music is ... muzyka z najlepszej strony.

Najwyższe napięcia w Instytucie Energetyki

Instytut / mat. prasowe

Instytut / mat. prasowe

Za nami kolejna – czwarta już edycja imprez Instytut, która odbyła się 13 maja w Instytucie Energetyki w Warszawie. Czwarta, i co najważniejsze: do tej pory najlepsza: trzynastka w dacie nie tylko nikomu nie przyniosła pecha, ale wręcz przeciwnie – przyniosła naprawdę szampańską zabawę i mocne techno doznania. Wnioskuję nie tylko po odczuciach własnych, ale przede wszystkim po entuzjastycznych komentarzach uczestników, które mimo upływu kilku dni nadal zalewają facebookową stronę wydarzenia.

Porównanie tej edycji z poprzednimi pokazuje też ogromny progres, jaki zrobili organizatorzy (a właściwie organizatorki – agencja Groove Control udowadnia, że techno jest kobietą) oraz rozmach, na który postawili, wykorzystując coraz lepiej potencjał miejsca. Lokalizacyjnie bowiem to już nie tylko Hala Najwyższych Napięć, ale również Hala Wysokich Napięć i trzecia scena sygnowana przez klub Luzztro. To już nie jeden dzień zabawy, ale również before party z Ten Walls w klubie Smolna oraz dla wytrwałych obowiązkowe aftery również na Smolnej i w Luzztrach (do wyboru, do koloru). Wreszcie – to już nie jeden czy dwóch headlinerów, ale co najmniej pięciu: Randomer, Abstract Division, Mathew Jonson, Shifted oraz Richie Hawtin.

A czego można spodziewać się zapraszając artystów tego formatu do miejsca wymykającego się wszelkim kategoriom?

Shifted – szef wytwórni Avian, podczas swojego występu flirtował z różnymi stylistykami, ale spodziewałam się, że bardziej weźmie pod uwagę atmosferę hali i zdecyduje na poruszanie się w bardziej mrocznych i minimalistycznych zakamarkach techno. Z drugiej strony godziny jego występu przypadały na peak imprezy (01:00-03:00), a to co zaprezentował, nadawało się dokładnie na środek zabawy: przyjemnie spogłosowane, poprawne technicznie, żywe, ale nie do końca odkrywcze i odważne.

Mathew Jonson został wpakowany w godzinę między Shifted a Richie Hawtina, co z początku wydało mi się pomysłem ciut dziwnym, ale z czasem przekonałam się, że w tym szaleństwie była logika. Set live Jonsona to coś, co trzeba przeżyć samemu na własnej skórze (i uszach), bo tylko ktoś o jego umiejętnościach i intuicji potrafiłby posklejać tak wielowarstwowy kolaż, przypominający godzinną nowelę z intrygującym początkiem, płynącym rozwinięciem, punktem kulminacyjnym i szczęśliwym końcem. Środek ciężkości wyważony był tak, że set nadawałby się też do wieczornej zadumy w domu, ale jak widać – doskonale sprawdził się też w warunkach klubowych. Choć rozpoznałam wplecione w echa kawałków Mathewa, to sądząc po jego brawurowym Fabricu 84 sprzed dwóch lat, nie omieszkał podokładać tam innych muzycznych słodkości, co nadało całości była mocno emocjonalny i uczuciowy charakter, a dla mnie jego set naprawdę niespodziewanie stał się numerem jeden wieczoru.

Sety w Hali Najwyższych Napięć zamknął, jak zawsze entuzjastycznie przyjęty w Polsce, Richie Hawtin ze swoim dynamiczną i zróżnicowaną selekcją, idealnie wpasowaną w poranne godziny, kiedy jest się już niby trochę zmęczonym, ale z drugiej jeszcze w pełni gotowym na zabawę. Zresztą – nie dało się nie tańczyć: była moc, zmienne tempo, rosnące napięcie i znienacka wjeżdżające muzyczne bomby, a efekty typu dym i światła niesamowicie prezentowały się też przy świetle dziennym. Czekam tylko aż wkrótce zobaczę Richiego ze swoim audiowizualnym projektem CLOSE, bo wnioskując po nagranych do tej pory materiałach z występów – musi być to naprawdę interesujące doświadczenie.

W tym wszystkim szkoda tylko, że Instytut, tak jak wszystko co dobre, szybko się skończył. Piękno miejsca uchwycono po trosze na fenomenalnych zdjęciach, ale mimo swojej niezwykłości oddają tylko niewielki procent tego jak wygląda instytut energetyki widziany własnymi oczami: z dynamiczną grą świateł i doskonale sprawdzającym się nagłośnieniem, wytrzymującym nawet najbardziej niskie, rezonujące basy. Miejscem zachwyceni byli nie tylko uczestnicy, ale również sami artyści z Mathewem Jonsonem na czele (napisał na swoim facebooku „The best indoor venue ever”).

Wydarzenia muzyczne w Instytucie Energetyki pokazują, że ludzie spragnieni są dobrej długiej zabawy w zapierającym dech w piersiach miejscu, czego dostarcza im z naddatkiem ten cykl imprez. Swoje robią bardzo dobre bookingi, sentyment za rejwami sprzed lat, dopięta na ostatni guzik organizacja, a także jakby bezpośredni wpływ magii miejsca na uczestników: podczas setu Richiego Hawtina jeden z uczestników oświadczył się też swojej długoletniej dziewczynie, a błogosławił im sam muzyk. Brzmi nierealnie? Takie rzeczy tylko na imprezach instytutowych, które jak widać – nabierają coraz mocniejszego rozpędu. Trochę trwoga, co organizatorki mogą wymyślić na kolejną edycję, która szykuje się na wrzesień tego roku… ale jedno jest pewne: chcemy więcej!

Instytut Energetyki, Warszawa
13 maja 2017

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...