music is ... muzyka z najlepszej strony.

KAYAH: „Na koncertach ludzie masowo dobrze mi życzą”

Kayah / for. Barbara Olszewska Barbarka.pl

Kayah / for. Barbara Olszewska Barbarka.pl

KAYAH – jedna z najciekawszych artystek na polskim rynku, autorka wielu przebojów i nagradzanych albumów, powraca z nowym, zaskakującym singlem nagranym wspólnie z mega-gwiazdą z Izraela- Idanem Raichelem.

W wywiadzie opowiada mi o współpracy z tym artystą i planach na przyszłość, pozytywnym odbiorze piosenki wśród słuchaczy, naturze Kayah jako artystki, dobrej energii od swojej publiczności, swojej nadchodzącej książce i solidarności z kobietami…

Artur Wojtczak: Kayah, jesteś świeżo po premierze swojego najnowszego singla „Po Co” nagranego wspólnie z izraelską gwiazdą world music – Idanem Raichelem. Przypomnij proszę, jak doszło do waszego spotkania, a potem współpracy?

Kayah: Kiedyś dowiedziałam się od Arieh’a z Instytutu Polskiego w Tel Avivie, że do Polski na festiwal Skrzyżowanie Kultur przyjeżdża izraelski muzyk łączący jazz z muzyką świata – istne bożyszcze tłumów, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Arieh miał pomysł na nasz duet muzyczny, twierdząc że mamy podobny muzyczny mianownik i na pewno odnajdziemy się w takim połączeniu. Idan, gdy zobaczyłam go na scenie, zrobił na mnie totalne wrażenie. Po raz pierwszy bowiem usłyszałam jak ktoś gra na fortepianie, używając jego wszystkich części: klapy, politury, szarpiąc struny… To było niesamowite! Po jego koncercie było rewelacyjne, wspólne jam sesssion. Nasze kolejne artystyczne spotkanie, to wspólny występ na imprezie Stadion Kultury w Rzeszowie gdzie swoje siły połączyły projekty Kayah i Transoriental Orchestra z The Idan Raichel Project. To właśnie tam po raz pierwszy Idan puścił mi melodię do naszego wspólnego singla „Po co”, z prośbą o napisanie do niej tekstu. To było już 3 lata temu…(śmiech).

Idan powiedział mi w wywiadzie, który powstał podczas nagrywania waszego wspólnego wideo: „Uwielbiam fakt, że Kayah jest zawsze artystycznie szczera: nie kieruje się w sztuce kategoriami projektu, lecz po prostu muzyki. Gdy znowu pojawi się prawda, miłość, pasja tak jak w tych magicznych momentach, gdy tworzyliśmy wspólnie , będziemy kontynuowali naszą muzyczną przygodę ”. Czy wierzysz, że pojawi się ta chwila, gdy znowu zasiądziecie do fortepianu i powstaną wasze nowe nagrania?

Kayah: Bardzo chcę kontynuować tę przygodę, bo mi się ona bardzo podoba. Mamy oboje podobne pragnienia i idee. Idan sam w sobie jest wielki i wcale nie muszę podpierać go takimi nazwiskami jak India Arie czy Alicia Keys, z którymi współpracuje. Niemniej jednak, w Polsce nie jest jeszcze tak bardzo znany, choć coraz więcej osób pisze do mnie na FB, że go zna i że są bardzo szczęśliwi z naszej kooperacji. Jestem pewna, że nasz duet przysporzy mu coraz więcej fanów w Polsce. Na pewno wystąpimy wspólnie nie raz, wspólne projekty muzyczne jeszcze przed nami. Już teraz mamy „w szufladzie” nasz kolejny utwór, bardziej melancholijny i spokojny. Pewnie przyjdzie czas, że z tej szuflady wyjdzie na światło dzienne.

Wasza piosenka „Po co” spotkała się z bardzo dobrym odbiorem wśród słuchaczy – zaskoczyło Cię to?

Kayah: Czułam, że ten utwór będzie się podobał. Niesie pozytywną energię, więc mnie to nie dziwi. Ta piosenka niesie to słońce z Tel Avivu. Energię miasta, które jest bardzo tolerancyjne. Tam nikt nie czuje się wyalienowany: ani stary, ani chory, ani gej… Wszyscy są równi. I choć stylistyka tej piosenki nie jest nadrzędna ani w mojej twórczości, ani w Idana, to jesteśmy na tyle wyluzowani i otwarci na muzykę, że z dystansem podchodzimy do tego singla. Umiemy bawić się muzyką. Pierwotnie myślałam, że ten utwór pójdzie w bardziej etnicznym, wręcz „bregovićowskim” kierunku, ale wstępna wersja jaką dostaliśmy od producenta muzycznego od Idana była bardzo taneczna. To mnie bardzo zaskoczyło, ale jednocześnie bardzo mi się spodobało. Razem z Jasiem Smoczyńskim, który zrealizował muzycznie wersję finalną „Po co” poszliśmy w tym zasugerowanym kierunku. Mamy teraz genialna zabawę, odzew jest fantastyczny, co raz słyszę że to hit nadchodzącego lata, że idealny na Eurowizję albo że czyjeś dzieci śpiewają w kółko ten utwór. To bardzo miłe, szczególnie w naszym dość smutnym, zdołowanym waśniami kraju. Mam nadzieję, że ten utwór – zwłaszcza w czasie wiosny, która bardzo długo zwodziła nas jesiennym klimatem – przyniesie wiele dobrego. Pozytywny przekaz jest bardzo przydatny.

Singiel był najchętniej słuchaną i udostępnianą piosenką w dniu premiery w Polsce – celujesz w hit lata?

