt na niezapowiedziany jeszcze, ale niemal pewny album grupy. – Jacek Wnorowski

Arcade Fire – TBA

O albumie Arcade Fire nie pojawiły się jeszcze żadne potwierdzone informacje, krążą jednak plotki, jakoby premiera miała mieć miejsce już w okolicach kwietnia. Data wydaje się co prawda zbyt rychła, należy jednak pamiętać, że grupa ogłosiła już swoje występy na kilku znaczących europejskich festiwalach i nie przyjedzie tam raczej z pustymi rękami. Czekamy na pierwsze oficjalne doniesienia i liczymy, że Kanadyjczycy pojawią się w ramach promocji albumu również w Polsce. – Jacek Wnorowski

Grupa nie ma ustalonej daty, nie mają też podobno harmonogramu, ale co raz częściej w wywiadach pojawia się temat nowego albumu. W tym przypadku rodzi się nadzieja, że nowy krążek może być doskonałym pretekstem do tego, żeby grupa w końcu zawitała na jakiejś polskiej scenie. – Karolina Lewandowska

Chromatics – „Dear Tommy”

Od dwóch lat widmo tej płyty ciągnie się za Chromatics i wielu fanom nie pozwala spać po nocach. Co prawda nie można narzekać na posuchę ze strony zespołu, wszak regularnie otrzymujemy zarówno pojedyncze single, jak i bardziej rozbudowane wydawnictwa z pogranicza singla i EP-ki. Grupa zaznaczyła również swoją obecność na ścieżce dźwiękowej filmów „Lost River” i „Home”. To wszytko jednak nie wynagradza braku powoli obrastającego już legendą albumu, który jawi się jako wyjątkowo udany, ale niestety zawieszony w próżni. Może sprawdzi się tu zasada „do trzech razy sztuka”? – Jacek Wnorowski

Lorde – TBA

Nie kryję, że wypatruję uważnie nowości od nowozelandzkiej artystki, bo swoim debiutanckim albumem, chociaż niedoskonałym, sporo namieszała na popowym podwórku. Drzemie w niej jednak znacznie większy potencjał, stąd płytą numer dwa może zmienić jeszcze więcej. Szczególnie, że, jak sama przyznaje, skończył się dla niej etap dzieciństwa i nowy krążek w dużej mierze będzie poświęcony temu, co następuje po młodzieńczym zachłyśnięciu się życiem. O tym, czy Lorde w bardziej dojrzałej odsłonie będzie w stanie przykuć uwagę bardziej niż jako „queen bee” z „Royals”, przekonamy się z pewnością jeszcze w tym roku. – Jacek Wnorowski

Sigur Rós – TBA

Nowy album Islandczyków ciągle pozostaje w sferze marzeń. Znacznie przybliżył go jednak zeszłoroczny singiel „Óveður” i trasa koncertowa, której amerykańska odsłona skończy się w połowie czerwca. Co potem? Obyśmy najlepszą możliwą odpowiedź poznali jak najszybciej. – Jacek Wnorowski

Gorillaz – TBA

Po całkiem udanym wydawnictwie Blur z 2015 roku, pora na nowości od innego dziecka Damona Albarna. Muzyczno-wizualny projekt Gorillaz albumu nie wydał od kilku lat, a słuchacze z utęsknieniem czekają na przyjazne dla ucha eksperymenty z łączeniem gatunków. Szczególnie, że już od pewnego czasu atmosfera ciągle jest podgrzewana, czy to za pomocą playlist, koncepcyjnych grafik, czy niedawnego, niestety rozczarowującego singla. Z dużą dozą pewności można obstawiać, że pęczniejąca bańka zapowiedzi pęknie już niedługo, przynosząc nam cały album, a nowy materiał Gorillaz ponownie zapewni chwile nieskrępowanej rozrywki.

Coldplay – „Kaleidoscope EP”

Rok po wydaniu ostatniego albumu – „A head full of dreams” zespół ogłosił wydanie oficjalnej EP-ki pt. „Kaleidoscope”. Na album na pewno czekają najbardziej polscy fani którzy oczekują dodatkowo na koncert Coldplay, 18 czerwca w Warszawie na Stadionie Narodowym. Mają nadzieję że nowa płyta będzie miała swoją premierę jeszcze przed koncertem. Oczywiście jestem wśród nich. – Justyna Basznianin

Nelly Furtado – „The Ride”

Kanadyjska piosenkarka powraca po 5 latach nieobecności na scenie muzycznej. Po opublikowaniu singla promującego album wielki come back Nelly tym bardziej wydaje się być bardzo ciekawy. Premiera nowego krążka planowana jest na 31 marca. – Justyna Basznianin

