music is ... muzyka z najlepszej strony.

Nick Curly: „Moje brzmienie tech-house’u trafiło w swój czas”

Nick Curly / mat. prasowe

Nick Curly / mat. prasowe

Nick Curly, house’owy „syn Mannheim“, DJ i producent , właściciel labeli 8bit i Cécille opowiada mi w wywiadzie przed występem na „TRUST-night“ w klubie Smolna o brzmieniu swojego rodzinnego miasta, pracy w zakładach Mercedesa, wiarygodności w undergroundzie, swoich ulubionych klasykach klubowych i czemu myślenie o muzyce w kontekście gatunków jest błędne. (Die deutsche Version des Interviews kann hier gelesen werden)

Dwa wielkie nazwiska sceny klubowej: Ty i Omar S. mają za sobą pracę w fabryce samochodów. Kiedy przyszedł moment, w którym pomyślałeś: „Koniec z tym – poświęcam się kompletnie tylko muzyce“? Czy założenie własnych labeli było do tego ważnym przyczynkiem?


Nick Curly:
 Tak, niemal 10 lat pracowałem dla Mercedesa w Mannheim. Ostatnie lata co prawda tylko na pół etatu. Czasami bywało jednak tak, ze miałem np. weekendowy występ w Miami, a nazajutrz w poniedziałek musiałem iść do pracy na szóstą. Miałem coraz więcej bookingów, wydawnictwa z mojego labelu były coraz lepiej przyjmowane, coraz popularniejsze i musiałem się na coś zdecydować -postanowiłem totalnie skoncentrować się na muzyce. I do dziś tej decyzji nie żałuję!

Twoje rodzinne miasto Mannheim jest właściwie bardziej znane z muzycznej Pop-Akademii i soulowych przebojów Xaviera Naidoo i jego zespołu Söhne Mannheims. Jednak od ponad 10 lat mówi się o tzw. Brzmieniu Mannheim. Co jest tak charakterystyczne dla tego stylu?

Nick Curly: Określenie „Sound of Mannheim” właściwie wymyśliły media. Dość często zagadywano o to mnie czy innych producentów jak Johnny D, Gorge oder Ray Okpara. Bo to my sami produkowaliśmy i publikowaliśmy swoją muzykę, która nas fascynowała.
Sądzę, że wtedy udało nam się to, że nasz tech-house o specyficznym groove trafił w swój czas. Przedtem panował dość duży hype na brzmienia minimalowe, których ludzie mieli już trochę dosyć. I wtedy pojawiliśmy się my z naszym tech-house’em i zostało ukute określenie tegoż brzmienia, z czego się naturalnie cieszymy.

Curly small

Czytałem też, ze ten styl określa muzykę nowej generacji producentów, którzy nie akceptują tej tradycyjnej przepaści miedzy klasycznym house’em a techno. Jakie jest twoje zdanie na ten temat, a co sądzą o tym twoi starsi koledzy jak np. Markus Fix?

Nick Curly: Tak. Jak to nadmieniłem już w poprzedniej odpowiedzi – było to brzmienie kilku artystów pochodzących z tego samego regionu. Markus nie był z Mannheim, ale był jednym z pierwszych DJ-ów jacy wydali muzykę na Cecille Records i który tym samym uczestniczył w tym naszym ruchu.

Jesteśmy grupą DJ-ów, która nie koncentrowała się na stworzeniu konkretnego brzmienia, ale my po prostu poruszaliśmy się pozagatunkowo. Gdzieś pomiędzy house a techno. Osobiście uważam tzw. „myślenie gatunkami” za błędne. Każdy kawałek ma inną wymowę i estetykę, inaczej funkcjonuje w klubie – w zależności od godziny czy nastroju na parkiecie. I moi koledzy zapewne się z tym zgodzą.

Od 2010 roku twoja kariera nabrała zawrotnego tempa: byłeś rezydentem w legendarnym klubie Space na Ibizie, do tego doszły występy na imprezach Cocoon i wydanie kompilacji „Party Animals” – w 2014 roku miałeś ponad 100 występów na całym świecie. Grałeś obok najbardziej znanych i szanowanych postaci sceny klubowej jak Jamie Jones, Maya Jane Coles, Guy Gerber. Masz jeszcze jakieś artystyczne marzenia?

Nick Curly: Oczywiście, że jestem wdzięczny za fakt, jak przebiegły moim życiu te ostatnie lata. I wciąż mocno pracuję nad tym, by nowe nagrania były równie udane, co wcześniejsze, próbuję wymyślić siebie na nowo. Jest to ważne zwłaszcza przy pracy studyjnej. Jasne, że mam jeszcze marzenia – mogłaby to być np. stała rezydentura dla nocy z cyklu Trust na Ibizie. Tak, to byłoby moje wielkie marzenie!

Jeden z twoich utworów nosi tytuł „Underground” (Defected Records) – czy miał być to hymn dla podziemnej sceny house? Przecież szacunek „klubowego podziemia” masz zagwarantowany od dawna..

Nick Curly: „Underground” to kawałek z mojego albumu „Between the Lines”. Tutaj chciałem pokazać właśnie moją house’ową stronę. Ważnym aspektem jest tu fakt, że osobiście w domu czy samochodzie słucham właśnie raczej house, a nie techno. Techno słucham w zasadzie tylko w klubach.

Czego możemy oczekiwać od ciebie w najbliższej przyszłości: jakieś nowe single, składanki?

Nick Curly: Dziś właśnie oddałem do tłoczni moja nową EP-kę na 8Bit, będzie wydana chyba w kwietniu. Do tego zrobiłem remix dla Emanuela Satie w labelu Saved. To są moje nadchodzące wydawnictwa. W ciągu najbliższych tygodni dokończę też kilka innych utworów, które latem ukażą się w różnych wytwórniach.

Jakie są Twoje ulubione 3 klasyki taneczne (House / Techno ), które wciąż grasz, bo kształtowały twój muzyczny gust i wciąż dobrze działają na parkiecie?

Nick Curly: Dettman & Klock „Dawning” – jeden z moich ulubionych numerów techno, który świetnie funkcjonuje w klubach w godzinach porannych.

Mr G „Transient” – prawdziwa perełka od Mr G – ten utwór ma szczególny nastrój, który mnie zawsze porusza.

Celeda / Danny Tenaglia – „Be Yourself” – wymowa i znaczenie wokalu w tym numerze nie mogłyby być lepsze! Kocham ten numer!

Bardzo dziękuję i wszystkiego dobrego – do zobaczenia w klubie Smolna!

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...