Kayah: No pewnie, każdy chciałby mieć hit! (śmiech). Cieszę się również, że klip jest tak pozytywnie odbierany. Cała ekipa przy nim pracująca wykazała się cudownym zaangażowaniem. Na dwa dni przed kręceniem video przenosiliśmy cały plan zdjęciowy do hali, a pierwotnie chcieliśmy wszystko nagrywać na dworze, ale ponieważ z zapowiadanych 17 stopni zrobiło się 3 plus prawdopodobne opady śniegu, musieliśmy nasz pomysł nieco zmodyfikować. W hali ciepło nie było, ale przynajmniej nic nie padało nam na głowę (śmiech). Tancerze z Egurrola Dance Studio, muzycy batucady z Ritmo Bloco, bracia Węgrzyn, którzy zrealizowali klip reżysersko i operatorsko, bohaterzy teaserów czy inne osoby z produkcji klipu – wszyscy oni spędzili wiele godzin na zimnie wciąż nie tracąc pogody ducha, energii i mocy. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Wszyscy oni byli odzwierciedleniem tego pozytywnego przekazu utworu. Nie narzekali ani przez chwilę. Myślę, że to właśnie tę dobrą energię odbiera się oglądając ten klip.

„Po Co” to trochę inna niż dotąd Kayah: mniej refleksyjna i liryczna, za to optymistyczna i walcząca z polską mentalnością do narzekania i czarnowidztwa. Chciałabyś zmienić ludzką naturę? Kiedyś sama wspominałaś, że Ty – kobieta-Skorpion potrafisz wyszukiwać sobie powody do zmartwień, nawet gdy wokół pełen spokój…

Kayah: Tak, dobrze byłoby zmienić ludzką naturę… W jakimś sensie jest to inna Kayah, bo przecież nie ta Kayah „przy duszy”, tylko przy ludziach, ognisku, drinku… Kayah, która się cieszy. Ale nadal Kayah, która przy tej radości ma pewną refleksję. Mnie wciąż zarzucano, że przy rytmach klubowych podawałam poważne treści, jak np. w „Testosteronie”. A dla mnie to zawsze komplement.

kayah 2

Niebawem rusza Twoja wspólna trasa z Goranem Bregovićem – część koncertów jest już niemal wyprzedana. Czy po ubiegłorocznym koncercie w warszawskiej Hali Koło wiedziałaś już, że z tym materiałem musicie powrócić na dłuższy tour?

Kayah: Warszawa wyprzedała się już zupełnie! Ale organizatorom udało się dołożyć jeszcze jeden koncert w Warszawie dzień później. Cudownie! Tak, rzeczywiście po tym unikalnym koncercie, gdzie ludzie śpiewali ze mną każde słowo, już czułam, że byłoby głupstwem nie robić tego więcej. Myślę tu i o sobie, ale i o ludziach. Zaskoczyło mnie że na tym koncercie byli również równolatkowie tej płyty z Bregovićem. Musieli z nią dorastać, jest im bliska. To doskonały dowód na to, że muzyka łączy pokolenia. Wszystko jest energią, a do nas wróci dzięki temu wielka dobra energia. Jestem tak zdrowa, właśnie dzięki temu, że na koncertach, ludzie masowo dobrze mi życzą.

Za nami kolejne rozdanie Fryderyków: ponownie kilku artystów z Twojej wytwórni Kayax walczyło o te nagrody (Hey, Zalewski, Brodka, Kroki). Jesteś dumna z faktu, że wasza polityka muzyczna to wciąż szukanie artystów, którzy tworzą istotne i ciekawe rzeczy, będąc poza mainstreamem?

Kayah: To artyści nas szukają i całe szczęście… My mamy już bardzo ograniczone moce przerobowe, a chcemy im zapewnić jak najlepsza opiekę. A ja jestem dumna, że z małego pokoiku w którym siedział Tomik i Sylwia urosła firma, która w pewien sposób zrewolucjonizowała rynek muzyczny, choć na początku śmiano się nam w twarz. A my wypromowaliśmy już tyle talentów, zdobyliśmy zaufanie nowych oraz renomowanych nazwisk. Wielkim sukcesem jest fakt, że zaufała nam Kasia Nosowska i zespół Hey, czy Urszula Dudziak. Dzięki działalności w Kayaxie zupełnie zapomniałam czym jest niezdrowa rywalizacja i nauczyłam się znowu być w cieniu. Pokładanie nadziei w innych artystach nauczyło mnie być znowu na drugim planie. Zawsze bardzo przeżywam sukcesy i klęski moich artystów i to przypomina mi o tym, że wszyscy jesteśmy jednością. Ogólnie, my ludzie na całym świecie…

Kiedy kolejny autorski album? Czy współczesne – burzliwe dla świata i Polski czasy- nie prowokują Cię do nagrania płyty, która doda odwagi kobietom w walce o ich prawa?

Kayah: Ja to zawsze robiłam, już od debiutu, śpiewając „Córeczko – wolałabym żebyś była chłopcem”. Zawsze między słowami będzie moja miłość do kobiet i siostrzane uczucia. Aktualnie pracuję z Agnieszką Wojtowicz-Jach nad książką. Mam nadzieję, że jej premiera będzie już jesienią tego roku. Natomiast nie wiem kiedy będzie płyta. Mam wrażenie że nikt już nie chce płyt długogrających, wszyscy ściągają pojedyncze pliki, EP-ki… Nie chcę się stylistycznie i czasowo określać: zrobiłam tego singla, a potem może pójdę w innym kierunku, bo jestem wszechstronna: mogę być zaraz melancholijna, głęboka, bądź taneczna. Media umożliwiają nam teraz zmiany z dnia na dzień. A przecież „la Donna e mobile”. I ja nie chcę być szufladkowana i się do niczego przywiązywać. Bo po co? (śmiech).

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...