Years and Years – TBA

Chodzą słuchy po mieście że również Years & Years będą cieszyć nasze uszy nową płytą w 2017 roku! Pozostaje czekać na zdradzenie przez nich większej ilości szczegółów. Jak do tej pory na Instagramie podzieli się zdjęciami ze studia nagraniowego. Wydając debiutancki krążek podnieśli sobie poprzeczkę dość wysoko, mam nadzieję że drugi album będzie równie pełen pozytywnych i tanecznych dźwięków.  - Justyna Basznianin

Arctic Monkeys – TBA

Ostatni krążek „AM” ukazał się w 2013 roku, więc czas najwyższy na coś nowego. Tak naprawdę, wciąż pamiętam koncert na Open’er Festival, który otwierało elektryzujące „Do I Wanna Know” i chcę więcej. Krążek zarówno na żywo jak i w wersji studyjnej umilał mi długie godziny, wierzę, że jego następca będzie równie dobry. – Karolina Lewandowska

Muse – TBA

Znając harmonogram pracy grupy, wydanie krążka w tym roku jest raczej niewykonalne, ale kto uważnie śledzi Bellamy’ego i spółkę w mediach
społecznościowych doskonale wie, że Panowie co raz częściej spędzają w studiu. Ja wiem, że od Muse już nie dostanę drugiego „Origin of Symmetry” czy ”Absolution”, a ostatnie albumy były… hmm. Mimo wszystko, na każdy kolejny czekam niecierpliwie, bo może akurat tym razem będzie bez zastrzeżeń. – Karolina Lewandowska

Editors – TBA

Ich ostatni krążek „In Dream” kocham totalnie – każdy dźwięk, każde słowo, aż po cudowną oprawę wizualną. Wiem też, że prace nad nowym muzycznym dzieckiem trwają (daty wydania jeszcze brak), więc kto wie? Może na święta? - Karolina Lewandowska

Leski -TBA

Te polskie premiery są dla mnie ostatnio mniej emocjonujące, bo moi faworyci i ulubieńcy wypstrykali się z albumów w 2016 roku. Jednak doszły mnie słuchy, że Leski coś knuje. Jego debiut był cudowny, pełen mądrych, nieoczywistych tekstów, które uzależniały na długie godziny, stąd zacieram łapki na samą myśl, że może niebawem ukaże się coś nowego. - Karolina Lewandowska

Daria Zawiałow – TBA

Sama nie wiem co mnie intryguje w tej dziewczynie, ale przyznaję otwarcie – czekam na jej album, bo czuję, że to może być coś naprawdę
wartego uwagi. - Karolina Lewandowska

Goldfrapp – Silver Eye

Z Goldfrapp nigdy nic nie wiadomo, mogą nagrać krążek wypełniony elektroniką balansującą na granicy kiczu, a mogą też porzucić syntezatory i nagrać łagodny akustyczny materiał. „Anymore” – pierwszy singiel z albumu, który ukaże się 31 marca zwiastuje powrót elektro Goldfrapp, mimo że przy okazji premiery „Tales of Us” mówili, że im się ta stylistyka znudziła. Nowy kawałek nie brzmi nadzwyczaj ekscytująco, ale jako wierna fanka czekam niecierpliwie na więcej z nadzieją, że będzie lepiej.

LIV – TBA

Szwedzko – amerykański kolektyw wcale nie określił czy tak naprawdę w ogóle wyda płytę, ale zakładam, że to tylko zabawa w kotka i myszkę z fanami, bo dwa single plus elegancka sesja zdjęciowa nie pojawiają się tak bez powodu. Lykke Li, Miike Snow oraz Peter Björn and John już pracowali ze sobą wcześniej. W 2012 założyli label INGRID, a potem wspólnie wykonali swoje kawałki na szwedzkim festiwalu Way Out West, więc LIV wydaje się być naturalną kontynuacją tego co zaczęli kilka lat temu.

Father John Misty – „Pure Comedy”

Josh Tillman powoli ujawnia coraz więcej fragmentów z mającego ukazać się w kwietniu albumu. Wiadomo już, że jego teksty, tak jak wielu innych w ostatnich tygodniach zainspirowały wydarzenia polityczne, muzycznie zaś nowe kawałki nie odbiegają od klimatu „I Love You, Honeybear”. Liryczne ballady z kojącymi dźwiękami pianina i gitary akustycznej są jednak największym atutem Father John Misty (obok inteligentnych  i trafiających w punkt tekstów), więc czekam niecierpliwie na więcej. Kto wie, może w dobie wzrostu popularności protest songów Father John Misty ma szansę stać się współczesnym Dylanem.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...